Dzień w którym świat sie zatrzymał

W dzień w którym świat się zatrzymał, usłyszałam słowa,

które zabrzmiały jak wyrocznia.

JAkby ktoś pomylił moje życie

z cudzym koszmarem nocnym.

 

I wtedy wszystko runęło —

nie głośno, nie nagle,

ale jak światło gaśnie w pokoju,

kiedy nie ma już komu go oglądać.

 

Zobaczyłam moje dzieci

w świecie bez mnie.

Ich małe dłonie szukające ochrony,

ich spojrzenia pytające, gdzie jestem,

choć jeszcze stałam obok.

Zobaczyłam życie,

którego nie zdążę przeżyć.

 

Słowa „później”,

które nagle przestały istnieć.

Plany, które były tylko spokojnym kłamstwem czasu.

 

I po raz pierwszy

zrozumiałam ciszę inaczej.

Nie jako spokój.

Ale jako granicę.

W tej granicy coś się we mnie złamało

i coś się narodziło.

 

Bo jeśli czas jest krótki,

to nie ma już „kiedyś”.

Nie ma „jutro”.

Nie ma „może”.

 

Jest teraz i tutaj !!!

 

I wtedy podjęłam decyzję —

nie będę już umierać zanim umrę!

 

Koniec cierpienia, które odkładałam na życie.

Koniec czekania na pozwolenie, by być sobą.

 

Jeśli mam dzień — będę żyć dniem.

Jeśli mam rok — wypełnię go sobą.

Jeśli mam chwilę — spalę ją światłem.

 

Bo ja jestem autorką mojego życia.

Ja jestem jego twórcą.

Nie strachem.

Nie wyrokiem.

Nie ciszą.

 

I nawet jeśli świat się zatrzymał,

ja zaczęłam iść przed siebie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania