Dziewczynka z lasu
Dwa lata temu kupiłem mały domek, niedaleko lasu. Należał on wcześniej do tutejszego leśniczego,jak to leśniczy nie przepadał zbytnio za ludźmi dlatego do pobliskiego miasteczka miałem ok dwudziestu kilometrów. Stacja była trochę bliżej. W sumie ja też nie przepadam za towarzystwem ludzi, dlatego też gdy zobaczyłem tak przystępna ofertę bez chwili namysłu zadzwoniłem pod numer z ogłoszenia i szczęśliwym trafem dom jeszcze był do kupienia. Na drugi dzień go kupiłem. W miasteczku słyszałem różne pogłoski o tym że w domu doszło do zabójstwa i że straszy w nim. Jednak mnie to nie ugięło. Dom wyremontowałem i stworzyłem z niego można powiedzieć dość mały apartament ale dla jednej osoby w sam raz. Nie jeden człowiek bałby się w nocy przebywać tutaj sam, dookoła las i zero ludzi. Ja jednak uwielbiałem te wieczory wtedy siadałem na swoim fotelu przy lampce i czytałem książkę a zimą rozpalałem w kominku i wpatrywałem się w ogień. Gdy kupowałem dom pracowałem na mało ważnym stanowisku w wydawnictwie. Teraz jestem zastępcą dyrektora.
I tak spokojnie i bez większych rewelacji toczyło się moje życie.Gdy pewnego dnia zawitała w nim kobieta. Była ona piękną blondynką o błękitnych oczach. Wiedziałem że to ta jedyna, o jej względy starałem się pół roku, kiedy wreszcie udało mi się, zamieszkała ze mną. Było nam strasznie dobrze ze sobą. Po roku się zaręczyliśmy i mieliśmy w planach ślub, jednak po paru dniach po zaręczynach dowiedziała się że jest chora na raka. Tak właśnie chora na raka, wszyscy zazwyczaj po zaręczynach dowiadują się o dziecku, a my dowiedzieliśmy się o śmiertelnej chorobie. Pocieszałem ją że wszystko będzie dobrze że to pewnie nie groźne stadium rak. Myliłem się po pięciu miesiącach ciężkich zmagań z chorobą moja ukochana umarła. Załamałem się, przestałem wychodzić z domu, jeździć do pracy w rezultacie zwolniono mnie z niej.
Po pół roku stwierdziłem że tak dalej nie mogę, muszę zacząć gdzieś pracować bo stracę największą pamiątkę jaka została mi po naszych wspaniałych chwilach spędzonych w tym domu. Znalazłem prace w podrzędnym sklepie spożywczym, pracowałem tam jako magazynier. Chodziłem do pracy na trzy zmiany. Akurat gdy miałem nocki mój samochód popsuł się. Dałem go do naprawy na pobliską stację i wracałem z niej pieszo do domu. Tuż przy wejściu do lasu zobaczyłem jakąś postać. Była dość niska wyglądała na dziecko w wieku ośmiu do dziesięciu lat. Gdy przeszedłem z dwieście metrów zobaczyłem że ma przepiękne zielone oczy i czekoladowe włosy. Była ubrana w letnią sukienkę co zmusiło mnie by do niej pobiec, gdyż była zima. Jednak gdy podbiegłem w miejsce gdzie ona stała nikogo tam nie było, przestraszyłem się lekko i szybszym krokiem ruszyłem do przodu w stronę domu. Po dwudziestu minutach drogi znów zobaczyłem te zielone oczy, tym razem stanąłem bez ruchu i czekałem na ruch dziewczynki. Ona jednak też stała, po dłuższej chwili postanowiłem powoli iść do przodu. Ku mojemu zdziwieniu dziewczynka zaczęła się do mnie zbliżać. Lecz znów znikła, tym razem biegłem do domu. Szybko od kluczyłem drzwi i zatrzasnąłem za sobą. Ta noc pierwszy raz w tym domu była dla mnie straszna. Zasnąłem coś około dziewiątej, gdy zrobiło się jasno.
Obudził mnie telefon około piętnastej, dzwonili do mnie mechanicy że auto jest gotowe do odbioru. Zapytałem ich czy nie mogliby przyjechać nim pod mój dom, ponieważ dość daleko mieszkam a o tej porze jest dużo dzików w lesie. Za wahanym głosem odpowiedzieli że się zgodzą za niewielką dopłata, zgodziłem się. Byli u mnie coś ok godziny dwudziestej, przyjechali jeszcze jednym samochodem. Dość szybko odjechali jakby się czegoś bali w sumie teraz już nawet ja się lekko bałem. Gdy wybiła godzina dwudziesta-pierwsza a ja ruszałem do pracy w lesie panował już zmrok, nie widziałem po drodze żadnych zwierząt w sumie o tej porze roku i tak przeważały sarny i dziki. Po pracy nadal było ciemno, całą drogę rozmyślałem nad wydarzeniami poprzedniego ranka i w głębi duszy cieszyłem się, że dziś nie spotkałem zielonookiej dziewczynki. Jednak moja radość nie trwała długo, ponieważ dziewczynka tym razem wyglądała z mojego okna w sypiali. Serce mi zamarło, nawet nie miałem odwagi wysiąść z samochodu. Szybko wycofałem samochodem by z powrotem wrócić do miasta, lecz samochód po trzystu metrach drogi zgasł i nie chciał odpalić. Wpadłem w panikę, do miasta było zbyt daleko a w domu była dziewczynka. Stwierdziłem że nie mam wyboru i muszę wrócić do domu. Niepewnym ruchem od kluczyłem drzwi, właśnie od kluczyłem je! Więc jak ona dostała się do środka. Stała teraz przede mną, widziałem ją dokładnie tym razem dostrzegłem też jakieś rany na jej rękach i nogach jakby od sznurów. Jej oczy mówiły „Nie, zostaw mnie !”. Wiedziałem że to nie może być człowiek , to musiał być duch. Jąkając się wydobyłem tylko cztery słowa „Jak masz na imię ?” Jednak zjawa nic nie odpowiedziała tylko się uśmiechnęła, jakby była zachwycona moim lękiem.
Minął kolejny rok który nie był normalny, codziennie wieczorem dziewczynka pojawiała się.
Gdy nagle wczoraj wypowiedziała „Pomóż mi, mam na imię Amelia” bez zastanowienia wpisałem jej imię w Google oraz miasteczko. I wyczytałem ze prawdopodobnie tutejszy leśniczy był jej ojcem, lecz nigdy nie chwalił się córka zaraz po porodzie zabił jej matkę a ją samą krył przed światem. Niestety jej ciała nie znaleziono a cała sprawa wyszła na jaw dopiero po przeglądnięciu wszystkich zapisków leśniczego. Po przeczytaniu tego artykułu już dobrze wiedziałem przez jakie katusze musiała przechodzić ta dziewczynka gdy nagle jej duch zaczął poruszać się w stronę spiżarni. Stanęła na środku, nie wiedziałem co to ma znaczyć. Przecież to zwykła spiżarka. Oświeciło mnie po czasie że pod dywanem może się coś kryć, i rzeczywiście tak było. Było tam zejście do pomieszczenia.
To co tam odkryłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Otóż znalazłem tam ciało dziewczynki,które było dobrze zachowane,co jest dziwne po tak wielu latach. Była ona przypięta łańcuchem do ściany. Gdy zadzwoniłem po księdza i policje usłyszałem cieniutki głos który powiedział ”Dziękuję” duch małej dziewczynki znikł. Wtedy zrozumiałem o co jej tak naprawdę chodziło.
Komentarze (7)
I tak spokojnie i bez większych rewelacji toczyło się moje życie(bez spacji) , gdy pewnego dnia zawitała w nim kobieta. Była ona piękną blondynką o błękitnych oczach. Wiedziałem(,) że to ta jedyna(bez spacji) , o jej względy starałem się pół roku(, a kiedy) kiedy wreszcie mi się udało, zamieszkała ze mną(. Było) było nam strasznie dobrze ze sobą."
To jest twoje pierwsze opowiadanie, ale powiem tak... Ta historia jest strasznie przewidywalna. Motyw w niej zawarty opisany został już chyba na wszelkie możliwe sposoby i nie porywa niczym szczególnym. Brakuje ci mnóstwa przecinków, zdania są źle skonstruowane, mam wrażenie, że nie do końca znasz zasady pisowni języka polskiego.
Powiem szczerze, zanudziłam się na śmierć, czytając tę historię, pomimo tego, że w paru miejscach musiałam przystopować, by poprawnie przeczytać zdanie.
Póki co zostawiam 2
Dla mnie pierwszą barierą była ŚCIANA tekstu :( Już sam widok odstrasza. Pomyśl nad akapitami, może nawet jakimiś dialogami. Resztę skomentuję jak rozbijesz ten mur słów :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania