Dzieci Saturna
Zbieram słowa,
bo trzeba nazwać mądrość,
która do tej pory była w cieniu.
Wyrażam zgodę na wszystko
co się dzieje i jeszcze nastąpi.
Na tym polega wierność. Przylega
do myśli, lecz nie potrafi wyjaśnić.
Nasza rozkołysana planeta
codziennie dokonuje zniszczeń.
Możliwe, że wkrótce staniemy się
zwykłą ilustracją, wczorajszym pyłem.
W tej nowej przestrzeni przesuwam
palcami całe północne niebo.
To przez wiatr muszę mocno trzymać
koniec nitki, jednak chłód Saturna
ciągle dotyka mojej twarzy.
Czuję obecność, nawet, gdy zapada cisza.
Komentarze (12)
Piszesz rzadko, ale w punkt.
Dziękuję.
Kapitalny wiersz! Pozdrawiam 5
Tak wyszło - dziękuję.
Kikimora↔Pierwsza zwrotka, to jakby w pewnym stopniu, monolog Saturna. Obrazowe zilustrowanie tekstem. Szczególnie z tą nitką i co z nią związane. A zimny chłód boga zasiewów i czasu, można zrozumieć, dwojako.
Że wam pomogę lub wcale, gdy będziecie podcinać gałąź od "strony pnia planety" na których egzystujecie.
Pozdrawiam?:)
To moja planeta i wcale nie jest mi z nią łatwo.
Trochę jakby o obojętności i o tym,że człowiek w dzisiejszym świecie może obrócić się w "pył" nic nie znacząc pozdrawiam 5 ☺.
Taka jest płynność świata - dzięki za słowo.
Ciekawy wiersz, trochę wieje grozą.
Pewnie tak, na upartego zawsze można odnaleźć okruszek ciepła.
Saturn... Sam on, usposobienie wszechwidzącego oka, węża, niosącego światło upadłego anioła, Setha, Ra.. Tak ?
Saturn bardzo plącze ścieżki. Wiem coś o tym.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania