Dzieciątko - radź sobie

Jak to jest, że w dzisiejszych czasach kiedy dwoje dorosłych ludzi (nie mylić z "dojrzałymi") decyduje się wejść we wspólny związek (niestety coraz rzadziej małżeński), to mają co do siebie twarde oczekiwanie, że ten drugi jest dla niego (co oczywiście również jest błędnym podejściem to relacji, gdyż we wspólnym życiu to "ja" powinienem być dla drugiego), natomiast, co do narodzonych ich dzieci, które przecież są w początkowej fazie rozwoju, oczekuje się, że nie będą oczekiwać od rodzica wyłączności dla siebie?

Trochę zawiły początek. Od razu wyjaśnię: chodzi mi o przedszkola i żłobki. Jak to jest, że dorosły ma wymagania, aby ten drugi dorosły dał mu siebie (po co? bo tego oczekuje? bo chce być kochanym? bezgranicznie zaakceptowanym?), natomiast jakoś mu nie przyjdzie do głowy, że ich mały człowieczek może mieć o wiele silniejsze pragnienie, a w właściwie głęboką, pierwotną potrzebę bliskości z mamą i tatą? Kobiety, które są nastawione na relacje, tak, że gdy przez dwa dni mąż jej nie przytuli, to już brak jej połowy serca (facet nie ma za bardzo z tym problemów, będzie pracował w ogrodzie, wypowie na dobranoc do żony proste "kocham cię" i dalej będzie się czuł spełniony) nie rozumieją, że dziecko ma o wiele od nich mocniejszą potrzebę bliskości z rodzicami? To dorosły cierpi przez brak uwagi, a dwu, trzy, cztero, pięciolatek, to co? Robot? Ty sobie nie radzisz z zawiedzioną potrzebą bliskości, bycia kochanym, czy kochaną, a syn czy córeczka mają sobie poradzić? A poradzą sobie, co mają zrobić? One nawet nie potrafią dobrze wyrazić swojej głębokiej potrzeby bycia przy tacie i mamie, ty przynajmniej możesz i pójdziesz sobie do psychologa, który nawet cię nie kocha i coś tam ci nawciska, i zainkasuje odpowiednią sumę pieniędzy. Czemu rodzice tego nie rozumieją?

Powiecie, że w dzisiejszych czasach tak trzeba, bo trzeba iść do pracy, bo z jednej pensji nie da się wyżyć i w ogóle Lewis Gillies rzuca na barki odpowiedzialnych rodziców ciężkie oskarżenia. Akurat wiem to, że z jednej pensji można w dzisiejszych czasach przetrwać i to jeszcze będąc na wynajmie. I nie trzeba być informatykiem czy dyrektorem lub kierownikiem w korpo. Jak? To jest temat na inny czas.

Dzisiaj o dzieciach, o tych roczniakach czy dwu, trzy latkach, które oddaje się do żłobków, a nawet o tych nieco starszych, które są w wieku przedszkolnym. Nie za bardzo mnie obchodzi to, że "od zawsze" dzieci tak szybko były oddawane do placówek i jakoś żyją. Ja nie o tym. Ja przedstawiam pewną niekonsekwencję w myśleniu osób dorosłych. Dorosły ma potrzebę bliskości, jak jest ona niespełniona lub zraniona - trudno mu się z tym pozbierać, natomiast maluszek? "On nie rozumie", powie ktoś. Z pewnością kobieta, która bardzo kochała swojego męża i starała się ze wszystkich sił być dla niego bardzo dobra również w pierwszej chwili nie zrozumie, jak to się stało, że mąż ją zdradził. I podobnie mąż, który bardzo kochał swoją żonę, a ta pobiegła za kimś innym. Oboje, jeśli wkładali serce w swój związek - nie zrozumieją. I co z tego? To nie boli?

Dziecko, to małe dzieciątko, twój synek czy córeczka, potrzebują rodziców, bardzo ich potrzebują. O wiele bardziej niż kolegów i koleżanki, których przecież dopiero poznają. Ich świat to nie kredyty, których nabraliście, to nie oczekiwania, którymi się nasyciliście, więc należy więcej zarabiać. Dziecko potrzebuje mamy i taty.

A jeśli nie i uważasz, że wszyscy oddają dzieci do placówek i to nic wielkiego, że są inne potrzeby, np. materialne i bez tego nie będzie odpowiedniej stopy życiowej czy wykształcenia (także dla dziecka), to wiedz, że szafujesz światem dziecięcej potrzeby bliskości (nikogo innego jak rodziców). I jeśli dalej się upierasz - bądź konsekwentny w myśleniu i nastawieniu tato czy mamo - jak Was druga połówka zostawi, np. dla kogoś innego, to zrobi to z tobą to samo, co ty zrobiłeś swojemu dziecku. I w gruncie rzeczy to robi - odchodząc mówi, ci po prostu: "jakoś sobie poradzisz". Ale i ty sobie mówisz "jakoś sobie poradzi" o dziecku, które dajesz do placówki.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania