Dzien pracownika z sortowni paczek.

Z perspektywy księgowego Ciała który liczy bilans życia

 

4:47 — POBRANIE

Budzik nie dzwoni. Budzik pobiera.

Pierwsza rata dnia ściągana jest z konta snu, z automatu, bez zgody.

Sen był ostatnią pozycją w bilansie odporną na księgowanie, od lat trwa jego planowa likwidacja. Cztery godziny czterdzieści minut.

Wystarczy, żeby nie zasłabnąć przy taśmie.

Niewystarczająco, żeby zapytać, po co wstaje.

Księga odnotowuje: saldo nocne, niedopłata, przeniesiona na dzień.

 

5:12 — KONWERSJA

Autobus nr 6. Czterdzieści siedem minut w jedną stronę, kurs wymiany czasu na przetrwanie, naliczany bez odsetek, bez zwrotu, bez reklamacji. Siedzi wśród ludzi o tym samym wyrazie twarzy. Księga rozpoznaje ich po saldzie , nikt tu nie wygląda na nikogo, kto jest właścicielem czegoś. Wszyscy są pozycjami. Rozpoznają się nawzajem, ale nie mówią o tym. Małpa w każdym z nich głosuje cicho: nasze stado. Stado sald ujemnych.

 

5:58 — WEJŚCIE W MAGISTRALĘ

Bramka czyta kartę. Nie pyta o imię.

Jednostka 4471 , obecna. Stan: operacyjny.

Imię nie jest pozycją księgową.

Nie wchodzi do księgi głównej, nie podlega amortyzacji, nie figuruje w żadnym raporcie.

W protokole, który właśnie się rozpoczął, ma numer, normę i wskaźnik błędów.

Jest martwym robotem w trybach dużej korporacji kurierskiej

 

6:00 — ROZPOCZĘCIE OPERACJI

Taśma rusza i już nie zapyta o nic do szesnastej.

Skaner pika. Paczka, skręt, odłożenie. Paczka, skręt, odłożenie. Każda paczka to korekta cudzego zamiaru , ktoś w nocy kliknął „kup", teraz jego dłonie wykonują ruch powierzchni. On nie głosuje w sprawie tego, co płynie taśmą. Nie wie, co jest w środku. Powierzchnia sterowa nie zna planu lotu; zna tylko polecenie klapa w dół, klapa w górę, tysiąc razy na zmianę.

W środku niego odbywa się tymczasem to, czego księga nie widzi ,głosowanie czterech komputerów:

Gad głosuje pierwszy, jak zawsze: kręgosłup zgłasza zagrożenie, staw kolanowy zgłasza zagrożenie, nadgarstek zgłasza zagrożenie. Trzy głosy za przerwaniem lotu.

Małpa głosuje przeciw: koledzy patrzą, tempo taśmy jest wspólne, nikt nie chce być tym, przez którego stado odstaje.

Logika liczy: osiem lat do końca kredytu, dwie córki, stawka godzinowa, dzielnik dni do wypłaty. Werdykt: kontynuować.

Self skleja głosy i wydaje je na zewnątrz podpisem własnym: wszystko normalnie, tak się żyje.

Konsensus osiągnięty. Powierzchnia wykonuje ruch. Paczka, skręt, odłożenie.

 

Robot może pracować dalej

 

8:20 — KOREKTA NORMY

Na ekranie komunikat: Wdrożono nowy algorytm optymalizacji przepływu. Gratulujemy zaangażowania. Norma godzinowa: +7%.

Nikt nie głosował. tu zgodził się raport kwartalny, wykreślony trzy piętra nad taśmą, przez ludzi, którzy nigdy nie podnieśli paczki. Korekta spłynęła gradientem w dziewięć sekund. Teraz wykonuje ją jego bark.

 

Gad ponawia głos: zagrożenie. Księga odpowiada automatycznie: ból nie jest wskaźnikiem wydajności. Kanał wygłoszony.

 

10:15 — PRZERWA (POZYCJA ODZYSKANA CZĘŚCIOWO)

Piętnaście minut, naliczone co do sekundy.

Telefon otwiera się sam, kciuk zna drogę. Odpowiedzi płyną zalewem: ktoś wygrał, ktoś się wstydzi, ktoś sprzedaje, ktoś umiera. Reklama kremu na zmarszczki ,maseczka nocna, odzyskaj siebie ,i przez ułamek sekundy przemysł maskowania próbuje zaksięgować mu kolejną pozycję, ale dziś nie ma na nią kursu: żona i tak już niczego nie kupuje, od kiedy rata wzrosła.

Potem Tomek z sąsiedniej taśmy pokazuje mu głupi filmik z psem i obaj się śmieją, naprawdę, od brzucha, trzydzieści sekund.

Księga tych trzydziestu sekund nie widzi. Nie ma na nie konta. Wspólnota daje za darmo to, za co instytucje pobierałyby czynsz , i dlatego nie występuje w żadnym bilansie. To jedyna pozycja dnia, której nikt nie wypisał i nikt nie zamaskował. Wpłata bez nadawcy, jak rachunki , tylko w drugą stronę.

 

12:40 — WYGŁOSZENIE KANAŁU

Kobieta z taśmy obok , zna ją z widzenia, z przerw, z tego samego autobusu , pochyla się po paczkę i nie prostuje się już do końca.

Dwie minuty czterdzieści sekund przestoju taśmy. Ratownik, formularz, zastępstwo z innej linii. W protokole firmy kurierskiej wadliwy kanał wygłasza się wpisem i kontynuuje pracę; tu wygłasza się cicho i uzupełnia lukę przed końcem zmiany. Ktoś mówi: dyskopatia, będzie zwolnienie. Ktoś mówi: nie wróci. Jednostka wymienialna ,pozycja rozliczona.

On patrzy na puste miejsce przy taśmie i przez sekundę , jedną , coś w nim pyta bez słów:

 

kiedy ja?

 

Gad zgłosił pytanie. Logika natychmiast je zagłuszyła: nie myśl. Kredyt. Córki. Do końca zmiany trzy godziny. Self podpisał: mnie to nie dotyczy. Fałszywy konsensus przyjęty większością trzech do jednego. Pytanie wygłoszono.

Ale księga , ta druga, ta, której nikt nie prowadzi , odnotowała, że pytanie zostało zadane.

 

Robot jest użyteczny tylko wtedy kiedy za płace minimalna realizuje zyski korporacji, jest wymiennym numerem.

 

Czasem na święta przychodzi właściciel, przebierze się, robi sobie zdjęcia z zadowolonymi robotami, wydaje mi się że jest zestresowany bo wypadły mu włosy, jest wtedy fajnie jest darmowe jedzenie, na chwile można zapomnieć o tym że po przyjściu do domu będzie trzeba wybrać miedzy wizytą fizjoterapeuty a leczeniem dziecka.

 

13:00 — FAKTURA ŚRODOWA

 

W korytarzu przy szatni monitor: Rekordowy kwartał realizacji. Dziękujemy, że jesteśmy jedną rodziną.

Nikt z taśmy się nie zatrzymał. Wskaźnik zielony, adresowany do nikogo z obecnych. Księga odnotowuje rutynowo: powłoka stealth w dobrym stanie technicznym, odbicie radarowe zerowe fundament nie widzi rosnących awarii w ciele, konstrukcji nie widzi fundamentalnych sygnałów przewidujących awarię.

 

15:30 — SALDO ZMIANY

 

Wymeldowanie. Karta, bramka, numer.

Plecy zgłaszają należność priorytetową. Stopy zgłaszają należność. Jedenaście tysięcy kroków naliczonych w promieniu czterech metrów , kilometrówka zamknięta w klatce taśmy.

W autobusie, w szybie, widzi odbicie: twarz człowieka, który wygląda dziesięć lat starszym, niż jest.

Księga księguje standardowo: zmęczenie ,właściwość jednostki. Nadawca: brak.

 

19:00 — POZYCJA NIEZAKSIĘGOWANA

 

Kolacja. Żona zmęczona , jej saldo prowadzone jest w tej samej księdze, w innym budynku, na innej taśmie; wieczorami wymieniają się resztkami. Starsza córka robi lekcje. Młodsza, siedem lat, bawi się łyżką i nagle, bez związku z czymkolwiek, pyta:

 

Tato, a dlaczego ludzie chodzą do pracy, której nie lubią?

 

Gotowa odpowiedź wstaje mu na język automatycznie, jak ręka do paczki: tak trzeba. Żeby były pieniądze. Jak dorośniesz, zrozumiesz. Trzy warianty tej samej krystalizacji , odpowiedź, którą systemy podają od trzech pokoleń, sfałszowany konsensus gotowy do podpisu.

 

Ale córka patrzy.

Czeka.

Nie zalewa go kolejnym pytaniem, nie ma feedu, jest tylko ta sekunda ciszy ,a pytanie, jak wiadomo, rodzi się w ciszy między bodźcami.

I on nagle nie umie odpowiedzieć.

Otwiera usta i zamiast odpowiedzi wypada coś innego, dwa słowa, których księga nie potrafi zaksięgować na żadne konto:

 

Nie wiem.

 

Córka przyjęła to kiwnięciem głowy, jak rzecz zupełnie normalną, i wróciła do łyżki. Ale w nim coś się przesunęło bez dźwięku , jak gdyby w samolocie, który od lat leciał na autopilocie, ktoś w kokpicie po raz pierwszy poruszył ręką nie po to, żeby szarpnąć sterami, tylko po to, żeby sprawdzić, czy drążek naprawdę jest jego.

 

Nie wiem.

 

Pierwsza pozycja dnia zapisana własnym podpisem. Wartość: nie do wycenienia. Księga główna: nie rozpoznaje. Księga przeciwległa: otwarta.

 

23:40 — DORĘCZENIE

 

Leży bez snu. W plecach pulsuje rata dnia, ściągana będzie jeszcze długo po północy. Żona śpi. Przez ścianę słychać oddech córek.

I wtedy przychodzi myśl, która przychodzi co noc, faktura doręczana punktualnie, bez nadawcy: co jest ze mną nie tak?

Księga rejestruje operację wykonywaną co noc w milionach mieszkań naraz ,najczęstszy błąd księgowy świata: cudza korekta, zaksięgowana na stronę „winien" płacącego.

 

Zmęczenie ,jego wina.

 

Ból ,jego słabość.

 

Strach ,jego niedojrzałość.

 

Rachunek za lot samolotu, którym nigdy nie pilotował, podpisany jego nazwiskiem.

Ale tej nocy , tylko tej nocy, na razie tylko tej , pod błędnym wpisem leży coś jeszcze. Cicho, jak skaner w oddali:

 

pytanie córki. Bez odpowiedzi. Otwarte. Dlaczego ludzie chodzą do pracy, której nie lubią?

 

Nie odpowiada mu. Nie zamienia się w gniew , gniew systemy umieją księgować. Nie zamienia się w plan , plany mają swoje konta. Zostaje pytaniem i czeka, aż ktoś przeczyta je od strony nadawcy.

 

Jednostka 4471 zasypia o pierwszej. Za pięć godzin budzik pobierze kolejną ratę. Księga będzie prowadzona dalej, w milionach egzemplarzy, na całym świecie, przez cały czas lotu.

Ale w jednym egzemplarzu , w tym jednym , pojawiła się dziś pozycja, której nikt nie wypisał.

 

przed snem w księdze pojawiło się pytanie:

 

Dlaczego, pracując w firmie która chwali się rekordowymi zyskami, pracuje jak robot, ledwo wiążąc koniec z końcem, jednocześnie patrząc jak właściciel firmy bryluje, jest uznawany za chodzący sukces, a w mediach społecznościowych można podziwiać przepych w jakim żyje ?

 

Myśli narratora:

 

Policz, ile razy w tym rozdziale padło jego imię. Ani razu. System znał jego numer, normę i wskaźnik błędów; księga znała jego saldo. Jedyną nazwę, pod którą występuje w całym dniu, nadało mu dziecko przy stole , i ta nazwa brzmi „tato". Żaden system tak go nie nazywa, bo żaden system nie wie, że fundament ma własne podpisy.

 

I zauważ: ty też nie znasz jego imienia. Przeczytałeś jego dzień jak pozycję księgową , z ciekawością, może z współczuciem, ale z góry. A jednak coś w tobie zagłosowało przy „nie wiem", prawda? Któryś z twoich komputerów rozpoznał tę taśmę. Może gad , przy budziku. Może logika , przy kredycie. Może małpa , przy filmiku z psem.

 

Nie odpowiadaj na to jeszcze. Pytania, które właśnie się w tobie uformowało, nie ma w księdze głównej twojego życia. Jest w tej drugiej. Nie zamykaj jej dziś.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania