dzika krew w konstancinie

mój poeta szukał we mnie domu na letnie burze

w stolicy, na sztormy w gdańsku, na sztuczny cud

soliny. i pewnie bym uległa, gdyby nie dziki

w konstancinie.

wyszły wprost na ulice. całymi rodzinami.

 

ataki były szybkie i nieprzewidywalne.

 

wiedziałam, że świnie są bezduszne, ale nie sądziłam,

że aż tak spragnione krwi.

 

jedynie warchlaczki stały z boku, pilnie obserwując

zamach na bramę, jakby ucząc się rzemiosła.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania