dwaj lokatorzy

mieszka nas we mnie dwóch

i płacimy jeden czynsz

 

pierwszy jest z tych co podlewają

ma swoje miejsce przy stole

swój kubek swoją trasę do pracy

i kiedy jest dobrze

on to dobrze głaszcze po grzbiecie

jak kota który wreszcie przyszedł sam

mówi zostań

mówi popatrz ile zbudowaliśmy

nie ruszaj nic

szczęście płoszy się od trzaskania drzwiami

 

drugi śpi w butach

na wszelki wypadek

budzi się zawsze o tej porze

kiedy pierwszemu jest najwygodniej

i zaczyna swoje:

a co jest za tamtym rogiem

a kim byśmy byli w innym mieście

a czy to na pewno życie

czy tylko dobrze umeblowana

poczekalnia

 

nie nienawidzą się

gorzej

oni się nawzajem potrzebują

 

pierwszy bez drugiego zamienia się w mebel

drugi bez pierwszego w przeciąg

co hula po pustych pokojach

i nic nigdzie nie zagrzeje

 

więc żyję jak remis

jak szala która drży

raz w jedną stronę raz w drugą

i nigdy nie opada na dobre

 

czasem w nocy słyszę jak rozmawiają

pierwszy mówi: on nas kiedyś wykorzeni

drugi mówi: on nas kiedyś pogrzebie żywcem

i obaj mówią o mnie

jakby mnie nie było w domu

a ja jestem

 

ja jestem tym domem

i może o to chodzi

że nie trzeba wybierać lokatora

tylko być ścianami dla obu

niech pierwszy pilnuje fundamentów

niech drugi otwiera okna

dom bez fundamentów się przewraca

dom bez okien się dusi

 

rozdarcie mówię sobie

to tylko brzydsze słowo

na rozpiętość

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Grafomanka

    może i byłoby to dobre, gdyby nie było przegadane do bólu...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania