Dyptyk: Klamka i szyba

Szczelina

Między dotykiem a krzykiem

jest miejsce na jeden oddech.

Wąskie jak szpara pod drzwiami,

przez którą wpada pas światła

i leży na podłodze, cierpliwy.

Nikt nie mówił, że można tam mieszkać.

Uczono mnie biegu: od bodźca do ręki,

od gniewu do słowa, od głodu do kęsa,

tak szybko, że nie zdążyłem zobaczyć,

kto pierwszy zawołał.

Teraz stoję w tym oddechu

niczym człowiek na progu własnego domu

i słucham, jak ciało puka od środka,

głodne, urażone, młode.

Mógłbym otworzyć. Mógłbym.

To jedno słowo waży więcej niż każdy czyn,

bo tylko ono należy wyłącznie do mnie.

Światło pod drzwiami drży.

Wdech.

Wyjdę albo nie wyjdę,

ale po raz pierwszy

to ja trzymam klamkę.

 

Okno w pociągu nocnym

Za szybą pola przesuwają się bez nikogo,

a na tych polach - ja,

przezroczysty, z lampą zamiast serca,

jadę przez własne odbicie

jak przez obcy kraj.

Nie wiem, który z nas jest prawdziwszy:

te ciemne łąki, które istnieją,

choć nikt ich nie widzi,

czy ten mężczyzna w szkle,

który istnieje tylko dlatego, że patrzę.

Stacja. Ktoś wsiada. Jego twarz

nakłada się na moją

i przez sekundę mamy jedną, wspólną,

z dwiema parami oczu i jednym rzędem drzew.

Potem on siada. Ja zostaję.

Pola zostają. Światło w wagonie

trzyma nas wszystkich w jednym zdaniu,

którego nikt jeszcze nie skończył.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania