dziewczyna i kasztany
chciałam zdjąć szron z twoich skroni
ale dłonie mam zimne
usta pelne wersów
tak oszukuje się głód
duszy i ciała
pierwszy przymrozek tej jesieni
mogłabym skłamać
że był ktoś przed tobą
większy
ważniejszy
mogłabym ale tylko milczę
do nastroszonych ptaków
drzew gubiących liście
do siebie milczę
żeby usłyszeć gdy zawołasz
przyjdź
ogrzej mnie
wspomnieniem ciepła rozerwij mgły
zachowaną gdzieś nicią babiego lata
przytwierdzone do oczu
Następne części: Dziewczyna czytająca list (na podstawie obrazu Jana Vermeera)
Komentarze (10)
Iga, rozchmurz się wreszcie.
Tylko nieliczni mają to, co chcą. O czym marzą.
O tym choćby napisałem to ostatnie opko.
Reszta będzie żyła pomimo.
paniesowo - toż jestem rozchmurzona jak niebo na Kanarach. A wiersz... mimochodem :)))
dopowiedzenie niepotrzebne ;-) tak oszukuje się głód.....i wystarczy
Jacom JacaM - może i racja... Dzięki:)
Igalga↔Hmm... wszystko po dawnemu. Wesoło nie nie jest... ale ładnie napisane. Chyba jedyny optymistyczny akcent, to↔"większy ważniejszy"→chociaż nie zawsze:)↔Pozdrawiam:)↔%
wspomnieniem→chyba?
IgaIga, w tej chwili jest chyba za dużo różnych elementów w jednym tekście. Trudni i go scalić, ułożyć w swojej głowie. W moim odczuciu wiersz mógłby składać się tylko z trzech pierwszych strofek, albo - już inny wiersz - z wszystkich, które pozostaną po odrzuceniu pierwszej. I jeszcze trzeba by pomyśleć nad szczegółami.
W tej chwili coś tu nie gra (dla mnie).
A tak na marginesie - zastanawiałam się nad dwiema rzeczami.
Nad tą cząstką:
chciałam zdjąć szron z twoich skroni
ale dłonie mam zimne
usta pełne wersów
- dlaczego dałaś tu "ale"? Przecież, gdyby było tak:
chciałam zdjąć szron z twoich skroni
dłonie mam zimne
usta pełne wersów
- brzmiałoby to ciekawiej. Masz dłonie zimne, więc łatwiej zdjąć ten szron. On się nie rozpuści, nie zmoczy skroni, jak w przypadku dłoni ciepłych. A wersy w ustach byłyby jak dodatkowe narzędzia. Jak małe nożyczki, małe cążki, pęsetki. To byłyby fajne wersy!
Druga cząstka, która mnie zainteresowała, to ta z puenty:
rozerwij mgły
zachowaną gdzieś nicią babiego lata
przytwierdzone do oczu
- wyobraziłam sobie postać z jakiegoś obrazu (może Beksińskiego!), postać idącą przez zmarznięte, lecz jeszcze nie zamarznięte łyse pole, po grudach ziemi, i ciągnąca za sobą mgłę, wielka jak ogromne prześcieradło, taki jakby żagiel, a ta mgła przyczepiona jest grubymi jak sznury nićmi babiego lata do gałek ocznych. Ooo...
W zasadzie teraz, jak to sobie wyobraziłam, mogę też wyobrazić sobie taką chłodną dziewczynę zdejmującą zimnymi ustami (pełnymi narzędzi w postaci wersów) szron z chłodnej skroni mężczyzny.
Lecz żeby te dwie postaci się spotkały, trzeba by stworzyć trzeci wiersz, wyrzucić sporo ze środka. I te kasztany z tytułu. One nie pasują do żadnego z trzech wierszy (no, może do pierwszego, tego najzwyklejszego, złożonego tylko z trzech pierwszych strof i z niewyrzuconym, słabym trochę, "ale").
Teraz jest lekki chaos.
Ale ja chce stopić ten szron! :D
A co do mgły na oczach... Gdyby opadła... może ten ktoś by zauważył peelkę? To wcale nie takie trudne. Wszak nić babiego lata jest bardzo delikatna.
Troszkę inaczej widzimy ten tekst, ale na tym polega piękno poezji. Dzięki!
A, stopić! To co innego niż zdjąć. Zdjąć to raczej go nie naruszyć. Stąd moja interpretacja. Myślałam o zdejmowaniu, igiełka po igiełce, bo nie napisałaś "stopić", a właśnie... zdjąć.
Co do mgły "przytwierdzonej do oczu nicią babiego lata" - nie jest ona "na oczach", a w jakiejś od oczu odległości. Nić ma zwykle swoją długość. Nić babiego lata - przynajmniej 20 cm., ta z krótszych. Dlatego sobie pomyślałam o tej mgle, jako ciągniętej przez gałki:)
Smakuję ten wiersz i nasycić się nie mogę. Piękna liryka; jest w niej wrażliwość, czułość i moc. Nie wolno do niej podchodzić dosłownie.
Takie lubię! Takie mnie siem podobują! :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania