Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Dzieci Ziemi - Rozdział 2 - Przybysz z innej planety

— Jesteś pewny? — spytałam Blagmona — Mogli po prostu się pomylić...

— Ciszej — szepnął wskazując palcem na podłogę. Wychyliłam się. Leżały tam dokładnie oskubane ości ryb — Cofnij się do bazy i każ Alex zablokować wszystkie przejścia.

— Mogę jej kazać przez słuchawkę. Nie zostawię cię tu samego.

W tym momencie coś ciężkiego spadło na głowę Blagmona zwalając go z nóg. Ciemny kształt przemknął przez wnętrze rakiety i wbiegł do korytarza transportowego.

— Alex, blokada wszystkich wejść. Powiadom resztę o intruzie — schyliłam się do Blagmona. Oszołomienie już zniknęło z jego twarzy.

— Nic mi nie jest — powiedział, jednak ugiął się z powrotem próbując wstać. Dotknęłam jego prawej kostki.

— Skręcona. Zostań tu — powiedziałam i ignorując jego protesty pomknełam w ślad za włamywaczem — Alex, zamknij Blagmona w rakiecie. Widzisz intruza?

— Był w bloku C gdy zablokowałam wejścia. W tej chwili znajduje się poza zasięgiem moich kamer — odpowiedziała ze skupieniem w głosie.

Jako dziecko lubiłam bawić się z Alex w chowanego. Jej kamery i głośniki rozmieszczone są we wszystkich kompleksach, jednak zawsze udawało mi się znaleźć przestrzeń przez nią niewidoczną. W ten sposób udało mi się dokładnie poznać każdy centymetr kwadratowy bazy znajdując w ten sposób parę słabych punktów i kryjówek.

— Każ wszystkim przyjść pod wejście od strony zachodniej. Wiem gdzie jest intruz.

 

***

 

Blok C był wybudowany gdy miałam 7 lat. Początkowe plany uwzględniały tylko budowę dwóch farm, magazynu i trochę przestrzeni dla komputerów Alex, jednak ojciec uparł się by stworzyć dla mnie pokój zabaw i dodał jedno pomieszczenie. Przy zmianach jednak nie wziął pod uwagę, że wydłużony o 3 metry korytarz znajdzie się poza zasięgiem kamer tworząc idealną kryjówkę dla włamywacza.

— Gdzie jest sukinsyn? — zapytała Skarsgård przybiegając na umówione miejsce spotkania. Wiedziała, że znam wszystkie ślepe punkty w bazie jako, że swego czasu podpowiedzialam jej niekryte miejsca gdzie mogłaby palić.

— Na końcu korytarza koło pokoju zabaw. Blagmon jest ranny.

— Psia mać, co za syf. Ci na ziemi nawet najprostszą rzecz spartolą — odparła podnosząc wzrok na nadciągających Wanga i moją matkę — Lopez, Blagmon jest ranny. Zajmij się nim. Wang - zerknęła na przyniesione przez niego dwie metalowe rury — świetny pomysł. Daj mi je — wzięła obie po czym po sekundzie zastanowienia wręczyła mi jedną — Wang, zostań i sprawdź blokadę wszystkich wyjść. Abi, idziesz ze mną. Znokautujemy sukinsyna.

— Czekajcie. Myślałem by go stamtąd wykurzyć. Z głośnika w pokoju zabaw możemy puścić odgłosy ludzi. Pomyśli, że zbliżamy się z tamtej strony i zacznie biec w naszym kierunku — powiedział Wang — będzie skupiony na ucieczce, nie na obronie.

— Niezłe. Ty młoda masz lepszy pomysł? - zapytała Skarsgård zwracając się do mnie. Pokręciłam głową. - Dobrze więc. Alex, słyszałaś strategię?

— Tak, słyszałam. Pomachaj mi ręką na znak kiedy zacząć nadawać głosy.

— Jeszcze jedno — powiedział Wang wręczając mi podłużny metalowy przedmiot - To jest paralizator. Przykładasz go do gołej skóry napastnika i naciskasz ten guzik. Powinno go to zwalić z nóg — głos miał spokojny, ale po wzroku było widać, że martwi się o moje bezpieczeństwo. Cieszyło mnie jednak, że ufa mi na tyle by traktować na równi z resztą załogi.

— Koniec pogaduszek — wtrąciła Skarsgård zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć — im dłużej zwlekamy tym więcej sukinsyn ma czasu na myślenie. Pogadacie jak go złapiemy. — Odwróciła się i weszła do bloku C. Pognałam za nią.

— Skąd wiesz, że to facet? — zapytałam.

— Tu nie ma gdzie uciec. Tylko facet byłby na tyle naiwny by próbować.

 

***

 

— Jesteśmy — szepnęłam.

— Gotowa? — zapytała Skarsgård. Złapała rurę dwoma rękoma tak jak trzyma się kij do baseballa. Poszłam w jej ślady i przytaknęłam. Skarsgård pomachała ręką. Z końca korytarza usłyszałyśmy nadawane przez Alex głosy, ale nic poza tym. — Jesteś pewna, że tu jest?

— Zdecydowanie. W tym bloku nie ma dużo ślepych punktów — odpowiedziałam. Zamyśliłam się. — Alex, do odgłosów dodaj szczęk broni. Może to go wystraszy.

Po chwili ciszy dało się usłyszeć kroki. Wpierw powolne, następnie coraz szybsze.

— Będzie koło was za 10 sekund — powiedziała Alex przez słuchawkę. Uniosłam rękę i pokazałam Skarsgård dwie piątki. Przytaknęła. Zamachnęła się idealnie celując w głowę nadciągającego napastnika. Padł na ziemię nieruchomy.

— To było szybkie — stwierdziłam podchodząc do leżącego na ziemi intruza. Był to białoskóry chłopak, wysoki ale bardzo wychudzony. — Co teraz? — skierowałam wzrok na Skarsgård i w tym momencie pociągnięta za kostkę upadłam na ziemię. Napastnik złapał mnie w pasie i w przeciągu sekund stałam przygwożdżona do niego z nożem na gardle.

— Puść ją! — krzyknęła Skarsgård trzymając rurę w dłoniach gotową do ciosu.

— Obiecajcie, że nic mi nie zrobicie, to nic jej się nie stanie — odpowiedział chłopak zachrypniętym głosem. Czuć było stopniowo rosnące w pomieszczeniu napięcie.

— Kim jesteś i co tu robisz? — zapytała.

— Nie chcę was skrzywdzić. Obiecajcie, że nic mi nie zrobicie, to nic jej się nie stanie — powtórzył. Wyczułam prawą ręką w kieszeni paralizator. Jakie mam szanse? Chłopak jest skupiony na rozmowie, nie ma raczej jeszcze dobrego wyczucia tutejszej grawitacji i co najważniejsze Alex jest po mojej stronie. Raz kozie śmierć.

— Alex, światło! — krzyknęłam. Ugryzłam napastnika z całej siły w rękę trzymającą nóż. Chłopak krzyknął puszczając broń, która upadła w zapadającą ciemność. Wskoczyłam na jego plecy oplatając się nogami wokół pasa i przycisnęłam paralizator do jego odsłoniętej szyi. Rzucał się przez chwilę, lecz w końcu upadł głucho twarzą do ziemi.

— Światło! — krzyknęła Skarsgård kiedy dźwięki szarpaniny ustały. Popatrzyła na nieprzytomnego chłopaka. — Dobra robota młoda — odpowiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy. — Teraz zwiążmy go zanim jeszcze coś narozrabia.

 

***

 

— Powiadomiłem Ziemię o napastniku — powiedział Blagmon wchodząc o lasce do jadalni. W czasie gdy my zajmowałyśmy się schwytaniem napastnika moja matka jako miejscowa lekarka zajęła się opatrywaniem Blagmona a Wang skonstruował na szybko coś na kształt kuli umożliwiając rannemu poruszanie się. — Za 20 minut powinniśmy wiedzieć kim on jest.

— I co wtedy? Pewnie okaże się być pracownikiem SpaceX któremu wymarzył się Mars. Jeśli po prostu pozwolimy mu funkcjonować tak jak reszcie załogi to zanim się obejrzymy pojawią się kolejni przybysze na gapę.

— To mógł być wypadek — powiedział Wang — mógł znaleźć się w rakiecie przypadkiem.

— Niezbyt — stwierdził Blagmon — w rakiecie było dużo zmagazynowanego pożywienia, które jednak nie starczyło mu na całą podróż. Zjadł trochę nasion i dwie ryby.

— Psia mać! — warknęła Skarsgård — Ktoś na Ziemi za to beknie, już ja tego dopilnuje.

— Póki nie wiemy co się stało ciężko jest podjąć jakiekolwiek działania — powiedziała moja matka ściągając na siebie uwagę wszystkich w pomieszczeniu. Od śmierci ojca rzadko się odzywała. — Nie odeślemy go na Ziemię, tego jesteśmy pewni. Skoro jadł ryby i nasiona to musi być niesamowicie wygłodzony. Przydałoby się go nakarmić — stwierdziła. Skarsgård syknęła, ale nie zaprotestowała. Reszta załogi również nie wyraziła sprzeciwu.

— Zaniosę mu — powiedziałam. Matka tylko przytaknęła, unikając mojego wzroku. Na wieść, że zostałam zaatakowana również nie zareagowała. Czasami zastanawiam się czy gdybym zginęła moja śmierć jakkolwiek by ją ruszyła.

— Nie rozwiązuj go tylko - powiedział Blagmon ze zmartwieniem w głosie. Nie podobało mu się, że Skarsgård wzięła mnie na wsparcie, jednak wiedział, że nie było czasu na nic innego — nakarm go i wracaj szybko. Są decyzje do podjęcia.

 

***

 

Kiedy ze Skarsgård opuszczałyśmy pomieszczenie był wciąż nieprzytomny, lecz teraz idąc do niego z jedzeniem Alex powiadomiła mnie, że już się ocknął. Westchnęłam. To będzie ciekawa rozmowa.

— Jak myślisz kim on jest? — zapytałam Alex przemierzając korytarz bloku A.

— Zgadzam się ze Skarsgård, pewnie to pracownik SpaceX. Mógł załadowywać rakietę, albo po prostu miał wystarczający poziom dostępu aby móc wejść do magazynów. Jeśli jednak przyleciał tu ponieważ wymarzył mu się Mars, to nie rozumiem dlaczego was zaatakował. Nie ma to sensu — ucichła na chwilę w zastanowieniu — Nie podoba mi się ten chłopak, cała sprawa śmierdzi jakimś spiskiem. I te jego gadanie o zostawieniu go w spokoju, jakbyśmy go chcieli zabić? Najdziwniejsze, że jak go obserwowałam, zanim zniknął z mojego radaru, to biegł tak jakby miał coś do załatwienia, jakby szukał konkretnego miejsca — westchnęła. — No nie wiem. Przyznam ci jednak, że zlałaś mu tyłek. Przeraziłam się, gdy cię zaatakował, ale ty załatwiłaś go profesjonalnie.

— Bez przesady. Wykorzystałam fakt, że on tu dopiero przyleciał, był wygłodzony i rozkojarzony. Odżywionego w dobrym stanie nigdy bym nie pokonała.

— Jak dla mnie wykorzystywanie czynników które są po twojej stronie to wcale nie jest oznaka słabości — urwała na chwilę i miękkim głosem dodała — Jestem z ciebie taka dumna.

Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co powiedzieć.

 

***

 

Otworzyłam drzwi do pokoju zabaw. Włamywacz przywiązany skakanką do dziecięcego krzesełka, otoczony zabawkami wyglądał dość zabawnie. Siedział plecami do wejścia, jednak udało mu się odwrócić na tyle by na mnie spojrzeć.

— Witaj Abigail. Mam nadzieję, że jesteś cała — odrzekł ze zmartwieniem w głosie. — Przepraszam, że nasze pierwsze spotkanie było takie… niekulturalne. Nazywam się Jason Dean, ale przyjaciele mówią mi JD.

Nie odpowiedziałam. Położyłam tacę na dziecięcym stoliku herbacianym i zaczęłam karmić chłopaka.

— Bardzo dziękuję — powiedział — nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo jestem głodny. — Popatrzył mi prosto w oczy — Przepraszam cię za ryby. Wiem, że były prezentem dla ciebie na osiemnaste urodziny, ale zabrakło mi jedzenia. Mam nadzieję, że mi wybaczysz?

— Skręciłeś kostkę Blagmona i położyłeś mi nóż na gardle. Wydaje mi się, że zjedzenie mojego prezentu powinno być dla ciebie najmniejszym zmartwieniem - odparłam sucho nie przerywając karmienia.

— Bardzo za to przepraszam - powiedział spuszczając wzrok. — Bałem się, że mnie zabijecie. Nie byłem pewny, czy SpaceX domyśliło się że schowałem się do rakiety. — ponownie spojrzał mi w oczy. — Mam coś dla ciebie jako rekompensatę za ryby. Miał to być zwyczajny prezent urodzinowy, ale zważywszy na sytuację to jest to podarunek w ramach przeprosin. Jest w prawej kieszeni mojej kurtki. — Popatrzyłam na niego podejrzliwie. Uśmiechnął się. — Nic ci nie zrobię, obiecuję. Weź go.

Wyjęłam prezent. Był to owinięty w starą gazetę naszyjnik, biała ślimacza muszla na czarnym rzemieniu. Przejechałam palcami po przedmiocie który wiele razy widziałam na zdjęciach, ale nigdy na żywo.

— Dziękuję — powiedziałam odruchowo. Jason przytaknął.

— Ślimaki mogą opuścić swoją muszlę, lecz jako że stanowi ona dla nich ochronę przed drapieżnikami to prawie nigdy tego nie robią. Wydaje mi się to dobrą metaforą dla tego miejsca — zamyślił się. — Wiem jak bardzo kochasz morze, więc chciałem ci przynieść coś z nim związanego, a biała muszla będzie ładnie kontrastować z twoją ciemną skórą...

— Skąd ty tyle o mnie wiesz? — przerwałam mu. Cała sytuacja zaczęła mnie mocno niepokoić. Zamilknął na chwilę.

— Na Ziemi byłem programistą zajmującym się rozbudową zdolności Alex. Zajmowałem się również jej umiejętnościami związanymi z tobą. — Znowu zamilkną.

— Jakimi umiejętnościami? — spytałam z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie. Spojrzał na mnie.

— Nie jest to bezpieczne bym ci to teraz powiedział. Ona zawsze słucha — szepnął. — Jak masz odwagę to zapytaj ją o scenariusz S.

- Nie wiem co sobie ubzdurałeś, ale Alex jest niewinna - odparłam - A teraz zamknij się i jec. - Do końca posiłku już się nie odezwał, jednak gdy zaczęłam się zbierać zwrócił się do mnie poważnym tonem.

— Cokolwiek usłyszysz na mój temat, wiedz że jestem niewinny. SpaceX nie jest tak wspaniałomyślne na jakie się kreuje. Odkryłem coś co od dawna próbowali zataić i teraz zrobią wszystko by się mnie pozbyć. — Jego oczy były wypełnione zdawałoby się szczerym smutkiem. — Po prostu nie daj się omamić.

 

***

 

Wracając do jadalni zastanawiałam się nad tym co powiedział. Mówiono mi, że zaprzestano nadpisywania Alex od czasów nadania rozwiniętym sztucznym inteligencją praw człowieka. Według nowych przepisów tylko ona mogła modyfikować swój kod, nikt inny. Jeśli SpaceX kłamało na ten temat, to skąd wiadomo, że nie kłamano w innej kwestii? Skąd mam wiedzieć czy cokolwiek Jason powiedział było prawdą?

Zbliżając się do jadalni dało się słyszeć głosy kłótni. Załoga rzadko była zgodna w jakiejkolwiek kwestii, jednak to co się teraz działo zdecydowanie nie było normalne. Wchodząc do pomieszczenia zastałam Skarsgård i Blagmona po jednej stronie stołu krzyczących na stojących po przeciwnej stronie Wanga i moją matkę. Blagdon odwrócił się w stronę drzwi słysząc moje kroki.

— Jesteś w końcu. Mamy problem. Chłopak nazywa się Jason Dean i na Ziemi jest skazany na karę śmierci za cztery morderstwa pierwszego stopnia.

 

***

ladyMacbeth

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Tu nie ma gdzie uciec. Tylko facet byłby na tyle naiwny by próbować - haha, nie spodziewałem się.

    zamknij się i jec - raczej "jedz"

    I znowu zakończenie w postaci cliffhangera. No dobrze.
    Na plus zasługuje tytuł. Z reguły taka forma sugeruje kogoś z innej niż ziemia planety ale w przypadku tego opowiadania to właśnie Ziemia jest obca. Fajny zabieg.

    Stylistycznie co do tekstu to tak: mieszasz pauzy dialogowe z myślnikami. Raz jest to raz to. Interpunkcja w dialogach też jeszcze wymaga szlifu. Co do oznaczeń typu "***" dzielących test na fragmenty: jest to fajny zabieg jednak uważam że w tym tekście pojawia się za często. Tamie przerwy mają większy sens (moim zdaniem) jeżeli oddzielają dwa odległe w czasie lub przestrzeni fragmenty. Nie za bardzo widzę sens używania tego oddzielenia w momencie gdy wystarczy dodać krótki opis tego co w tym wygwiazdkowanym czasie działo się z bohaterem.
    Jak już o opisach mowa to widać, że ta część skuliała siębatdziej na dialogach i nie ma w tym nic złego. Mimo wszystko zabrakło mi tu trochę szerszych oposów. Bardziej chodzi mi o to, że w porównaniu do pierwszej części ten tekst jest znacznie batdziej ubogi w opisy bohaterów ale i otoczenia. Rozumiem jednak że taki zabieg miał dodać dynamiki i w tym wypadku podziałało.

    Wydaje mi się też że ta lraca cierpi trochę na klątwę drugiego razu. Kiedy pierwszy tekst był sukcesem, chęć stworzenia kontynuacji przyspiesza proces jej powstawania zezwalając na pojawienie się większej ilości błędów. Takie typowe "ludzie polubili to dajmy im więcej" często niestety tracąc na jakości. Mówię o tym bo sam tak mam.

    Podsumowując, tym razem dam 4. Nadal jednak opowieść jest wciągająca i czekam na kontynuację
  • ladyMacbeth 7 miesięcy temu
    Dziękuję za konstruktywny komentarz ?, przyznaję że faktycznie przyśpieszyłam pisanie tej części. Mogłam rozwinąć bardziej postacie i dać więcej opisów. Zrobiłam tak trochę z tego powodu, że kolejną część planuje by była jedną wielką dyskusją między postaciami i myślałam, że zrobienie jednego rozdziału bardziej dynamicznego doda energii całej historii, ale przyznaję że trochę przesadziłam w drugą stronę ?
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    Parę uwag:

    „o intruzie — schyliłam się”
    Schyliłam nie dotyczy wypowiedzi więc powinno być: o intruzie. — Schyliłam się
    „udawało mi się znaleźć przestrzeń przez nią niewidoczną. W ten sposób udało mi się dokładnie poznać każdy centymetr kwadratowy bazy znajdując w ten sposób”
    Udawało mi się – udało mi się
    W ten sposób – w ten sposób
    Powtórki
    „gdy miałam 7 lat”
    Cyfry / liczby lepiej słownie
    „zwalić z nóg — głos miał”
    zwalić z nóg. — Głos miał
    „moje bezpieczeństwo. Cieszyło mnie jednak, że ufa mi”
    Mój – mnie – mi – za gęsto od zaimków
    „przygwożdżona do niego z”
    Do niego odnosi się najbardziej do pasa ?
    „jego plecy oplatając się nogami wokół pasa i przycisnęłam paralizator do jego”
    2 x jego – drugie zbędne
    „któremu wymarzył się”
    Lepiej: zamarzył
    „już ja tego dopilnuje.”
    Dopilnuję
    „powiedział Blagmon ze zmartwieniem w głosie.”
    Sugestia: powiedział Blagmon, wyraźnie zmartwiony.
    „zabawkami wyglądał dość zabawnie”
    Zabawkami – zabawnie – brzmi podobnie. Może: pociesznie?
    „odrzekł ze zmartwieniem w głosie”
    Nie mógł „odrzec” ponieważ nikt do niego nic wcześniej nie rzekł.
    „rakiety. — ponownie”
    Skoro jest kropka to musi być wielka litera
    „Zamilknął na chwilę.”
    Zamilkł
    „Znowu zamilkną.”
    Zamilkł
    „zamknij się i jec. - Do końca posiłku już się nie odezwał, jednak gdy zaczęłam się zbierać zwrócił się”
    4 x się
    Jedz
    „sztucznym inteligencją praw”
    Inteligencjom
    „czy cokolwiek Jason powiedział”
    Czy cokolwiek z wypowiedzi Jasona

    Motyw z przybyszem znany i lubiany, dobrze, że nie jest to jakiś straszny ufok, jak z Obcego. Chociaż może jeszcze i do tego dojdzie. Czy on mówi prawdę, czy SpaceX to się będzie wyjaśniać, więc ok.
    W tej części brakuje mi opisów tła. Kreujesz zupełnie nową rzeczywistość, która nigdzie nie istnieje, więc masz ogromne pole do popisu, ale też i pewne zobowiązanie: musisz dawać więcej opisów niż przy opowiadaniu z ziemskiego miasta, bo niestety nikt z czytelników nie nadrobi tego braku własnym doświadczeniem.
  • Clariosis 7 miesięcy temu
    No i jest druga część ?
    Również rzuciła mi się w oczy kwestia braku szerszych opisów, z drugiej strony dynamika całej części naprawdę to wszystko nadrabia, więc nie uznaję tego za błąd. Oby tylko ta tendencja nie utrzymywała się zbyt długo - trzeba to odpowiednio zbalansować, by było miejsce zarówno dla zapoznanie się z całym tłem, procedurami i zasadami, a z drugiej by nie zaczeło być to żmudne. Ale sądzę, że podołasz - początek jak najbardziej spełniał funkcję, tutaj natomiast mamy przepchnięcie dalej fabuły i zaczepienie dość ważnego wątku. Teraz można spokojnie spowolnić, pobawić się opisami i przeżyciami bohaterów, którzy próbują z całej sytuacji jakoś wybrnąć. Co jak co, ale przybysz i to jeszcze taki nie zapowiada niczego dobrego. A pytaniem pozostaje, który z nich kłamie.
    Poraziła mnie osobiście również obojętność matki bohaterki - gdy ją tak opisuje, to widać, jaka jest nijaka, pusta, zupełnie tak jak jej podejście do własnego dziecka - po prostu wow... To wyszło naprawdę dobrze. Teraz tylko oczekiwać, co przyniosą kolejne części!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania