Jeden z siedmiu
Dziewczynka zbierająca kwiaty w parku.
Kiedy patrzę na jej niewinny uśmiech, myślę...
Mam nadzieję, że pewnego dnia ona też się przekona, jak krótkie jest życie kwiatów.
I jak kochać bez wyrywania.
Nie rozumiesz, prawda?
Dziewczynka zbierająca kwiaty w parku.
Kiedy patrzę na jej niewinny uśmiech, myślę...
Mam nadzieję, że pewnego dnia ona też się przekona, jak krótkie jest życie kwiatów.
I jak kochać bez wyrywania.
Nie rozumiesz, prawda?
Komentarze (4)
nieprzyjemne rzeczy
odpadające od twojego ciała
jak łuski — błyszczące
unosząc się na wietrze wirują
teraz odwróć się
do niewidomych w tle
do tych których
imion nawet nie znasz
i mów
rzeczy których nie potrafimy
powiedzieć na głos
ranek nadejdzie
trochę później ale pamiętaj
nie ma nocy
która by się nie skończyła
Jeden z siedmiu grzechów?
Kochać bez wyrywania... kurczę, gdyby miłość mogła być kwiatem, ale częściej jest ostem, a chwasty należy wyrywać...
"Jeden z siedmiu grzechów?"
Tak, tylko nie jestem pewien który.
"Kochać bez wyrywania..."
Dziewczynka wyrwała kwiatka pomimo tego, że wyrwany długo nie przetrwa, gdyż chciała go mieć tylko dla siebie. Czyli przekładała swoje uczucia nad jego dobro. Tak często wygląda dzisiejsza miłość, gdyż jest kształtowana przez różnice między przychodami i kosztami — nie jest bezinteresowna.
Całe rano np. aż do 2-giej jestem teraz do niczego – a potem, jak się ubiorę, wszystko mnie żenuje i tak dyszę aż do obiadu – po którym dwie godziny trzeba siedzieć z mężczyznami u stołu i patrzyć, co mówią, i słuchać, jak piją. Znudzony na śmierć (myśląc o czym innym jak oni mimo wszelkich grzeczności i interlokucji po francusku przy owym stole), idę do salonu, gdzie trzeba całej siły duszy, żeby siebie trochę ożywić! – bo wtenczas zwykle ciekawi mię słyszeć – potem odnosi mię po schodach mój poczciwy Daniel do sypialnego pokoju (który, jak wiesz, zwykle u nich na piętrze), rozbiera, kładzie, zostawia świecę i wolno mi dyszeć i marzyć aż do rana, póki się znów toż samo nie zacznie. A jak się trochę gdzieś już przyzwyczaję, tak gdzieś indziej jechać trzeba – bo moje Szkotki pokoju mi nie dają, tylko albo po mnie przyjeżdżają, albo mnie po familii wożą (nb. każę się zawsze osobiście i bardzo zapraszać) – one mnie przez dobroć zaduszą, a ja im tego przez grzeczność nie odmówię.
Z listu Chopina do Wojciecha Grzymały
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania