Dwa Światy - Pierzyński Dawid

Bardzo dawno temu mój przyjaciel opowiadał mi o tzw. grach paragrafowych. A ja pamiętałem je jako książki z wyborami. Myślałem, że przez ten czas pamiętałem je źle. I myślałem, że tak naprawdę je stworzyłem. I wstawiłem ją tu, żebyście ocenilli mój pomysł. Trochę też myślałem, żeby zabezpieczyć się przed kradzieżą jej przez kogoś z moich znajomych. To będzie książka, daję jej część

1. Magiczne tatuaże...

…działają trochę inaczej, zależą od miejsca ich zrobienia. A są z nami od chwili, gdy nasz świat połączył się ze światem demonów. Nikt nie potrafi powiedzieć, jak dokładnie się to stało. Po prostu pewnego dnia z ciemności wyszły takie istoty, których człowiek nigdy wcześniej nie widział. Nazwaliśmy te stworzenia demonami, to pasowało. Kiedy pojawiły się te potwory, to nie przyszły negocjować z nami, nie próbowały mówić ani przejmować władzy pokojowo. Po prostu zaczęły zabijać, całe miasta znikały w ciągu kilku dni. Wioski płonęły nocami, a ci, którzy przeżyli, uciekali gdziekolwiek, byle dalej od demonów. Wielu wierzyło wtedy, że bogowie przyjdą z pomocą. Kapłani modlili się dniami i nocami, składano ofiary, ale bogowie milczeli. I milczą do dziś, pomimo próśb składanych przez tylu ludzi. Są tylko te potwory, a razem z nimi pojawiła się magia. Niektórzy twierdzili, że to moc demonów przesączyła się do naszego świata. Nieważne, kto ma rację w tym wszystkim, ważne jest tylko to, że bez magii człowiek nie miał najmniejszych szans na przeżycie. Dlatego wszyscy się jej uczą, młodzi poznają jej podstawy od dziecka. Nawet najprostsi znają kilka łatwych zaklęć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś będzie musiał bronić siebie, lub kogoś ze swojej rodziny. Jednak magia ma swoją cenę, najpotężniejsze jej formy wymagają jakiegoś poświęcenia – krwi, wspomnień, czasem nawet duszy. A magiczne tatuaże nie są zwykłą ozdobą, należą właśnie do takich mocy. Każdy znak jest dawnym rytuałem, więzią pomiędzy ciałem człowieka a nieznaną energią. Mówi się, że pierwsze wzory znaleziono w ruinach tak starych, jak sama wojna z demonami. Wyryły je na kamieniach, których nie dało się zniszczyć. Ludzie zaczęli je kopiować i odkryli, że te symbole naprawdę działają. Jedne wzmacniały siłę, inne chroniły przed ostrzami. Niektóre pozwalały widzieć w ciemności albo wyczuwać nadchodzącą śmierć. A niektórzy wojownicy, po latach używania tatuaży stawali się chłodni i pozbawieni emocji, inni zaczynali słyszeć szepty podczas snu. Zdarzało się też, że magia pochłaniała właściciela całkowicie, wtedy taki człowiek zmieniał się w coś, czego lepiej nie było spotkać po zmroku. Mimo to ludzie dalej decydowali się na rytuał, bo bez mocy nie dało się przetrwać. Dawniej ludzie żyli spokojnie, tak przynajmniej mówią najstarsi, którzy pamiętają opowieści własnych dziadków. Dziś brzmi to jak legenda, a po tamtym świecie zostały jedynie fragmenty kamiennych dróg prowadzących donikąd. Tereny poza osadami nazwano przeklętymi ziemiami, nie było tam prawa, ani bezpieczeństwa czy nadziei. Las potrafił zmienić się w pułapkę, a stare ruiny często skrywały gorsze rzeczy niż same demony. W opuszczonych domach leżały przedmioty codziennego użytku, a na ulicach można było znaleźć szkielety ludzi, którzy zginęli dziesiątki lat temu. Czasem nocami słychać było stamtąd krzyki, nikt rozsądny nie próbował sprawdzać dlaczego. Ludzie żyli teraz w małych osadach i ukrytych wioskach. Tylko jedno prawdziwe miasto nadal istniało – So, tam właśnie mieszkałem. Nie przypominało dawnych miast z legend, nie było piękne ani bezpieczne. Mury zbudowano z kamienia pochodzącego z ruin, a strażnicy nieustannie patrolowali okolice. Na ulicach czuć było zapach dymu, wilgoci i krwi. Handlarze sprzedawali wszystko: broń, jedzenie, lekarstwa, niewolników, a nawet fragmenty demonów używane w rytuałach. To było królestwo, nie było prawa poza siłą, a każdy walczył o przetrwanie na własny sposób. Najbogatsi kupcy utrzymywali własnych wojowników, zabójstwa zdarzały się niemal codziennie, nikt nie czuł się bezpiecznie. Człowiek mógł rano rozmawiać z sąsiadem, a późnym wieczorem znaleźć jego ciało martwe, gdzieś na ulicy. Mimo to So było lepsze niż śmierć poza murami, miasto żyło głównie z handlu ludźmi. Brzmiało to okrutnie, ale taki był świat, wszyscy potrzebowali wojowników do walki z demonami i robotników do odbudowy murów. Niektórzy byli porywani, inni unikali głodu i sprzedawali się sami. Nikt już nie zastanawiał się, czy to moralne, każdy robił to, co konieczne. Przez środek miasta płynie duża rzeka Skrili, w dawnych czasach ponoć była czysta i pełna ryb. Teraz jej woda miała ciemny kolor, a na powierzchni często unosiły się ciała ludzi, albo tych potworów. Wielu nigdy nie wracało na brzeg, a sama woda wydawała się zgniła. Miałem piętnaście lat i całe życie spędziłem właśnie tutaj, nazywam się Daze. Demony przybyły jeszcze przed moimi narodzinami, więc nigdy nie poznałem innego świata. Było dla mnie normalne to, że wszędzie był głód, strach i widok ludzi na ulicach. Umierających, cały ten świat umierał, nikt nie był bezpieczny. Od dziecka uczono mnie walki, najpierw kijem, później nożem, w końcu mieczem. Jednak mój mistrz, Varim, powtarzał, że sama siła nie wystarczy. demon był szybszy od człowieka, silniejszy i odporniejszy na ból. Żeby przeżyć, to człowiek musiał myśleć. Wiedzieć, kiedy zaatakować, a kiedy uciekać, na szczęście ludzie byli mądrzejsi od tych potworów. A Varim był jednym z niewielu ludzi, którzy naprawdę walczyli z demonami przez wiele lat. Miał posiwiałe włosy, szerokie ramiona i twarz pełną blizn. Jedno oko stracił podobno podczas starcia z czymś, co wyszło z ruin na północy. Nigdy nie opowiadał o tym szczegółowo.

– Niektórych rzeczy lepiej nie pamiętać – mówił tylko.

Był surowy, ale sprawiedliwy. To dzięki niemu jeszcze żyłem. Byłem raczej szczupły, choć codzienne treningi wyrobiły mięśnie. Osiągnąłem wiek, w którym wojownik mógł przyjąć pierwszy magiczny znak, zwany magicznym tatuażem. Nie każdy się na to decydował, ale większość uważała to za początek prawdziwej dorosłości. Każdy znak dawał inną moc, tatuaż na ramieniu wzmacniał atak. Wojownik stawał się szybszy i silniejszy podczas walki. Łatwiej było przebić zbroję, albo przeciąć ciało przeciwnika. A tatuaż na klatce działał inaczej, bo chronił tego, co go miał przed obrażeniami. Nie czynił człowieka niezwyciężonym, jednak wielu wojowników przeżyło dzięki niemu ciosy, które normalnie byłyby śmiertelne. Problem z wszystkimi znakami był taki, że wybór był ostateczny, nie można go było usunąć. Niektórzy ostrzegali mnie przed rytuałem. Mówili, że tatuaż wiąże duszę z czymś starszym od ludzi. Że po śmierci właściciel nie trafia tam, gdzie powinien. Krążyły historie o wojownikach, którzy po latach słyszeli głosy demonów albo budzili się w środku nocy, nie pamiętając własnego imienia. Ale bez znaków trudno było walczyć, a ja nie chciałem być słaby, tego ranka Varim dał mi mały woreczek z monetami.

– Dwadzieścia koron – powiedział. – Powinno wystarczyć. Idź do Keshy. Nie oszuka cię.

I wskazał, gdzie dokładnie, a ja chciałem jakiejś rady od niego.

– Skąd mam wiedzieć, co masz wybrać? – spojrzał na mnie chwilę i wyjaśnił to bardziej: – Nie wiesz, nikt nie wie. Każdy po prostu decyduje i później żyje z konsekwencjami.

To wcale mi nie pomogło. Salon tatuażu Keshy znajdował się na południowym krańcu miasta. Droga prowadziła przez wąskie uliczki pełne handlarzy i obdartych ludzi, siedzących pod ścianami budynków. Nad So wisiały ciężkie, ciemne chmury. Powietrze pachniało dymem, czuć też było zapach wilgoci. Po drodze minąłem grupę wojowników wracających zza murów. Jeden z nich nie miał lewej ręki. Inny ledwo szedł o własnych siłach. Na ich twarzach nie było zwycięstwa – tylko zmęczenie. W końcu dotarłem na miejsce, dom Keshy różnił się od reszty budynków. Był zadbany, a przy wejściu wisiały dziwne symbole wymalowane czerwonym tuszem. Gdy wszedłem do środka, to poczułem zapach ziół i kwiatów, a w środku panował półmrok. Na ścianach wisiały szkice tatuaży, stare zwoje i narzędzia, których przeznaczenia nie potrafiłem odgadnąć. Wtedy ją zobaczyłem, była dość wysoka, miała jasne włosy i spokojne spojrzenie. Wyglądała młodziej, niż się spodziewałem, ale w jej oczach było coś niepokojącego. Jakby widziała rzeczy, których inni widzieć nie powinni. Przyjrzała mi się chwilę i powiedziała:

– Witaj. Jestem Kesha – a zrobiła to spokojnie, i potem dodała: – Sądząc po twoim wieku, domyślam się, po co przyszedłeś. Czy już wiesz, czego pragniesz?

„Przywitałem się z nią. Wybór wciąż wydawał mi się niemożliwy. Już coś o nim wiedziałem, jednak to była decyzja na całe życie.

– Może wiem – odpowiedziałem jej. – Myślałem o znaku na ramieniu. Wolałbym sam wybierać cel i atakować szybciej, zamiast tylko się bronić. Będę wtedy bardzo skuteczny.

Kobieta lekko się uśmiechnęła.

– Dobrze myślisz. Wielu młodych wybiera właśnie tę drogę. Ale pamiętaj, że moc zawsze czegoś wymaga. Tatuaż na ramieniu może stać się silniejszy, jeśli po śmierci oddasz swoją duszę znakowi. Jednak i tak jest trochę słabszy, niż na klatce.

Poczułem chłód.

– Duszę?

– Tylko po śmierci.

Nie wiedziałem, czy kobieta żartuje.

– Tatuaż na klatce? – spytałem.

Kesha podeszła do stołu i rozwinęła kilka zwojów.

– Ten chroni przed ostrzami. Przydatny przeciw mieczom i pazurom demonów. Ten drugi osłabia mocne uderzenia, czyli obuchowe. A ten ostatni… – zawahała się na chwilę – chroni przed wszystkim, ale znacznie słabiej, niż te dwa osobno.

Patrzyłem na symbole, wyglądały dziwnie. Linie wydawały się poruszać, jak tylko próbowałem skupić wzrok.

– Słyszałem, że wszystkie kosztują tyle samo.

– Masz rację, dwadzieścia koron.

Wyjąłem worek od Varima i ścisnąłem go mocniej, a to była ważniejsza decyzja, niż chciałem przyznać. jeśli wybiorę źle, to mogę tego żałować do końca życia. Jeśli nie wybiorę wcale, być może umrę szybciej od innych. Kesha usiadła naprzeciwko mnie.

– To ty musisz zdecydować – powiedziała cicho. – Nie ja.

Ponownie spojrzałem na wzory, atak, obrona przed cięciami lub mocnymi uderzeniami. Mogłem też robić słabszą ochronę przed wszystkim, po prostu nie wiedziałem. A może powinienem odejść? Być może nie potrzebowałem żadnego znaku? Przez moment w pomieszczeniu panowała cisza. Słyszałem jedynie trzask ognia za oknem.

Kobieta spojrzała na mnie uważnie.

– Więc? – zapytała. – Jaki tatuaż wybierasz?

Ta książka jest grą, więc co jakiś czas podejmujesz decyzje, teraz jest Twoja pierwsza:

1. Jeśli chcesz tatuaż na ramieniu, wzmacniający ataki, idź do 2.1

2. Jeśli wybierasz tatuaż chroniący przed obrażeniami ciętymi, idź do 2.2

3. Jeśli tatuaż chroniący przed obrażeniami obuchowymi, idź do 2.3

4. Jeśli wybierasz tatuaż chroniący jednocześnie przed obrażeniami ciętymi i obuchowymi, ale znacznie słabiej, idź do 2.4

5. A jeśli ale nie chcesz go robić, to idź do 2.5

2.1 Ramię

Przez moment patrzyłem na parę zwojów leżących na stole. Linie wyglądały tak, jakby żyły własnym życiem. Nie interesowały mnie ani trochę wzory żywiołów. Ale coś nie dawało mi spokoju i podniosłem wzrok na Keshę.

– Mówiłaś coś wcześniej o oddawaniu duszy. Wyjaśnij mi to.

Tatuażystka przez chwilę milczała. Jej spokojna twarz nie zmieniła wyrazu, miałem wrażenie, że właśnie tego pytania się spodziewała.

– Wypytywano mnie już o szczegóły – powiedziała. – Jednak większość słyszy o większej mocy i na tym kończy rozważania.

– Ale ja chcę wiedzieć, za co płacę.

Tatuażystka przyznała mi rację, uznałem to jako coś dobrego, wyraziła się słowem:

– Rozsądnie.

Wstała od stołu i podeszła do jednej z półek. Zdjęła stary zwój związany czarnym sznurkiem. Był wyraźnie starszy od pozostałych.

– Ogień, szybkość, siła... wszystkie korzystają z energii zapisanej w zwojach. Mrok jest inny.

– Jak bardzo?

– Bardziej niż chciałbyś usłyszeć. Człowiek przyjmuje znak. A znak przyjmuje człowieka. Czyli po śmierci dusza zostaje związana z mocą.

Położyła zwój przede mną, nie widziałem uśmiechu na jej twarzy. Zmarszczyłem brwi i spytałem się kobiety:

– Czyli?

– Chyba nic nie widzi i nie słyszy, ale nie wiem jak jest w sferze mroku.

Nie odpowiedziałem, to było dla mnie zbyt trudne. Kobieta usiadła naprzeciwko mnie i powiedziała:

– Ludzie wierzą w różne rzeczy. Jedni mówią, że po śmierci dusza trafia do bogów. Inni, że odradza się ponownie. Jeszcze inni twierdzą, że po prostu znika i pojawia się kolejna. W przypadku mroku nie dzieje się żadna z tych rzeczy.

Poczułem nieprzyjemny chłód.

– Skąd to wiadomo?

– Magia nam mówi, dusza nadal jest, i to w mroku. Nie znika po śmierci, jak normalnie. To trwa wiecznie, przynajmniej nie znamy końca.

Gdy to kobieta mówiła, to do tego chłodu, zaczęło mi się aż robić źle.

– To wszystko? – spytałem się jej.

– Tak.

Przez moment siedzieliśmy w ciszy.

– A ty zrobiłabyś taki tatuaż?

Kesha mi wprost powiedziała i spojrzała prosto w oczy:

– Nie.

To zaskoczyło mnie bardziej niż wszystkie wcześniejsze słowa.

– Dlaczego?

– Nie jestem gotowa zapłacić tej ceny.

– Ale inni są.

– I to wielu.

Zapytałem:

– I nie żałują?

Bardzo chciałem tej mocy, ale czułem, że bym strasznie żałował, po prostu nie byłem pewny.

– Skąd mam wiedzieć? Większość z nich już nie żyje.

Nie brzmiało to pocieszająco, kobieta westchnęła cicho i dodała:

– Daze, nie podejmuj tej decyzji tutaj.

– Dlaczego?

– Ja wykonuję tatuaże. Nie uczę ludzi, jak mają żyć. – Wstała od stołu, powiedziała potem: – Jeśli naprawdę myślisz o mroku, to porozmawiaj z Varimem.

– A co, jeśli on mi odradzi?

– Wtedy przynajmniej będziesz wiedział dlaczego.

Skinąłem głową, to było jasne dla mnie.

– Dobrze.

– Wróć, kiedy podejmiesz decyzję.

Zabrałem worek monet i wyszedłem na ulice So. Droga wyglądała tak samo jak zawsze, brudne uliczki i wszędzie dym unoszący się nad dachami. Ludzie próbujący przeżyć kolejny dzień, norma tutaj. Minąłem targ niewolników, było południe, wszyscy byli nimi zajęci. Kilkunastu mężczyzn i kobiet stało na drewnianym podwyższeniu, oglądano ich jak zwierzęta. Sprawdzano mięśnie, zęby, blizny. Jedna dziewczynka miała może dziesięć lat, odwróciłem wzrok. Kilka ulic dalej minąłem grupę wojowników wracających zza murów. Jeden miał zabandażowaną twarz. Drugi wspierał się na włóczni zamiast na własnych nogach. Przeżyli, to wystarczało, w końcu dotarłem do szkoły Varima. Już z daleka słyszałem krzyki i zmarszczyłem brwi. Mój mistrz rzadko podnosił głos, przyspieszyłem kroku. Kiedy wszedłem na dziedziniec, zobaczyłem Varima stojącego naprzeciw wysokiego mężczyzny w drogim płaszczu, kilku uczniów obserwowało rozmowę pomiędzy nimi z bezpiecznej odległości. Atmosfera była napięta. Mężczyzna uśmiechnął się chłodno.

– Powiernik króla wydał rozkaz. – Przybysz zrobił krok naprzód. – Potrzebujemy trzech nowych niewolników.

– Potrzebujecie ich co tydzień.

– Miasto potrzebuje robotników.

Zawsze ich potrzebują.

– Miasto potrzebuje też wolnych ludzi.

Varim zacisnął pięści

– Wiem, gdzie ich znaleźć. Są wśród zwykłych ludzi z So.

– Nie So.

– Ale są.

– Panu się nie odmawia, musimy ich znaleźć.

– Znajdziemy innych.

– To właśnie robicie od lat.

Ten mężczyzna miał rację, wojownicy od długiego czasu napełniali kieszenie mieszkańców. Przynajmniej złota tu nie brakowało.

– I będziemy robić to dalej.

– Dopóki ktoś wam nie przeszkodzi.

– Kto?

Varim spojrzał na niego zimno.

– Może kiedyś się przekonasz.

Przybysz odwrócił się i odszedł.

Na dziedzińcu zapanowała cisza.

Dopiero wtedy Varim zauważył mnie.

– Od kiedy stoisz?

– Wystarczająco długo.

Westchnął ciężko.

– Czemu?

– Chodzi o tatuaż.

– Jaki chcesz?

– Mrok.

Varim przez chwilę nic nie mówił. Potem wskazał mi ławkę, usiadłem i zapytał się:

– Dlaczego?

Zastanowiłem się.

– Bo chcę być silny.

– To kiepski powód.

– Ale prawdziwy.

Varim prychnął.

– Przynajmniej nie kłamiesz.

Przez moment milczał.

– Kiedy miałem piętnaście lat, też chciałem mroku.

Spojrzałem na niego zaskoczony.

– Naprawdę?

– Tak.

– I co się stało?

– Zmądrzałem.

Nie wiedziałem, czy żartuje.

– Czy warto oddać duszę?

– Nie wiem.

Odpowiedź na tak, lub nie, byłaby dla mnie całkowicie jasna.

– Jak to?

– Nikt nie wrócił po śmierci, żeby opowiedzieć.

To akurat miało sens.

– Ale jest inna możliwość.

Spojrzałem na niego uważnie.

– Jaka?

Varim oparł łokcie na kolanach.

– Niektóre rytuały pozwalają zastąpić ludzką duszę demonem.

Przez moment nie byłem pewien, czy dobrze usłyszałem.

– Demonem?

– Tak.

– Żywym?

– Martwy jest bezużyteczny.

– Chcesz powiedzieć, że mogę dostać moc mroku bez oddawania siebie?

– Możesz spróbować.

Serce zaczęło bić mi szybciej.

– Co muszę zrobić?

Na twarzy Varima pojawił się lekki uśmiech, co zwykle oznaczało kłopoty.

– Przyprowadź mi demony.

– Ile?

– Cztery żywe.

– To wszystko?

– Trzy z nich muszą być z rękami i nogami.

– Co?

– Nie mogą być urwane.

Patrzyłem na niego przez chwilę.

– To szalony pomysł.

– Możliwe.

– Jeśli mnie zabiją?

– Chyba nie zabiją, dostaniesz pomoc, dwóch wojowników.

Westchnąłem ciężko.

– Gdzie mam szukać tych potworów?

Varim spoważniał.

– Masz dwie możliwości.

Wstał i podszedł do starej mapy wiszącej na ścianie.

Wskazał północną część miasta.

– Za nią są ruiny.

Nawet ja słyszałem o tym miejscu.

– I silne demony, ale jak bardzo?

– Bardzo.

Jednak łatwiejsze do schwytania, ale zanim to zrobimy...

– Czyli mogę zginąć.

– Oczywiście.

Potem przesunął palec na wschód.

– Albo las.

– Co tam jest?

– Zwiadowcy.

– Silni?

– Nie szczególnie, ale dużo.

– To brzmi lepiej.

– Nie skończyłem.

– Aha.

– Są szybcy. Poruszają się w grupach. Jeśli zauważysz jednego, pozostałe zwykle już obserwują cię z ukrycia.

To brzmiało mniej zachęcająco.

– Które miejsce wybrałbyś ty?

Varim uśmiechnął się pod nosem.

– Gdybym miał piętnaście lat?

– Tak.

– Ruiny.

– Dlaczego?

– Byłem idiotą.

– A teraz?

– Teraz poszedłbym do lasu.

– Czyli powinienem wybrać las?

– Tego nie powiedziałem.

Oczywiście.

Ponownie spojrzałem na mapę.

Ruiny dawały większą szansę na znalezienie potężnych demonów, ale mniej licznych. Za to las wydawał się bezpieczniejszy. Przynajmniej trochę.

Tak czy inaczej, czekała mnie pierwsza prawdziwa wyprawa poza miasto.

A od jej wyniku mogła zależeć cała moja przyszłość.

Teraz podejmujesz kolejną decyzję:

1. Jeśli chcesz udać się do ruin na północy miasta i schwytać silniejsze demony, idź do 3.1

2. Jeśli chcesz udać się do lasu na wschodzie miasta i zapolować na demony zwiadowcze, idź do 3.2

2.2 Przecinanie

Przez moment stałem w ciszy, rozważając wszystko, co wcześniej powiedziała mi kobieta. Atak dawał większą kontrolę nad walką, ale w tym świecie jeden mały błąd często oznaczał śmierć. A martwi wojownicy nie wygrywali żadnych walk. Ja powoli podniosłem wzrok i odezwałem się spokojnie:

– Wybieram znak chroniący przed obrażeniami ciętymi.

Kesha skinęła lekko głową, jakby spodziewała się właśnie takiej odpowiedzi.

– Rozsądny wybór – powiedziała cicho. – większość demonów zabija pazurami, zębami, lub ostrzami z przeklętego żelaza. Wiele stworzeń nawet nie próbuje przebijać ciała głęboko. One po prostu rozrywają człowieka na kawałki. Taki znak może uratować ci życie więcej razy, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.

Podeszła do jednej z półek i wyciągnęła dwa stare zwoje. Jeden związany był ciemnogranatowym sznurkiem, a drugi z nich jasnoczerwonym. Położyła je ostrożnie na stole, jakby bała się uszkodzić coś znajdującego się wewnątrz.

– Ale to jeszcze nie wszystko – powiedziała spokojnie. – Sam rodzaj ochrony nie wystarczy. Musisz zdecydować, jak dokładnie znak ma działać. Oprócz miejsca wykonania, wybierasz też sam wygląd tatuażu.

Zmarszczyłem lekko brwi.

– Myślałem, że chodzi tylko o miejsce.

Jednak Kesha pokręciła głową.

– Gdyby magia była taka prosta, wszyscy byliby niezwyciężeni.

Rozwinęła pierwszy zwój. Zobaczyłem symbol przypominający jednego węża oplatającego ludzką klatkę piersiową. Jego ciało było pokryte dziwnymi runami, a oczy wyglądały niemal żywo.

– Ten wzór tworzy jednego węża – wyjaśniła. – Magia skupia się wtedy głęboko w ciele. Znak wzmacnia ciało przeciw uderzeniom w kości i organy, te miejsca stają się trudniejsze do przebicia.

Przez moment patrzyłem na symbol.

– Czyli bardziej chroni wnętrze ciała? – spytałem.

– Tak. Nie zatrzyma ostrza tak dobrze na powierzchni, jak ten drugi. Ale jeśli coś cię przebije, to masz większą szansę przeżyć. Lepiej chroni czułe miejsca.

Potem rozwinęła drugi zwój.

Tym razem wzór wyglądał zupełnie inaczej. Kilka cienkich węży oplatało ciało. Ich sylwetki były smukłe i długie, a pomiędzy nimi znajdowały się drobne symbole przypominające pazury.

– A ten? Mówiłaś, że lepiej chroni ciało na powierzchni, ale wyjaśnij mi dokładnie. – Rzekłem.

– Kilka małych węży – odpowiedziała. – Dostajesz wiele mniejszych ochron, magia rozchodzi się bardziej po skórze i mięśniach. Chroni cię przed pazurami demonów i przed ostrzami. Bo trudniej przecinają ciało i nie wchodzą tak głęboko, to lepszy wybór przeciw cięciom.

Dotknąłem palcami stołu.

– Czyli ten drugi bardziej nadaje się do zwykłej walki?

– Przeciw większości przeciwników… tak – odpowiedziała Kesha.

Usiadła naprzeciwko mnie i dodała:

– Ale pamiętaj, magia nigdy nie daje wszystkiego. Ten jeden wąż bardziej chroni przed dokładnymi atakami. Za to kilka małych lepiej radzi sobie z rozcinaniem ciała. Nie możesz mieć obu pełnych efektów jednocześnie.

Wyjaśniła, że nie można mieć dwóch jednocześnie, a ja przez moment milczałem. Za oknem słyszałem wiatr uderzający o drewniane ściany budynków. Gdzieś dalej ktoś krzyczał, potem rozległ się odgłos tłuczonego szkła. So nigdy nie było spokojnym miejscem. Spojrzałem ponownie na wzory, jeden wąż wyglądał jak coś, co przetrwa rzadkie przebijające uderzenia. Jak coś stworzonego do przetrwania nawet najcięższych ciosów w płuca, serce, czy kości. Ale małe węże wydawały się bardziej praktyczne. Większość wojowników ginęła przecież od ostrzy i pazurów, nie od obrażeń kłutych.

– Który wybiera większość ludzi? – spytałem.

Kesha uśmiechnęła się lekko.

– Większość młodych wybiera małe węże. Boją się ostrzy bardziej niż śmierci, i przed tym się chronią.

– A doświadczeni wojownicy?

Tym razem odpowiedziała dopiero po chwili.

– Ci, którzy długo przeżyli… często wybierają jednego.

Zmarszczyłem brwi.

– Dlaczego akurat tak?

Kobieta spojrzała gdzieś w bok.

– Z czasem człowiek zaczyna rozumieć, że najgorsze potwory nie próbują cię przeciąć, tylko przebić.

Poczułem chłód na karku.

– Widziałaś jakiegoś?

– Nie jednego tylko wielu, widziałam ich wystarczająco.

Przez kilka sekund patrzyliśmy na siebie w ciszy. Miałem wrażenie, że chce powiedzieć coś jeszcze, ale ostatecznie tego nie zrobiła. W końcu westchnęła cicho i wskazała oba zwoje.

– Jest jeszcze jedna rzecz, której powinieneś być świadomy.

– Jaka? – zapytałem.

– Znaki czasem wpływają na charakter właściciela.

Spojrzałem na nią uważniej.

– Co masz na myśli?

Dotknęła zwoju z jednym wężem.

– Ten wzór wzmacnia odporność na ataki w czułe miejsca, czyli kłute. Po latach wielu wojowników staje się przez ten znak bardziej obojętnych, tak po prostu działa. Jednak niektórzy tracą też część emocji, a wszystkie znaki zbliżają cię w stronę mroku, przez co stajesz się powoli istotą mroku.

Potem położyła dłoń na drugim zwoju i dopowiedziała:

– Wszyscy są bliżej ciemności, inaczej myślą, niektórzy słyszą głosy. Albo mogą być takimi, że lepiej ich nie spotkać po zmroku, a mogą tacy być. Jednak małe węże działają trochę inaczej, są lepsze do walki. Ale nie zawsze. Właściciel staje się szybszy w reakcjach i bardziej czujny. Czasami prowadzi to do nerwowości. Niektórzy zaczynają widzieć zagrożenie wszędzie wokół siebie. Jednak każdy co przyjmuje znak, to musi się liczyć z tym, że będzie coś negatywnego.

Przełknąłem ślinę.

– Czyli każdy znak coś odbiera posiadaczowi.

– Tak działa magia, różnie w zależności od znaku, jednak podobnie.

Podniosłem wzrok na ściany pomieszczenia. Wisiały tam dziesiątki innych wzorów. Niektóre wyglądały pięknie, inne bardziej przypominały z wyglądu przekleństwa niż tatuaże. Zacząłem się zastanawiać, ilu ludzi naprawdę dożyło takiego wieku, żeby żałować swoich wyborów.

– A ty? – spytałem nagle. – Masz jakiś znak?

Kesha przez moment milczała, potem powoli odsunęła fragment włosów z szyi. Zobaczyłem cienkie, czarne linie biegnące wzdłuż skóry. Wyglądały jak pęknięcia.

– Mam – odpowiedziała cicho. – I właśnie dlatego wiem bardziej, niż kto inny, że każdy wybór ma swoją cenę.

Nie spytałem o nic więcej. W jej głosie było coś, co mówiło wyraźnie, że nie powinienem. Za oknem zagrzmiało, ogień w piecyku poruszył się gwałtowniej. A przez chwilę symbole na zwojach wyglądały tak, jakby naprawdę się poruszały. Kesha spojrzała na mnie uważnie.

– Nadal możesz odejść – powiedziała spokojnie. – Gdy znak zostanie wykonany, nie będzie już odwrotu.

Spojrzałem na worek monet leżący obok dłoni. Varim wydał na mnie więcej pieniędzy, niż miał. Trenował mnie przez lata. Wierzył, że mogę kiedyś przeżyć poza murami miasta. Bez znaku moje szanse były niewielkie, ale z nim… mogłem stać się kimś zupełnie innym. Powoli spojrzałem ponownie na oba wzory. Jeden wąż, albo kilka małych, ochrona przed przebijaniem… albo obrona przed ostrzami i pazurami. Musiałem zdecydować.

Teraz podejmujesz kolejną decyzję:

1. Jeśli wybierasz jednego węża chroniącego przed obrażeniami kłutymi, czyli głębokimi uderzeniami, to idź do 3.3

2. Jeśli wybierasz kilka małych węży, chroniących przed zwykłymi cięciami, idź do 3.4

2.3 Twardo

Przez dłuższą chwilę patrzyłem na wszystkie wzory leżące na stole. Naramienny tatuaż wydawał się kuszący, ale przypomniałem sobie wojowników wracających zza murów. Ulepszony atak powodował u nich słabszą obronę. Wielu z nich miało zakrwawione ciała, albo połamane kości. A niektóre demony nie rozcinały ludzi pazurami. Bo wystarczał im jeden silny cios.

– Wybieram znak chroniący przed obrażeniami obuchowymi – powiedziałem w końcu.

Kesha skinęła głową.

– Rzadki wybór.

– Naprawdę? – zapytałem, a w moim głosie było więcej wątpliwości niż pewności.

– Tak – potwierdziła i ułożyła dłonie na stole. – Młodzi zwykle chcą zadawać ciosy albo chronić się przed ostrzami. Mało kto myśli o tym, co się dzieje, gdy uderza w ciebie coś ciężkiego. Coś, co ma siłę większą od twoich kości.

Tatuażystka wyciągnęła spod stołu dwa szarawe zwoje.

– Myślałem, że jest tylko jeden taki znak.

– Są dwa. – Jej ton był spokojny, ale w oczach miała tak jakby ostrzeżenie. – Większość nawet o tym nie wie.

Rozwinęła pierwszy zwój. Symbol przypominał kamienne płyty połączone grubymi liniami.

– Tak zwany Kamienny mur. Magia wzmacnia kości. Wojownik staje się odporniejszy na złamania.

Potem rozwinęła drugi. Tym razem wzór przypominał splątane korzenie drzewa.

– Żelazne korzenie. Ten znak rozprowadza siłę uderzenia po całym ciele. Nie chroni kości tak dobrze, ale zmniejsza obrażenia mięśni i narządów.

Zamilkłem. W tej ciszy zrozumiałem, że nie chodzi tylko o przeżycie. Chodziło o to, czy przez kolejne lata będę wciąż człowiekiem.

– Skąd w ogóle wzięły się te znaki? – zapytałem w końcu.

Kesha oparła się wygodniej o krzesło.

– Tego nie wie nikt. Znaleziono je w ruinach za miastem. Czasem mam wrażenie, że ludzie ich nie stworzyli.

– Demony? – odruchowo spytałem.

– Być może. A może coś jeszcze starszego. – Zawahała się, jakby nie chciała wypowiadać słów, które i tak wisiały w powietrzu. – Ale działają. To najważniejsze.

– Używałaś kiedyś któregoś z nich? – zapytałem.

– Nie bezpośrednio. – Jej usta poruszyły się lekko, ale nie był to uśmiech. – Mam inny tatuaż. Nie walczę, tworzę tatuaże. Bo nie jestem wojownikiem, tylko magiem, i to nie ofensywnym.

Po chwili jednak dodała ciszej:

– Ale znałam ludzi, którzy je nosili.

Wskazała na Kamienny mur.

– Jeden z nich nazywał się Horan. Miał go i demon zmiażdżył mu ramię. Każdemu innemu kości wyszłyby przez skórę. A jemu… nic nie było.

– A co było potem?

Zacisnęła palce na krawędzi stołu.

Ponownie spojrzałem na Kamienny mur i Żelazne korzenie. Lecz im dłużej się im przyglądałem, tym bardziej miałem wrażenie, że nie wybieram między dwoma wzorami, tylko między sposobem na przeżycie. Jeden pozwalał stawić czoła brutalnej sile. Drugi dawał większą wytrzymałość podczas długich walk.

– Dlatego niektórzy doświadczeni łowcy wybierają właśnie te znaki – wyjaśniła. – Kiedy długo walczysz, zaczynasz bardziej bać się jednego mocnego ciosu niż dziesięciu słabych.

Przez chwilę milczałem. Kesha dodała:

– Jest jeszcze coś – a zrobiła to po chwili. – Ludzie myślą, że obrażenia obuchowe są rzadkie. Mają rację, ale też się zdarzają. Ochrona przed obrażeniami ciętymi jest błędem. A ten Horan zginął kilka lat później. Ale nie od uderzenia. Od osłabienia, był zmęczony tym wszystkim, i umarł sam, w ciszy. Bez nikogo.

Poczułem ukłucie z tyłu karku.

– To niezbyt zachęcająca historia.

– W tym świecie niewiele historii kończy się dobrze. – kobieta wzruszyła ramionami. – Nawet te, które wpierw wydają się zwycięstwem.

Spojrzałem jeszcze raz na oba symbo­le. Wcześniej myślałem tylko o sposobie walki.

– Nadal możesz odejść – powiedziała spokojnie. – Po wykonaniu znaku nie będzie już odwrotu.

Wiedziałem o tym. Wymusiłem oddech i poczułem w dłoni ciężar woreczka z monetami. Varim wydał na mnie więcej, niż miał.

Chciałem być silny, oraz nie przegrać z czasem.

Teraz jedyne, co mogłem zrobić, to wybrać, czym będę płacił: czy zdrowiem, czy mocą znaku.

Kesha powiedziała i położyła przede mną zwoje bliżej:

– Podejmij decyzję, Daze.

Teraz podejmujesz kolejną decyzję:

1. Jeśli wybierasz Kamienny mur, wzmacniający kości i odporność na złamania, idź do 3.5

2. A jeśli Żelazne korzenie, rozpraszające siłę uderzeń po całym ciele, idź do 3.6

2.4 Część mocy

Gdy to wymówiła, to wyciągnęła parę zwojów z półki niedaleko. A były zapisane różnego koloru atramentem, ich powierzchnia miała fakturę jak stara skóra.

– Patrz uważnie. – Tatuażystka mówiła spokojnie i dodała: – Bo potrafią być słabsze znaki. Co nie znaczy, że gorsze.

– A co to znaczy?

– Każdy osłabia zdrowie. Lecz te słabsze mniej. Działają słabiej, ale nadal.

Przyglądałem się przez chwilę ostatniemu zw­ojowi, leżącemu na stole. Był trochę inny od pozostałych. Nie ciemnego papieru, lecz jasnego. A znaki na nim wyglądały dziwnie: były to ostre linie ochronnych symboli, a jednocześnie te rysunki były oddzielone przerwami.

– Ten jest słabszy? – zapytałem w końcu. Zrobiłem to po chwili namysłu.

Kesha skinęła głową.

– Tak. Ale tylko trochę pod względem samej mocy.

I po chwili dodała:

– Właśnie dlatego jest tak często pomijany. Ludzie tylko widzą brak pełnej mocy, a nie rozumieją, że to specjalnie.

Zmarszczyłem brwi.

– Teraz to ja nie rozumiem.

Tatuażystka usiadła naprzeciwko mnie i przez chwilę milczała.

– Większość ludzi myśli, że magia daje tylko siłę – powiedziała w końcu spokojnie. – Ale każdy znak coś zabiera. Im mocniejszy tatuaż, tym bardziej ciało zaczyna należeć do niego. Silne symbole potrafią wyniszczać człowieka latami.

– Jak to… latami? – spytałem się jej, choć odpowiedź była oczywista.

– Gorzej śpisz, szybciej się męczysz. Czasami zaczynasz kaszleć krwią. – Nie unikała mojego spojrzenia. – Niektórzy wojownicy stają się potężni… ale umierają młodo.

Spojrzałem na nią uważniej.

– A ten?

Dotknęła palcem zwoju, który jej pokazałem, jasnego. Symbol wyglądał, jakby celowo rysunki na nim były oddzielone przerwami.

– Ten działa inaczej. Łączy ochronę przed cięciami i mocnymi uderzeniami, ale słabiej niż pozostałe znaki. Za to nie niszczy organizmu tak bardzo. Twoje ciało pozostanie silniejsze i zdrowsze.

Przesunęła palcem po drugim zwoju, jakby badała jego efekty i powiedziała:

– A po tym masz więcej siły na długie walki i lepszą regenerację. A kiedy przyjmiesz kolejne uderzenie, to szybciej się wyleczysz. Ale szybciej symbol zacznie cię wyniszczać.

Milczałem.

Czyli mogłem wybrać pełną moc… albo zdrowie. Starszy znajomy powiedział mi kiedyś, że woli moc, wtedy nie wiedziałem o co chodzi. Teraz rozumiałem, że to była… decyzja o tym, jak szybko umierasz. A w świecie So ludzie i tak przeważnie wybierali moc. Nie patrzyli na konsekwencje. Demony zabijały bez litości, więc każdy chciał być szybszy, mocniejszy, trudniejszy do złamania. Przynajmniej tak myślałem. Teraz zacząłem myśleć inaczej.

– Co z tego, że ktoś jest bardzo silny… skoro po kilku latach ledwo stoi na nogach? – powiedziałem.

Kesha uśmiechnęła się blado.

– Właśnie o to chodzi. – Jej głos stał się jeszcze cichszy. – A dlaczego inni o tym nie mówią? jak ktoś z młodych o tym wcześniej usłyszy, to znacznie rzadziej wybierają moc. Prawie zawsze, a konsekwencje przychodzą później.

Spojrzałem ponownie na jasny zwój. Znaki wydawały się spokojniejsze od pozostałych. Mniej agresywne. Jakby magia była w nich bardziej uśpiona.

– Jeśli wybiorę pełną moc, to będę silniejszy od razu? – zapytałem.

– Tak. – Kesha odpowiedziała bez wahania. – I twój organizm będzie wolniej słabł. Bardzo powoli. Magia zacznie pożerać część twojej siły życiowej.

Zacisnęła dłonie.

–A jeśli chodzi o drugi, to niektórzy uznają, że warto. pierwsze miesiące są wspaniałe. Potem… jest różnie.

– A ten słabszy? – dopytałem.

– Nadal cię ochroni. Nadal będziesz lepszy od zwykłego człowieka. – Położyła dłoń na stole. – Ale mniej niż wojownik z drugim znakiem.

Przybliżyła się odrobinę.

– Za to zachowasz zdrowie na dłużej. Twoje ciało lepiej zniesie kolejne rytuały i walki. A przede wszystkim – będziesz potrafił walczyć jeszcze wtedy, gdy inni już przestaną.

– Dlaczego robi go tak niewielu? – zapytałem.

– Ludzie chcą zobaczyć efekt od razu. A pełne efekty tego znaku widać po czasie. Najpierw ich nie ma… ale gdy przychodzą cięższe czasy, to właśnie wtedy są efekty.

Milczałem. Kesha położyła przede mną dwa zwoje. Jeden był jasny i pulsował delikatnie energią. A drugi był ciemniejszy i mroczniejszy — tak jakby szeptał coś, co człowiek wybiera zbyt łatwo.

Patrzyłem na jasny zwój jeszcze dłuższą chwilę. Nie wyglądał imponująco. Nie obiecywał wielkiej sławy ani natychmiastowej przewagi. Ale po raz pierwszy pomyślałem, że może właśnie dlatego był niebezpieczny. Kusił cierpliwością w świecie, który nagradzał pośpiech.

– Magia lubi skrajności – powiedziała cicho Kesha. – Ludzie też. Dlatego tak trudno wybrać drogę pośrodku. A właśnie ona często okazuje się najrozsądniejsza.

Przypomniałem sobie wojowników, których mijałem na ulicach miasta. Niektórzy byli potężni, ale wyglądali na wyczerpanych. Inni nie wzbudzali respektu na pierwszy rzut oka, jednak nadal żyli. Nigdy wcześniej nie łączyłem tego z tatuażami.

Ta historia została ze mną na dłużej. W świecie So każdy dzień był walką. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, że czas sam w sobie może być przewagą. Może człowiek nie musi być najsilniejszy dzisiaj, jeśli dzięki temu będzie zdolny walczyć również za kilka lat.

– Więcej ludzi, niż mogłoby się wydawać – odpowiedziała Kesha. – Tylko rzadko się tym chwalą. Młodzi opowiadają o sile. Starsi zaczynają mówić o zdrowiu.

– Czy ktoś naprawdę wybiera ten słabszy znak? – zapytałem po chwili.

– Nie mogę wybrać za ciebie – powiedziała cicho. – Jedni wolą spłonąć szybko, ale jasno. Inni wolą żyć dłużej i zachować siebie.

Spojrzałem na oba symbole i wiedziałem, że to jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu – bo nie dotyczyła tylko walki. Dotyczyła tego, czy jeszcze będę miał siebie.

Teraz musisz podjąć kolejną decyzję:

1. Jeśli chcesz pełną moc tatuażu, kosztem szybszego osłabiania zdrowia, idź do 3.7

2. Jeśli wybierasz jasny, słabszy tatuaż, ale zachowanie silnego i zdrowego ciała przez dłuższy czas, idź do 3.8

2.5 Bez znaku

Przez dłuższą chwilę patrzyłem na wszystkie wzory leżące na stole. Każdy z nich dawał jakąś moc. Jeden pozwalał zadawać silniejsze ciosy. Inny chronił przed ostrzami. Jeszcze inny przed miażdżącymi uderzeniami. Jednak im dłużej się im przyglądałem, tym bardziej miałem wrażenie, że wszystkie chcą czegoś w zamian. W końcu pokręciłem głową.

– Nie chcę żadnego.

Kesha nie odpowiedziała od razu. Spodziewałem się zdziwienia albo próby przekonania mnie do zakupu. W końcu wykonywanie tatuaży było jej pracą. Zamiast tego siedziała spokojnie i patrzyła na mnie.

– Rozumiem – powiedziała po chwili.

– Nie zamierzasz mnie przekonywać?

Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

– Nie będę cię zmuszać.

Przez chwilę nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

– Większość ludzi w moim wieku nawet się nie zastanawia – powiedziałem. – Po prostu wybierają znak.

– Większość ludzi boi się być słabsza od innych.

– Ja też się boję.

– To dobrze.

Zmarszczyłem brwi.

– Dobrze?

– Najgłupsi wojownicy zwykle umierają jako pierwsi.

Oparłem się wygodniej o krzesło.

– W takim razie co robić?

Kesha przez chwilę obracała jeden ze zwojów w dłoniach.

– Najpierw odpowiedz mi na jedno pytanie.

– Jakie?

– Dlaczego nie chcesz znaku?

Zastanowiłem się.

– Nie wiem.

– To kiepska odpowiedź.

Westchnąłem ciężko.

– Chyba dlatego, że każda z tych mocy coś zabiera. Im więcej o nich słucham, tym mniej mi się podobają.

Kesha skinęła głową.

– To akurat rozsądne.

– Ale bez nich mogę być trochę słabszy.

– Możesz.

Nie było w jej głosie ani odrobiny współczucia. Po prostu mówiła prawdę.

– Czyli źle robię?

– Tego nie powiedziałam.

– To jak mam to rozumieć?

Kobieta oparła łokcie na stole.

– Tatuaż jest narzędziem. Dobrym narzędziem. Ale nadal tylko narzędziem. Wielu ludzi myśli, że znak rozwiąże wszystkie ich problemy. Potem wychodzą poza mury i odkrywają, że demonowi jest obojętne, jaki symbol noszą na ciele.

– I tak ich zabija?

– Dokładnie.

Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Za oknem ktoś krzyczał. Chwilę później usłyszałem szczęk stali. Zwykły dzień w So.

– Znałaś kogoś bez tatuaży? – zapytałem.

– Kilku.

– I przeżyli?

– Niektórzy.

To nie brzmiało zachęcająco. Kesha chyba zauważyła moją minę.

– Daze, ludzie ze znakami też giną.

– Wiem.

– Po prostu zwykle trochę później.

Przez moment zastanawiałem się nad tymi słowami.

– A który z tych bez symboli żył najdłużej?

Kobieta zamyśliła się.

– Nazywał się Rovan.

– Wojownik?

– Łowca mocnych demonów.

To już robiło wrażenie.

– Nie miał żadnego znaku?

– Nie.

– Dlaczego?

– Twierdził, że nie chce oddawać własnego ciała magii.

– I przeżył?

– Dwadzieścia trzy lata poza murami.

Byłem pełny podziwu. Większość wojowników nie dożywała tego czasu.

– Jak zginął?

– Starość.

Patrzyłem na nią przez chwilę.

– Żartujesz.

– Nie.

– Naprawdę umarł ze starości?

– Tak, umarł u siebie.

To było niemal niewiarygodne.

– Był wyjątkowy?

– Bardzo.

– Czyli nie mam na co liczyć.

Kesha zaśmiała się cicho.

– Masz. Tylko nie licz na łatwe życie. Na pewno długie.

Przez moment przyglądałem się zwojom. Nagle wszystkie wydawały mi się mniej kuszące.

– Jeśli nie tatuaż... to co?

– Bractwo.

Zmarszczyłem brwi.

– Jakie bractwo?

Kesha wyciągnęła spod stołu starą mapę miasta. Rozłożyła ją pomiędzy nami.

– W So działają dziesiątki małych grup. Ale są dwa duże bractwa wojowników.

Wskazała pierwszy symbol.

– Bractwo Stalowej Dłoni.

– Co robią?

– Szkolą wojowników walczących bronią jednoręczną.

– Czyli?

– Miecze, topory, maczugi, krótkie włócznie, tarcze.

Pokiwałem głową.

– Są dobrzy?

– Bardzo.

Przesunęła palec po mapie.

– Ich członkowie walczą zwykle w grupach. Uczą współpracy, dyscypliny i taktyki.

Potem wskazała drugi symbol.

– Jest jeszcze Bractwo Żelaznego Ostrza.

Już sama nazwa brzmiała groźnie.

– Oni używają broni dwuręcznej?

– Tak.

– Wielkich mieczy?

– Między innymi.

– I?

– Halabard, młotów bojowych, ciężkich toporów.

Wyobraziłem sobie człowieka machającego ogromnym młotem przed tymi potworami.

– Muszą być silni.

– Są – i po chwili dodała: – Ale wojownik ze Stalowej Dłoni częściej trafia przeciwnika.

– A Żelazne Ostrze?

– Gdy już trafi, to zwykle wystarczy raz.

To było rozsądne. Spojrzałem na mapę. Obie drogi wyglądały obiecująco.

– A gdybym nie chciał dołączyć do żadnego?

Kesha wzruszyła ramionami.

– Wtedy nie musisz.

– Tak po prostu?

– Tak po prostu.

– Mogę dalej trenować u Varima?

– Oczywiście.

– Bez bractwa i tatuażu?

– Tak.

To akurat nie było pocieszające. Bractwo oznaczało wsparcie. Towarzyszy, szkolenie, kontakty. Ale także obowiązki. Kesha zwinęła mapę.

– Niezależnie od tego, co wybierzesz, podjąłeś dziś trudniejszą decyzję niż większość ludzi.

– Jaką?

– Odmówiłeś łatwej mocy.

Nie odpowiedziałem. Patrzyłem na worek monet leżący na stole. Przyszedłem tutaj po tatuaż. A wychodziłem z dwoma zupełnie nowymi drogami. Bractwo Stalowej Dłoni, albo Bractwo Żelaznego Ostrza. I żadna z nich nie wydawała się łatwa. Mogłem też dalej szkolić się u Varima.

Teraz podejmujesz kolejną decyzję:

1. Jeśli chcesz dołączyć do Bractwa Stalowej Dłoni i szkolić się w broni jednoręcznej, idź do 3.9

2. Jeśli chcesz dołączyć do Bractwa Żelaznego Ostrza i szkolić się w broni dwuręcznej, idź do 3.10

3. A jeśli nie chcesz dołączać do żadnego bractwa i pozostać z Varimem, idź do 3.11

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania