The Snow and Cigarettes: "Dym na tle śniegu"

Wyciągnąłem przemarzniętą dłonią posrebrzaną papierośnicę z głębi kieszeni zimowego płaszcza. Naciśnięciem bocznej blaszki i szybkim ruchem dłoni otworzyłem pudełeczko z kilkoma, ręcznie skręcanymi papierosami w środku. Wyjąłem jednego z nich i ułożyłem na dolnej wardze zaciskając filtr górnymi zębami, tak, aby nie wypadł mi przy zapalaniu. Nim przystąpiłem do podpalania tytoniu wyciągnąłem dłoń z otwartą papierośnicą w kierunku mojego towarzysza. Jego oczy mimo to wciąż były nieruchomo wbite w krajobraz przed nami. Nie czułem potrzeby wypowiadać jakichkolwiek słów więc jedynie potrząsnęłam dłonią, wiedząc, że najpewniej zauważy ruch kontem oka. Zerknął na papierosy spod ciemnych, prostych brwi na moment zawieszając na nich wzrok. Obserwowałem jego twarz kiedy sięgnął, aby się poczęstować, tak samo jak wtedy gdy przykładał go do sinych od zimna ust. Mimo iż był ubrany o wiele lżej niż ja i pomimo tego co mogło się wydawać po wyglądzie jego twarzy i dłoni, nie wykazywał żadnych objawów zziębnięcia. Podpalając papierosa rękaw jego swetra zsunął się do połowy przedramienia ukazując cienkie jak niteczki blizny i rany. Niektóre były dość stare i ledwo widoczne, inne natomiast zdawało się, że powstały zaledwie kilka godzin temu. Widziałem je wielokrotnie i równie wiele razy byłem przy ich powstawaniu. Nigdy go nie powstrzymywałem, nie wydawało się to konieczne. Po odpaleniu zapalniczki iskierki odbijającego się w oczach ognia, tańczyły nadając im nieco żywszego wyglądu. Jego tęczówki można by przyrównać do otaczającego nas śniegu- jasne i przenikliwie zimne.

-Co zamierzasz, jak będzie po wszystkim? - słowa same wypłynęły z moich ust, pomiędzy zaciągnięciami tytoniowym dymem. Doskonale wiedziałem jak będzie odpowiedź, już od bardzo dawna.

-Wiesz co.- odpowiedział beznamiętnie, tonem na pograniczu szeptu. Możliwe, że powinny one wzbudzić pewien dreszcz na moim karku. Byłem jednak już tak przyzwyczajony do tej wiadomości, że większe zaskoczenie wywołała by u mnie zmiana tych samobójczych planów. Spojrzałem na niego z lekkim skinieniem głowy, a odwracając z powrotem w stronę zaśnieżanego lasu i pól, lekko się uśmiechnąłem. Ciężko nazwać to uśmiechem, bardziej przypominał on uniesienie kącików w grymas, który jedynie mógł przypominać uśmiech. Nie ukrywam, że był on poniekąd wywołany przewidzeniem jego słów, a bardziej tym, że byłem w stanie w tym momencie, wręcz zobaczyć jak to robi. Każdy jego ruch i myśl, co zrobiłby wcześniej i później. Wszystko. Zanim nawet on będzie to wiedział.

-Wiem. - Nie było to potrzebne słowo, bo on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wiem, zawsze wiedział.

Przez kilkanaście, lub kilkadziesiąt minut wbijaliśmy spojrzenia w krajobraz nas otaczający. Pojedyncze płatki śniegu tańczące w powietrzu, opadające na pokryte białością, pola i drzewa. Wtapiające się następnie w pokrywę, scalając się ze swoimi śnieżnymi braćmi. W oddali widniał las, niegdyś tak zielony, jednak od kilku miesięcy zatopiony w objęciach srogiej zimy. Tylko zapach wolno palonego tytoniu odrywał nas od zziębniętego pejzażu malującego się na horyzoncie. Usadowieni byliśmy na mokrawym, powalonym pniu, a ponad nami w bezruchu widniały ogołocone gałęzie drzew. Zanurzyłem część twarzy wraz z nosem w ciepły, wełniany szal. Był jedną z rzeczy w mojej garderobie, która do ostatniej nitki przesiąkła zapachem papierosów. Kiedyś nawet starałem się zniwelować tą woń różnymi specyfikami, ale z czasem tak bardzo się przyzwyczaiłem, że zacząłem to lubić. Zawsze zastanawiałem się jak mój towarzysz to robi, że po nawet wypaleniu garści fajek wciąż pachnie specyficznym dla siebie zapachem. Słodki, korzenny podbity palonym drewnem. Ta mieszanka tak bardzo pasowała do jego charakteru, sposobu bycia, chociaż patrząc jedynie na twarz bardziej spodziewany byłby ziemisty, mokry zapach połączony z kościelnym kadzidłem, jednymi słowem- cmentarz.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Grisza 4 miesiące temu
    Trochę błędów gramatycznych, trochę formalnych...
    Ale to najmniej ważne.

    Niby brak zakończenia.
    Niby (!?) brak początku.
    A jednak... Całość mocno zakotwiczona... W czym?
    W jakiejś równoległej rzeczywistości!

    Aż się chce przeskoczyć gdzieś poza codzienność.
    Nie, nie da się; bo to przecież nasze sprawy...

    Brak komentarzy? A bo to trzeba przetrawić, przemyśleć...
    Ale najpierw trzeba to przeczytać. Przeczytać!

    Nie licząc na codzienną nawalankę pomiędzy Łukaszenkami, a Bogumiłami...
    Kimkolwiek by nie byli.
    Piąteczka. 5!
  • TseCylia 4 miesiące temu
    Też mi tekst wybrzmiało na tak. Ten zapis detali, taki fotograficzny - ciekawy.
    A w formalnych kwestiach - przeszkadza mocno to "on, on, on..." Można sporo tego wyciąć, bo forma czasowników wskazuje kto.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania