Dywagacje w tramwaju linii 9

Jestem rozpostarty na płaszczyznach paradoksów

bez słońca i żadnej możliwości.

Stawiam rusztowania dzikich zmagań

aby nadać kształt obcemu słowu.

Guzik i pętelka wygięły się w uśmiech.

 

Kto pamięta moją przezroczystość

mówiłem wówczas:

Bezkarny przemyt słodkiej tajemnicy

wysyłałem rękopisy na planety różowe.

Istnieje bowiem granica

w uchwyceniu kierunku ruchu.

Jeśli jestem

posiadam w sobie aktualność.

 

Miłość nie tylko dla poetów.

Specjalne udoskonalenia zapachowe

wrzucam do wierszy.

Niedołężny styl odstrasza

stanu udręki nie uzdrowię pogodnym fałszem.

 

Słowa muszą być subtelne

wyrwane szponom wiatru.

Znaczenia jak pierwiosnek prymarny

na pajęczej nitce drgać codziennie.

Sięgać do nich

jak po grzeszny owoc

lub klejnot wszechświata.

 

Bytów nie mnożyć

fakty tłumaczyć jak najprościej.

 

Słowa stare kardynalne

wyświechtane sprane

wytarte jak jeansy stylizowane

wyrzucam.

A może przydadzą się na łaty?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Unikat 06.06.2021
    Poranna gimnastyka języka ? Sam już nie wiem, co jest dobre, a co złe..

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania