Dziewczyna z różą w dłoni
Śmierdział pogorzeliskiem. Nawet po długim prysznicu zapach spalonego drewna, mokrej sadzy i stęchłej wilgoci wydawał się wżarty głęboko w jego skórę.
Telefon na desce rozdzielczej wibrował po raz trzeci.
Wyświetlacz błysnął znajomym imieniem, zanim zgasł, ustępując miejsca monotonnemu szumowi klimatyzacji.
Miał dość.
Ostatnie tygodnie to była czysta katorga — zabezpieczanie zawalonych stropów po pożarach, wypompowywanie cuchnącej wody z zalanych piwnic i wielogodzinne machanie młotem przy stemplowaniu grożących zawaleniem ścian.
Jego ciało było jednym wielkim siniakiem, a głowa pękała od zmęczenia. Potrzebował gwałtownego odcięcia pępowiny od całego tego brudu i trudu.
Gdy w końcu odebrał, z głośników dobiegł pisk opon i głośna muzyka.
— Co się z tobą dzieje? Gdzie jesteś? Mieliśmy jechać do Vegas! — usłyszał zdziwiony, wręcz oburzony głos kumpla.
— Nie mogę, muszę załatwić coś ważnego. Nie gniewajcie się — powiedział wymijająco i po prostu się rozłączył.
Wyprawę do Vegas zaplanowali ponad miesiąc temu, ale w rzeczywistości nie miał nic do załatwienia.
Po prostu chciał odpocząć.
Ostatnio w firmie zabezpieczeń mieli zatrzęsienie zleceń po lokalnych podtopieniach i pracował ponad wszelkie siły.
Postanowił pobyć sam.
A właściwie, jak zwykle w takich chwilach, uciekł.
Wsiadł w samochód i pojechał, gdzie go oczy poniosą — bez żadnych planów, rezerwacji i z góry ustalonej trasy.
Cel nie istniał.
Liczył się tylko pokonywany dystans.
Zjechał z głównej szosy w boczną, asfaltową nitkę, która po kilkunastu kilometrach wprowadziła go do małego miasteczka.
Miejsce wydawało się wręcz nierealne, jakby czas zatrzymał się tu kilkadziesiąt lat temu. Domki z pociemniałego, starego drewna stawiały opór upływającemu czasowi — wszystkie były niezwykle zadbane, a przed każdym ciągnął się mały ogródek gęsty od pąków kolorowych kwiatów, otoczony niską, bieloną sztachetą.
W powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi i rozgrzanej słońcem żywicy, skutecznie zabijając resztki swądu sadzy, które wciąż czuł w nosie.
Postanowił się tu zatrzymać i coś przekąsić.
Tuż za łagodnym zakrętem ukazała się niewielka restauracja zbudowana z grubaśnych, drewnianych bali.
Miała w sobie coś z surowego, góralskiego stylu.
Wjechał na żwirowy parking i już chwytał za klamkę, gdy jego wzrok przykuło coś niepokojącego.
Kilka miejsc dalej stał zaparkowany szary, zakurzony van z naklejkami popularnej sieci wypożyczalni.
Obok auta kręciła się grupa głośnych, młodych ludzi, ale to nie oni przyciągnęli jego uwagę.
Oparł się o kierownicę i zamarł.
Na drewnianej, lekko nadszczerbionej ławce pod ścianą budynku siedziała dziewczyna.
W smukłej dłoni trzymała pojedynczą, krwistoczerwoną różę.
Unosiła ją tuż pod samą twarz, z zamkniętymi oczami, jakby całkowicie odcięta od zgiełku otoczenia, upajając się jej ciężkim zapachem.
Przyjrzał się jej niezwykle uważnie. Wyglądała jak z całkowicie innej bajki — podczas gdy reszta grupy miała na sobie poszarzałe dżinsy i zwykłe t-shirty, ona ubrana była niezwykle elegancko, z wysmakowaną prostotą.
Jej twarz miała delikatne, wręcz szlachetne rysy, niepokojąco podatne na cień rzucany przez płatki róży.
Coś w nim tąpnęło.
Ukłucie w głowie, gwałtowny przebłysk deja vu.
Znam ją, pomyślał.
Błyskawicznie przeszukał zakamarki pamięci, ale czuł tylko rosnącą pustkę — nie potrafił umiejscowić tego wspomnienia.
Zrobiła na nim tak ogromne, niemal hipnotyzujące wrażenie, że przez ułamek sekundy chciał wysiąść, podejść i pod byle pretekstem zadać jedno pytanie.
Szybko jednak zrezygnował. Nigdy nie należał do ludzi, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy i narzucają się obcym.
Wysiadł z samochodu, a chłodne powietrze uderzyło go w twarz.
Udał się w stronę ciężkich, dębowych drzwi restauracji.
Przechodząc obok szarego vana, kątem oka cały czas obserwował dziewczynę.
Z bliska pewność, że już kiedyś spoglądał w te same oczy, stała się wręcz paraliżująca, ale odpowiedź wciąż wymykała się z jego głowy.
Przekroczył próg.
Wnętrze było skromne, pachnące palonym drewnem i ziołami, ale bardzo przytulne.
Zajął stolik przy oknie i zamówił grillowanego łososia z frytkami oraz świeżą sałatkę.
Zza szyby wciąż widział plac przed lokalem.
Dziewczyna obracając w dłoniach kwiaty, jakby na coś czekała, wyglądała niczym powracające ze snu wspomnienie.
Gdy jadł, myśli o tym, skąd może ją znać, powracały z siłą natręctwa.
Jednak gdy wreszcie zapłacił i wyszedł na zewnątrz, parking tonął w głębokim cieniu.
Po szarym vanie, hałaśliwej młodzieży i tajemniczej dziewczynie nie było najmniejszego śladu. Został po nich jedynie cichy szum wiatru w koronach drzew.
Poczucie dziwnej straty zmusiło go do ucieczki.
Wyjechał z miasteczka, chłonąc wzrokiem ciemniejący krajobraz.
Po kilkunastu minutach drogi wzdłuż gęstego lasu zauważył uszkodzoną przez czas tablicę: „Domki do wynajęcia”.
Kawałek dalej, za drewnianym płotem, obojętnie skubały trawę dwa piękne, majestatyczne konie.
Zatrzymał się przy małym, przysadzistym budynku z koślawo namalowanym napisem Office.
W środku od ręki załatwił formalności z małomównym właścicielem.
Domki okazały się malutkimi, drewnianymi konstrukcjami, z daleka przypominającymi wręcz proste szałasy.
W tym dzikim, odciętym od świata miejscu komponowały się jednak doskonale.
Pchnął skrzypiące drzwi.
Wnętrze było skromne, a proste wyposażenie sprawiało wrażenie prowizorycznego, ale całość urządzono z bezbłędnym wyczuciem smaku.
Na zewnątrz, na niewielkim tarasie wychodzącym w stronę ściany lasu, rozpięty był gruby, pleciony hamak.
Zgrabnie na niego wskoczył i wygodnie rozłożył zmęczone fizyczną pracą ciało.
Chłodne, krystalicznie świeże powietrze podmywało jego myśli, a wyciszający, specyficzny klimat tego miejsca powoli go obezwładniał.
Nim zdążył po raz kolejny zadać sobie pytanie o dziewczynę z różą, zapadł w głęboki, senny byt.
Komentarze (6)
Jeśli chcesz zostać tą tajemniczą dziewczyną, daj znac. Chętnie wyjasnie ci jakby to mialo byc. Pozdrawiam:)
Lubię takie romantyczne opowieści 😍
Masz gg?
RobertZ a mam 🤣a co
Podaj nick to cie znajdę, jeśli chcesz oczywiście:)
Pamietaj ,że to portal literacki 😅
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania