Dziennik z nieskonczonej IKEI (SCP-3008)

Dzien moze byc pierwszy.

Kurde. W sumie to nie wiem juz ile tutaj jestem. Moze tydzien moze dwa. Przestalem to juz liczyc. Zaczynam powoli popadac w szalenstwo odkad tutaj jestem. Podczas mojej dlugiej juz wedrowki nie spotkalem zadnego czlowieka. Tylko te dziwne stwory bez twarzy, ktore sie szwendaja bez celu w dzien, a w nocy chca cie rozerwac na strzepy. Dwa "dni" temu oposcilem swoj tymczasowy schron. Zabralem jedzenie, noz z dzialu kuchennego i wode. Bede sie staral pisac codziennie zeby jak ktos to bedzie czytal poza IKEA to niech wie jak to jest w tym piekle.

 

Dzien drugi

Nadal ide przed siebie. Jedzenia i wody mam nadal dosc duzo wiec z tym nie ma problemow. Ale z czym jest problem to z moja psychika. Czuje jak z dnia na dzien jest coraz to gorzej. Jak nie spotkam zadnego czlowieka to oszaleje i popelnie samob[USUNIETE].

Zbliza sie noc i widze cos w oddali. To cos jest ogromne. Jakby sciana lub mur, nie wiem jak to moge nazwac. O! Slysze jak ktos krzyczy! Tylko nie moge zrozumiec co chce mi przekazac. Chyba powiedzial odwroc sie. Odwrocilem sie i zobaczylem czlonka Personelu biegnacego w moja strone. Byl ubrany w standardowy uniform pracownika Ikei, wygladal z dala jak czlowiek, ale te nieproporconalne rece do reszty ciala i bieg, szybszy od biegu Usaina Bolta. Odwrocilem sie w strone, z ktorej slyszalem krzyczacego czlowieka i zaczalem biec ile sil w nogach. To tylko piecset metrow wiec dam rade. Slysze jak otwieraja brame, tylko czy zdaza ja zamknac zanim wbiegnie za mna Personel? Wbieglem przez brame a oni natychmiast ja zatrzasneli. Podziekowalem im i rozejrzalem sie po miejscu, w ktorym sie znalazlem. To bylo miasto. Miasto zbudowane w calosci z mebli przmocowanych do siebie srubami i gwozdziami. Mury, jak i sciany domow i innych budynkow, byly z zewnatrz zbudowane z palet, a wewnatrz byly wypelnione szafami, stolami, lawkami i wszystkim co nie nadawalo sie do zewnetrznej sciany. Zauwazylem w odleglosci jakis czterech-pieciu kilometrow budynki o wiele wyzsze niz te, przy ktorych sie znajdowalismy. Budynki w oddali wygladaly jak najnowoczesniejsze wiezowce w Nowym Jorku. Od wewnetrznej strony bramy miasta wyjezdzala droga, a przy niej staly prymitywne samochody, pewnie elektryczne, oraz wozki widlowe i melexy, ktore czasami jezdza w magazynach. Zagubieni tu ludzie stworzyli wlasna cywilizacje! Po chwili stania w miejscu i gapienia sie na wszystko dookola zapadla calkowita ciemnosc, a tuz po niej na ulicach i budynkach zapalily sie swiatla i widok jeszcze bardziej zapieral dech w piersiach. Na oko miasto moglo liczyc kilkaset tysiecy mieszkancow jak nie milion. Dopiero teraz zauwazylem, ze moi wybawiciele sie na mnie patrza i czekaja az im sie przedstawie. Wiec im sie przedstawilem. Ja jestem Michael, blondyn to Carl, brunet to Chris, szatyn to Olivier, a fioletowowlosy to Ash. Nie mam pojecia skad oni wytrzasneli farbe do wlosow w nieskonczonej Ikei ale nie wtracam sie. Po przywitaniu i przedstawieniu sie Ash zaproponowal mi u siebie nocleg. Nie mialem gdzie spac wiec sie zgodzilem. Po przyjechaniu jego replika Ferrari F40, ktora miala niezly zryw, rozpedzala sie w okolo 3 sekundy do setki i sterownosc taka ze ho ho, zdjalem buty, wzialem szybki prysznic (nie wiem skad maja wode), a ze bylem bardzo zmeczony calodniowa wedrowka poszedlem od razy spac na kanapie.

 

Nastepny rozdzial juz niedlugo! Kazdy rozdzial bedzie sie skladal z dwoch dni przygod Michaela w SCP-3008. Do nastepnego rozdzialu!

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania