Dywizjon sto-pierwszej nogi stonogi
Pamiętacie mnie jeszcze,
z czasów gdy swoje palce zamieniałem w kleszcze
i wykręcałem aż spod skóry żarówkę
która nocą świeciła i wypatrywała gdzie mamy kryjówkę
Myśleliście, że chwalę się tym przed wami
a dbałem o wasze ciała zapełnione snami
Byliśmy dywizjonem sto-pierwszej nogi
najdłuższej stonogi
Zaczynaliśmy spotkania przy cmentarzu
gdy nas gonili, kłębiły się tłumu i tabuny kurzu
To byli Oni, dokładnie nie pamiętam od Kogo, ale zastali daleko w tyle
nigdy nie dopuściłem, żeby dobiegli tak blisko, aż marzy się być motylem
Komentarze (10)
Dostałeś 5 nie ode mnie. Po tym wierszu ja napiję sie jeszcze wina.
Oj Człeniu, zrzuć z tonu, nie ma co spinać pośladów.
Jest tu ciekawa przewrotność i twój humorek. I po raz pierwszy od jakiegoś czasu, jest niebełkotliwie ;) Choć sensu nie złapałam, czuję że nie o sens tu chodzi, lecz o pewne myślowe paradoksy ;) Najlepsza jest żarówka ;)
Stara Dobro Motomrówka <3 Na Ciebie zawsze można liczyć! :)
Fajny wiersz do interpretacji. Jakość najwyższa (jak dla mnie). 5
Kolejna stara twarz, ale dont worry już wracam na nowo na salony, iha!
Zabawny, głęboki i tajemniczy. 5 :)
Dzięki Maleńka :)
Sto-jedno noga stonoga to jak czterolistna koniczyna :)
Dziekówka
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania