Dziennik myśli

A za oknem deszcz

i deszcz w sercu,

na polikach.

Ścieka słona woda

jak ta brudna,

oceaniczna.

Tak struta plastikiem

jak świat plastikowy,

ten oczami wariata widziany

-swiat bezsensowny.

Ale tylko dla mnie,

bo Ty widzisz tam wszystko.

Ja nic i bezsens tylko.

Dlaczego myśli mnie dręczą,

nawet gdy nie śpię jest ciemno.

Bo brak czegoś wielkiego?

A z drugiej strony,

mały i nieznaczący jak ziarenko.

I rozdarty jak spodnie na dupie.

Wysiedziałem swoje,

teraz mocniej tupnę!

Na chwilę,

bo zaraz zmienię podejście,

Boże krzyczę ponownie,

zabierz mnie wreszcie!

Bo sam nie umiem choć karam siebie,

daj mi tej ulgi na chwilę proszę…

niech z tego bałaganu stane się atomem, energią inną niż teraz,

dla świata i dla mnie coś cudownego!

I huj wszystko niech zniknie,

milczałem za długo

i na wieczność zamilknę.

Żaden nihilizm czy mizantropia,

jedynie pokarm dla głowy i oka.

Tak chwile to pisząc

bo może jeden skuma,

znowu idę spać

bo w koło nuda.

Nie pamietam kiedy raz ostatni z kimś rozmawiałem.

A może dlatego ze smalltalk śmierdzi kałem?

Oj daj spokój, wyluzuj wreszcie.

Nie ma nikogo do rozmów w tym mieście.

A w sieci wyścigi i deski teatru.

Weź mnie unieś na skrzydłach wiatru.

W zrozumienia stronę,

lub zostaw w spokoju.

Ja i tak już tonę.

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania