Dwanaście tysięcy znaków

Dwanaście tysięcy znaków dziennie? To na pewno nic trudnego. Zrobi się. Kilka minut, może godzin. Już zacząłem. Klawiatura poszła w ruch. Znaków przybywa, Word je zlicza, ale chyba się popsuł ten jego licznik. Na pewno, przecież już z kilka setek wystukałem. Ręce mnie bolą, pot wystąpił na czoło, przechyliłem głowę i spłynął mi po plecach prosto do... No nieważne.

Kurde pieczone, chyba złamałem paznokieć, z takim impetem waliłem w klawisze.

Ktoś dzwoni. Do drzwi, a może to telefon?

Nieważne, muszę pisać, limit sam się nie zrobi.

Jestem blisko, czuję to.

Ile jeszcze? Chyba niedużo.

Ktoś dobija się do drzwi, krzyczy coś niezrozumiale po chińsku, bełkocze jak pijany żul. Teraz na pewno go nie wpuszczę. Jakiś wariat, gotów mi jeszcze coś zrobić, a ja mam robotę do wykonania. Limit sam się nie zrobi. Chyba. A może jednak? Gdyby tak zatrudnić jakiegoś bota, co za mnie napisze? Albo małpę sobie kupię. One podobne dobre są w te klocki. Trochę postukają w klawiaturę, a ja powiem, że to neologizmy takie. Byleby był wyrobiony limit. Ja już zacząłem to muszę... A może nie? Może odpuszczę tu i teraz? Nawet nie opublikuję tego fragmentu, żeby ludzie nie myśleli, że podniosłem rękawicę, a potem podtarłem sobie nią tyłek. O, to jest pomysł. Z drugiej strony tyle już nastukałem, ręka mnie rozbolała, paznokieć się złamał. Nie no, to byłoby bezsensowne tak odpuścić. Tyle czasu zmarnowałem, mogłem porobić coś innego. Ciekawszego może. Albo pooglądać obłoczki chociażby.

Oczy mnie bolą. Psiknę sobie ten sprej na spierzchnięte spojówki. Mam go w szufladzie. O!

Cholera, ale piecze. I jak mam pisać? Jakieś gówno sprzedają w tych marketach. Teraz to na pewno nie wyrobię limitu.

Okej, trochę mi lepiej. Ile jeszcze? Ten licznik znaków najwyraźniej już dawno dokonał żywota. Na pewno już styknie. W przybliżeniu. Na pierwszy dzień wystarczy. Za bardzo się zmęczę i jutro nie dam rady w ogóle się za to zabrać.

Dwanaście tysięcy znaków. No, nawet szybko poszło. Teraz mogę iść sprawdzić kto się tak dobijał do drzwi. A może lepiej nie?

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • marok 4 miesiące temu
    Na t3 tytuł lepszy ;)
  • fanthomas 4 miesiące temu
    No możliwe, ale przekaz ten sam
  • marok 4 miesiące temu
    Mimo wszystko całkiem zacne, bawisz się teraz w obserwatora, ciekawe :)
  • fanthomas 4 miesiące temu
    marok jak to mówią żeby pisać trzeba pisać. No to działam
  • marok 4 miesiące temu
    fanthomas mówią tez gdyby kózka nie skakała to by była dziadkiem
  • fanthomas 4 miesiące temu
    marok jeszcze trochę ćwiczeń i wyrzeczeń, dojdę na szczyt i zatknę tam flagę obok twojej
  • fanthomas 4 miesiące temu
    W każdym razie u ciebie duży progres
  • marok 4 miesiące temu
    fanthomas już cię tam widzę, jak, nie zapomnę rzucę ci linę ;)
  • wicus 4 miesiące temu
    Kiedy czytałem to opowiadanie, przypomniała mi się anegdota, którą opowiedział kiedyś Gustaw Holoubek - grał w przedstawieniu dla górników, było to, jak nietrudno się domyślić za komuny, była to jakaś socrealistyczna sztuka o życiu w kopalni, w której Holoubek czuł się fatalnie, ale zagrał dla tych górników. Po przedstawieniu podchodzi do niegoi jeden z nich i mówi: "Ale my nie chcemy o kopalni, my przyszliśmy na bajkę".
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Hmmm, interesujące
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    Jestem połowicznie zawiedziony, by myślałem, że to opowiadanie będzie mieć dwanaście tysięcy znaków. Ogólnie całkiem spoko, bardziej taki absurd sytuacyjny.
  • DEMONul1234 4 miesiące temu
    Ciekawe

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania