dzika krew w konstancinie
mój poeta szukał we mnie domu na letnie burze
w stolicy, na sztormy w gdańsku, na sztuczny cud
soliny. i pewnie bym uległa, gdyby nie dziki
w konstancinie.
wyszły wprost na ulice. całymi rodzinami.
ataki były szybkie i nieprzewidywalne.
wiedziałam, że świnie są bezduszne, ale nie sądziłam,
że aż tak spragnione krwi.
jedynie warchlaczki stały z boku, pilnie obserwując
zamach na bramę, jakby ucząc się rzemiosła.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania