Dzień w którym znalazł książkę
Przeglądając wiele stron internetowych, na temat strasznych miejsc na świecie, do swojej pracy w szkole. Zdruzgotany nieprzespaną nocą. W poszukiwaniu tego czegoś. I nieznalezieniu niczego nowego, a czas pędził. Miał ochotę na chwile przerwy, na małą przekąskę. Wyskakując z łóżka, szybko zszedł na dół. Przeglądając półki, weszła mama do kuchni oznajmiając mu, że ma kilka minut na przebranie się i prysznic. Gdyż wybierają się na rodzinną kolację do dziadków. Był to maj najpiękniejszy okres w roku. A myśl zobaczenia ich oraz ogromnego ogrodu tulipanów, ucieszyła go jak nigdy dotąd. Po przybyciu na miejsce. Z dużym rozczarowaniem zobaczenia większej ilości rodziny niż sie spodziewał uciekł do domu na piętro. Wiedział, że dziadkowie mają dużą kolekcję książek, a zaliż coś znajdzie dla siebie i natchnie go do pracy. Przeglądając biblioteczkę ujrzał bardzo starą książkę. Stara i zniszczna, az okładki praktyznie nic nie zostało. Na pierwszej stronie był tytuł "Rodzina na zawsze". Zaciekawiony wziął ją i schował do kurtki. Babcia zwołała cała rodzinę do ogrodu na posiłek. Wszyscy rozsiedli się i zaczęli jeść. Dziadek wstał zapukał w kieliszek by przykłuć uwagę. Wszyscy z zaciekawiem spojrzeli i ucichli na moment. Gdy zaczął mówić miny każdu zrzedły. To był rak, wyznał nam że umiera. Zostały mu 2 miesiące życia. Po krótkiej chwili niedowierzania tego co się przed chwilą stało. Wstał i ruszył za dziadkiem w stronę różny barwnych tulipanów. Usiedli na ławce, którą zbudował jak urodziła mu się pierwsza córeczka. By móc spędzać czas z rodziną, wśród kwitnących lilii, stokrotek, irysów. Miejsce wyciszenia gdzie każdy zapominał o swoich problemach, wszyscy czuli się tam szczęśliwi. Dziadek spędzał tam najwięcej czasu był zafacynowany naturą, każdy kwiat, każda doniczka postawiona była w odpowiednim dla niego miejscu. Wiatr otaczał koronę drzew, cisza okazała się spokojniejsza od wypowiedzianych słów. Wiadomość była zbyt ciężka do przyjęcia. Wszystko zniknęło. Rozmowa zupełnie inna niż dotychczasowa. Opowiadał wnuczkowi swoje doświadcznia z młodości. Jak ujął swoją ukochaną babcię. Gdy ją zobaczył miał wtedy 18lat, młody nieporadny chłopak pracował u wujka na farmie. Codziennie rano, pełny entuzjazmu i chęci życia, przebiegał długie dystanse, by dotrzeć tam jak najwczęsniej. Mieszkali od siebie zaledwie 5km. Zaangażowanie młodzieńca do tak wczesnego wstawania, nie było czestym zjawiskiem wśród młodocianych. Nawet czasami wuja już miał dość rutyny. Widok siostrzeńca dawała mu motywacje, ten uśmiech ten temperament. Zazdrościł mu ,a czas leci. Praca jak praca na farmie zawsze ciężka. Podnoszenie kilogramowych stogów słomy, dojenie krów, wywożenie gnoju codzienność. Ciotka zawsze o 12 robiła przerwę na obiad. Duży posiłek to podstawa, a tu kotlety z świni, pieczone kurczaki, domowy makaron i zimne mleko. Najlepsze na zdrowe kości. Wszyscy zbiegali się do ogromnego stołu zrobionego z kilku desek. Krzesła to najcześciej były bale z drewna. Ciotka i reszta dziewczynek z domu wynosiły stosy jedzenia. Jedzenie znikało w mgnieniu oka, ostatni kęs i do pracy. W lipcu 1955 najgorętsze lato, o jakim nikt nie się nie spodziewał. Susza, brak prognóz na choć jeden dzień deszczowy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania