Dzień 78.

Nigdy nie przypuszczałem, że wąski horyzont postrzegania, jakim obdarzyła mnie natura, pomoże w wielkich odkryciach. Jednak mile mnie to zaskoczyło. Warto zaznaczyć, że na początku bardzo mnie dziwiła cała ta sprawa. Która po jakimś czasie wzbudziła we mnie ogromny gniew.

Wszystko zaczęło się, gdy po raz pierwszy otworzyłem oczy. Wiedziałem, że jestem ładny i mam piękne palce, zresztą wszystko, co widzę, wokół siebie mi się podoba. Jednak coś zaczęło mnie mocno dręczyć. Po każdym przebudzeniu widziałem dziwną i odrażającą łapę, pełną czarnych i lśniących pazurów. Zazwyczaj skradała się tuż za moim uchem, dawała mi znać o swoim istnieniu, gdy spotykała się z moim policzkiem.

Na początku reagowałem zdziwieniem. Kiedyś nawet starałem się komunikować z właścicielem tej parchatej kończyny, jednak bez odzewu. Dni mijały mi, od przebudzenia, do zaśnięcia. A wredna i zarazem tajemnicza łapa towarzyszyła mi zawsze po przebudzeniu. Zacząłem popadać w paranoje. Jedzenie przestało mi smakować, do czasu oczywiście. Nie mogłem tak spokojnie już obserwować uroku otaczającego mnie świata.

Musiałem coś zrobić i to natychmiast. Postanowiłem, że schwytam poczwarę, która niejednokrotnie wywoływała u mnie ataki paniki. Ułożyłem się wygodne w łóżku i z niewielkim trudem zasnąłem, ponieważ podczas zasypiania zacząłem odczuwać delikatny głód. Nie pamiętam ile spałem. Jak długo, nie obchodziło mnie to. Zresztą nigdy mnie to nie obchodzi.

Po otworzeniu oczu znowu się pojawiła. Szybko chwyciłem futrzastą łapę uzbrojoną w szpony. Pomyślałem, że jeśli mam zginąć, to umrę na własnych warunkach.

Łapsko złapałem w miejscu zgięcia. Im bardziej ciągnąłem stwora w swoją stronę, tym bardziej wroga poczwara wysuwała z uścisku. Czułem, że mi się wyślizguje, że nie zdołam jej utrzymać. Gdy chwytałem już tylko palce, zakończone pazurami zwarłem siły. Naparłem niczym imadło, poczułem nieznośny ból gdzieś w dole mnie. Bestia zaczęła się bronić aktywniej. Postanowiłem, że przewrócę się na plecy i zanim skonam bestialsko zamordowany, bądź prześladowca postanowi ponownie umknąć, spojrzę w oczy kreaturze. Przeturlałem się żwawo po ciepłym kocu na plecy. Łapa wyzwoliła się z mojego chwytu. Ból ustał. Zobaczyłem oślepiające światło żarówki, które zmusiło mnie do przymrużenia powiek. Zniżyłem głowę. Rażące światło zniknęło.

Mym oczom ukazał się najpiękniejszy widok na świecie. Moja radość nie miała końca. Nagle uświadomiłem sobie, jak mojej istoty jest wspaniale więcej. Z radości zacząłem merdać ogonem jak szalony. Mam jeszcze dwie piękne łapki gdzieś na końcu mnie. Zeskoczyłem z łóżka i potruchtałem radosny napić się wody.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • A. Hope.S dwa lata temu
    Koteczek... Miau :)
  • yanko wojownik dwa lata temu
    "Z radości zacząłem merdać ogonem" Dopiero tutaj się zorientowałem, wcześniej ciekawość na przemian z przerażeniem, odczuwałem.

    Lubię psiska jak jasna cholera, tylko na starość umierają.
  • Ogonisko dwa lata temu
    Też lubię psy. Tutaj specjalnie dałem mu 78 dni, żeby jeszcze długo pożył.
  • patix882 dwa lata temu
    Całkiem, całkiem ;)
  • Ogonisko dwa lata temu
    dzięki, dzięki :)
  • maciekzolnowski dwa lata temu
    Sprawnie napisany tekst i bardzo mi się spodobał (nie wiem dlaczego, może dlatego, że sam mam psa)! Zdrówka! MZ:)
  • maciekzolnowski dwa lata temu
    "Piątka" ode mnie.
  • Ogonisko dwa lata temu
    Cieszę się, że spodobał się tekst MZ. Dzięki także za ocenę. Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania