Dziesiąty krąg
Pachniała ziemią, słońcem i wiatrem. Kwietniową skibą budzącą się do życia, stęsknioną ziaren, marzącą o tchnięciu nowego istnienia w pierwiastki roślin. Niecierpliwą ruchu jaki w niej zapoczątkuje odwieczny cykl. Nagrzana ostrym, wiosennym słońcem i czekająca na osuszający powiew ciepłego wiatru. Pachniała przyrodą.
Trzymałem ją za rękę wędrując przez tą dziwną krainę. Czerwona trawa łąki zdawała się płonąć. Rozgarniana naszymi stopami ścieliła się z sykiem, jakby ogień gniewał się, że go depczemy. Pobliskie krzaki czarnego bzu okadzały duszącym zapachem słów, które mój mózg tłumaczył: Co robisz? Dokąd ją zabierasz? Jej miejsce jest zupełnie gdzie indziej. Zapłacicie obydwoje za tą podróż.
Czy słowa mogą mieć zapach? Mogą. Mogą mieć kolor, wyglądać różnie – dystyngowanie, jak we fraku i cylindrze lub nonszalancko, w podartych dżinsach i powyciąganym t-schircie.
Kocham cię – te mają wygląd wariata poprawiającego poły smokingu i zawiązującego sznurówki w starych adidasach. Są niebieskie jak jej oczy i otulają feromonami dojrzewającej szesnastolatki.
Masz trzydzieści parę lat.
Ja pięćdziesiąt.
Wąska i kręta ścieżka prowadzi pośród szmaragdowych wzgórz. To dziwne, bo obok nas przebiega szeroka, wygładzona droga, po której przesuwa się tłum ludzi. Dziwnie znajomych. I ty, i ja, rozpoznajemy twarze, kłaniamy się, machamy ręką na powitanie, a oni nic. Mijają obojętnie, albo patrzą z politowaniem lub ledwo maskowaną pogardą. Nie dla nas ta droga i akceptacja towarzystwa tłumnej podróży.
Chcecie kurzu, wybojów i szlabanów? Płacić myto na każdym skrzyżowaniu i tłumaczyć się z celu przed każdym pieprzonym policjantem zatrzymującym do kontroli? Oglądać się wiecznie ze strachem, bo może ktoś dogania, przeładowując w pośpiechu wielkie „magnum”? A znacie chociaż cel? - zdaje się pytać ich wzrok.
Tak i nie.
Nasza droga jest prosta i zawsze prowadzi we właściwym kierunku. Czemu nią nie idziecie?
Nie wolno nam. Łamiemy zasady ruchu. Ale jest piękna. Popatrzcie...
Na poboczu rosły przedziwne, tęczowe kwiaty. Splatały się jak dziki bluszcz. Rosły szybko owijając się łodygami, delikatnie muskając kosmkami. Drżały wtedy w jakiej ekstazie, obijały kielichami kwiatostanu, wydając srebrne dźwięki dzwonków. Nuty tęsknoty. Zapach tęsknoty. Wygląd tęsknoty. Piękne.
Dziwna kraina.
W oddali las. Mieszany. Pokręcone sosny, strzeliste buki pokryte raczkującą zielenią i strojne w iglaste suknie, jodły. Po wejściu do niego ogarnął ich zapach butwiejących liści i mokrego poszycia. Ale powietrze było kryształowe, samo pchało się do płuc. Docierając krwiobiegiem do mózgu odpalało pokłady dopaminy. Zamknąłem oczy i przytuliłem ją. Świat zredukował się do przestrzeni między naszymi ustami. Malutki, ale strasznie gęsty świat.
Czyjaś ręka na ramieniu spowodowała, że otworzyłem oczy. Stał przede mną brodaty mężczyzna w długiej szacie, skórzanych ciżmach i w śmiesznej cappucino z nausznikami.
Dlaczego tędy idziecie? Przecież jest wygodna droga?
Czasami trzeba iść trudniejszą.
Po co?
Żeby dojść do nieba. Tamta droga tam nie prowadzi. Jest drogą obowiązku, powszedniości i zasad. Można nią wygodnie iść, ale tam nie ma miejsca dla wariatów. I niepotrzebnie zakochanych.
I sądzicie, że ta was tam doprowadzi?
Tak.
Mężczyzna uśmiechnął się i podrapał po brodzie.
Czyż nie jest tu wkoło pięknie? Właśnie jak w niebie?
Rozejrzałem się zdumiony. No faktycznie, te drzewa, kwiaty, powietrze... Dwa różnobarwne słońca wiszące nad głowami...
Mężczyzna podniósł się.
Ruszajcie.
To dokąd w końcu prowadzi ta droga?
Do waszego miasta. Tam się jeszcze spotkamy.
Wszedł na drogę schylił się i podniósł dwa kamienie.
To na szczęście. Dopóki będziecie je mieli, będziecie razem.
Wzruszyłem ramionami.
Zwykłe, szare kamienie?
Nigdy nie wiesz co jest twoim szczęściem. Czasami najbardziej prozaiczna rzecz na świecie zamienia się w coś innego. Niech każde pilnuje swojego.
Ruszył w stronę lasu, ale przystanął na chwilę i obrócił się.
Aha, i nie śpieszcie się. Niebem jest ta droga, a nie cel.
Miasto też było dziwne. Stare kamieniczki połyskiwały czerwonymi dachówkami i mrugały znajomo szybami w skrzynkowych oknach. Odblask dwóch słońc wydobywał z nich witrażowe efekty. Tylko patrzeć jak się Madonny w nich będą ukazywać! Pomiędzy nimi wyrastały szare pudła socjalistycznych bloków z wielkiej płyty. Zadziwiający melanż starości i siermiężnej współczesności moich lat. Wszystko to pasowało jak pięść do nosa. Ulice też jakieś eklektyczne: kocie łby, kostka i za chwilę połatany asfalt.
Wszystko trochę znajome, trochę obce.
Przemykaliśmy wąskimi uliczkami z dala od głównych arterii i tłumów. Na widok przechodnia odwracaliśmy się do ciemnych ust bram lub przechodziliśmy na drugą stronę ulicy. Skąd ta niechęć i strach?
Czekał na nas na skrzyżowaniu. Cały czas w tym śmiesznym stroju, taki niedzisiejszy, stary, pachnący pleśnią i historią.
Chodźcie.
Weszliśmy w czeluść bramy i szliśmy tunelem. Ściskałem coraz mocniej jej rękę. Czułem jak staje się gorąca i mokra od potu. W ciemności widziałem oczy połyskujące białkami. Wielkie, wystraszone. Mnie samego ogarniał nieuzasadniony niepokój pełzający po trzewiach i przenikający falami do mózgu.
Wreszcie światło. Podwórko otoczone ścianami kamienic, drzwi na pierwszym piętrze i znajomy zapach zalewajki i smażonego schabowego.
Jesteś u siebie.
Wszystko mi mówiło, że tak. I nie. Znowu dziwne miejsce i uczucie. Wszędzie pełno luster i obrazów.
Rozgość się. To twój dom.
Stałem nie ruszając się.
Możesz mi trochę spraw wyjaśnić?
Jeśli tylko będę umiał.
Gdzie ja jestem? Co tu się dzieje? Nie znam tej pięknej krainy, niektórzy ludzie wydają mi się znajomi. Część twarzy pamiętam dobrze, niektóre jak przez mgłę, niektóre są całkiem nieznajome. Podobnie z otoczeniem. Część miejsc pamiętam, część, nie. Czegoś się boję. Wszystko tu trochę inne – piękne i straszne. Trafiliśmy do jakiegoś wybrakowanego nieba stworzonego przez psychodelicznego Boga?
Ty zostań – zwrócił się do niej – i poczekaj. Ktoś się tobą zajmie.
Poczekaj chwilę – Dotknąłem jej brzoskwiniowego policzka. Miała delikatny meszek jak ten owoc. Musnąłem go ustami, a on załaskotał delikatnie nerwowe końcówki warg. Przytuliłem dziewczynę do siebie jakoś tak mocno. Nie wiem czemu tak.
Spojrzałem w lustro i odsunąłem się gwałtownie.
To lustro... -wychrypiałem.
Tak?
Nie ma jej w nim. Jestem sam.
A co w tym dziwnego? To twój dom to i odbicie twoje. Ona zobaczy siebie w swoim domu. W swoim lustrze. Chodź już.
Wyjąłem z kieszeni kamień i położyłem go na szafce stojącej obok. Ona położyła swój.
Pierwszy pokój i lustro zajmujące całą ścianę. Naprzeciwko ogromny obraz Boscha „Piekło”. Poskręcane sylwetki w paroksyzmach bólu i strachu. Uwijające się diabły i porozrzucane narzędzia tortur.
Dziwny gust Boga. Nawet jak na wybrakowane niebo.
W krysztale zobaczyłem pochyloną postać w masce maszkarona. Sterczał z niej długi nos z drewna. Obróciłem się na pięcie i ten w lustrze zrobił to samo. A więc rzeczywiście odbicie.
A cóż to jest? Wyglądam jak jakiś Pinokio.
Jesteś Pinokiem.
Bo kłamię?
Bo kłamiesz i masz dobre serce.
W sąsiednim pokoju wisiało następne, oprawione w ciężką, złoconą ramę. Obok „Mapa piekieł” Botticellego. Znowu chaos postaci, porządek kręgów i szaleństwo kary.
W tafli mały, jasnowłosy chłopiec kuli się na śniegu pocierając zgrabiałymi palcami zapałki o draskę. Chwilowy płomień, trochę światła, ciepła i mrok. I znowu... i znowu. W pudełku tylko kilka zapałek.
Znam tego chłopca. Widuję go w moim albumie z dzieciństwa.
Tu coś się nie zgadza. Nie jestem dziewczynką. Marne nawiązanie do baśni.
A jakie to ma znaczenie? Tak samo marzysz w nędznym świetle zapałek. Tak samo marzniesz w ich złudnym cieple. A ile ich jeszcze masz w pudełku? Ty już nawet pudełka nie masz.
I tak wędrowaliśmy: Dali, Memling, Delacroix, Durer i Brzydkie Kaczątko, które nigdy nie stało się łabędziem, Kubuś Puchatek, który uwielbiał miód. Najlepiej pitny. Jaś skopany po tyłku przez puszczalską Małgosię, czy Kot w butach, mający wysokie mniemanie o sobie, a pozostający tylko wyleniałym futrem bez własnego przypiecka.
Krążyłem zafascynowany zapominając o wszystkim.
Doszliśmy do wielkiej jadalni. Oczywiście pełnej luster i obrazów. Na wielkim, dębowym stole stała błękitna zastawa. Z przyjemnością wciągnąłem w nozdrza zapach ulubionych potraw.
Gdzie ona jest?
Nie ma. Mój przyjaciel odprowadził ją do siebie.
Bez pożegnania?
Pożegnania są smutne. Po co więcej smutku, niż człowiekowi jest przypisane.
Potem ją znajdę.
Z kuchni dobiegał gwar znajomych głosów.
Kto tam jest?
Nie poznajesz? Twoja żona i dzieci.
Rozsiadł się wygodnie na krześle.
Dokończmy wyjaśnienia. Wszystko co widzisz i spotykasz, to twoje wspomnienia. Życia, snów, marzeń, przeczytanych książek, ulubionej muzyki. Niektóre są świeże i wtedy pamiętasz je dobrze, stare są wyblakłe i schowane za mgłą. Miejsca też są projekcją pamięci. Byłeś, śniłeś...
Chwileczkę. Niektórych nie znam na pewno. Nic mi nie mówią.
To jej świat wspomnień. Połączyliście je. Wyjątkowo silnie związało was uczucie. Ale to nie zmienia faktu, że jest niemożliwe. Ten świat czasu, w którym jesteśmy, też składa się z ludzi. A tam, gdzie są ludzie, obowiązują ludzkie zasady, normy, moralność czy obowiązek. Piękno nie zwalnia nikogo od ich przestrzegania. Nie chcieliście iść szeroką drogą z innymi, ale nie myślcie, że dzięki temu jesteście ponad nich.
Splótł ręce i położył je na blacie. W pobrużdżonej wiekiem twarzy widziałem konglomerat uczuć: stanowczości, rezygnacji i zamyślenia. Rozterki? Wątpliwości?
Gdzie ona jest?
Już mówiłem. W swoim domu. Z mężem i dziećmi. Jedzmy.
Znajdę ją.
Próbuj. Cuda zdarzają się niezależnie od miejsca gdzie jesteś. Nawet w krainie nieskończonego czasu, czasami zakrzywia się czas i przestrzeń. Tylko po co? Świat widział tyle rozstań, cierpień, łez, goryczy i trwa. Z waszym też będzie istniał.
A nasza miłość?
Tu nie ma to znaczenia. Mieliście swoje niebo. Mówiłem, że jest nim droga, a nie cel. Jedzmy, bo wystygnie.
W milczeniu zdjąłem pokrywki z zastawy. Kurwa mać! Zupa dyniowa i królik z brokułami! Nienawidzę tego!
Co jest? W cały domu tak pięknie pachniało!
Nic nie jest takie jak się wydaje. Nie tutaj i nie tobie.
Zerwałem się od stołu i pobiegłem do przedpokoju. Do dupy to wszystko. Muszę biec do niej. Tylko adres. Adres.
Jaki adres?
Stał za mną. Przygarbiony. W jego oczach widziałem współczucie.
Na szafce leżał kamień. Jeden. Nie był już szary. Lśnił niesamowitym blaskiem. Grały w nim załamania światła, refleksy kolorów iskrzyły ciepło, pieszcząc oko, wwiercając się w głowę i wywołując dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Czysty diament!
Co to jest?
Twoje najpiękniejsze wspomnienie.
Do dupy z takim niebem! - Szarpałem drzwi, które nie chciały się otworzyć. - Jest pięknie, kolorowo i przewidywalnie. A nic nie jest tak jak chcę. Nawet jedzenie. Nie chcę. Wsadź sobie gdzieś ten kamień. Ją chcę. Nawet Bóg nie może być takim popaprańcem, żeby stworzyć coś takiego... bezdusznego.
Złapał za moją rękę szarpiącą drzwi.
Niebo nie jest skrojone na miarę twoich oczekiwań, tylko tego co robiłeś. Zresztą... - Parsknął - To ty cały czas mówisz o niebie.
Wykonałem kilka głębokich oddechów. Nacisnąłem ponownie klamkę. Cholera, te drzwi otwierały się na zewnątrz!.
Dawaj adres.
Pokręcił przecząco głową.
To nie jest miejsce o jakim myślisz. Tu nie będzie dobrze.
To gdzie ja jestem, do kurwy, nędzy?!
W najgłębszej czeluści piekła. Nawet ja się nie odważyłem opisać tego kręgu... Aha, nie przedstawiałem się. Alighieri. Dante Alighieri.
Musiałem mieć strasznie głupią minę.
Nie ma nic gorszego, niż cierpieć w otoczeniu piękna, znajomych twarzy i miejsc. Mieć szczęście na odległość ręki i nie móc dosięgnąć. Dziesiąty krąg. Nazywa się „Niespełnienie”.
Dwa słońca pieściły moją twarz. Pod zamkniętymi powiekami wirowały kolorowe kręgi. Ludzie przemykali obok mnie, potrącając i mrucząc pod nosem, że blokuję przejście. Idźcie już. Omińcie i nie zwracajcie uwagi.
Ruszyłem przed siebie. Cuda się zdarzają. Nawet na samym dole piekła.
Komentarze (86)
Zjadło końcówkę.
poprawił
Przewijają się u Ciebie motywy w różnych odsłonach. Jak już pod ćmą pisałam pogranicze filmów Reremory i Odkrycie z 2017r. Zresztą ja bardzo lubię taką tematykę i co więcej skoro rodzą się w umysłach takie twory, śmiem twierdzić, że gdzieś tam istnieją. A i Alighieri super:) Jeszcze jedne skojarzenie ale to zaraz.
Do wizji piekła: najpierw trafiasz do nieba z daleka widzisz, czujesz, obserwujesz jak spragnieni spożywają posiłek, każdy ustępuje miejsca każdemu dzielą się nawzajem, dostajesz swoją porcję chcesz już się posilić i lądujesz w piekle, gdzie ktoś wyrwa twój kęs, wszyscy głodni, u tylko rozszarpują jedzenie, z rąk do rąk innych wciąż trafia. Incepcja też mi się skojarzyła, wogole mix różnych takich skojarzeń obrazów.
I jestem trochę może nawiedzona, ale tak jest tuż przed śmiercią, lub w ramach silnych bodźców ala psychoza przewija ci się całe życie osoby wspomnienia od dzieciństwa tych od których zaznaliśmy krzywd, cierpienia " nie dokonca wybaczonych" i później my my sami tam gdzie zawiniliśmy u innych, taki obraz raz kata raz ofiary, krąg energii wyzwalającego cierpienia co się poszerza na inne osoby u jest przekazywane dalej.
Poszczekam.
Tu jest pełno skojarzeń, a całość jest formą fantasagorii, więc stąd inny zapis dialogów, które po prostu mogły się nie wydarzyć.
Tak interesujący efekt uzyskałeś.
Szalenie dodupny.
Psychoza
Upierdliwa psychoanaliza.
Pokonać piekło własnego umysłu, myśli jak rak.
Piękny diament ;)
Takie czasami może być życie.
Zpewne na wasne życzenie i nie mam do nikogo pretensji.
I do szafa piekielnegi i do dyrektora niebios.
Co sobie zafndowałem, to opisuję jak umiem.
Co innym - to można im współczuć.
Nie ma szans.
Dziesiąty krąg.
Aż odkopie coś takie sobie ale niegdyś moje.
Dawajtje.
Tak mi się skojarzyło po Twoim tekście.Zaraz będzie wisieć.
Net mi się kończy o północy.
Jest na głównej liście wisi. Skojarzenie chyba dobre?
Witam.
Bardzo mi sie podoba ten tekst; czytalam sobie juz dwa razy, odkad sie pojawil. Juz sam pierwszy akapit mnie urzekl specyficzną, dopracowaną estetyką. Ja tak mam, ze lubie dłubać w tekscie, i czasem ta strona ornamentyki slownej wydaje mi sie ciekawsza niz sama tresc.
Tutaj sa przepiekne opisy.
O, to jest np. bardzo udany moim zdaniem fragment:
'Czy słowa mogą mieć zapach? Mogą. Mogą mieć kolor, wyglądać różnie – dystyngowanie, jak we fraku i cylindrze lub nonszalancko, w podartych dżinsach i powyciąganym t-schircie.'
Do tego calosc pracy okreslilabym jako tajemniczą, a to mnie zawsze przyciaga. I albo jest to tekst dosc osobisty, albo udatnie zbudowano taki wlasnie, troche zamkniety nastroj.
Jest tez symboliczno-onirycznie, troche basniowo. No, doczekalam sie czegos na miare tego-mojego-Twojego-ulubionego - "Trzech bulek i serka".
"muskając kosmkami. " - kosmykami* ?
"Wszedł na drogę schylił się i podniósł dwa kamienie." - rozwaz dodanie przecinka po 'drogę'.
Obejrzalam sobie tez te obrazy, ktore wisialy w domu :).
Ten fragment takze bardzo mi sie spodobal:
'A jakie to ma znaczenie? Tak samo marzysz w nędznym świetle zapałek. Tak samo marzniesz w ich złudnym cieple. A ile ich jeszcze masz w pudełku? Ty już nawet pudełka nie masz.'
"Próbuj. Cuda zdarzają się niezależnie od miejsca gdzie jesteś." - przeciwnek przed 'gdzie', ale cale zdanie troche nie brzmi. Miejsca, w ktorym jestes - tak byloby wg. mnie zgrabniej.
Koncowka taka..nadziejna.
Bardzo mi sie podobalo. 5.
Dzięki e make.
To faktycznie osobisty tekst, gdzie zdarzenia wbudowane są w fantasmagorię.
Uważm go za jeden z moich najlepszych, więc pewnie dlatego przeszedł tu raczej bez echa.
Pozdro :)
za chwilę pękniesz z tej pychy i będzie smród
Cześć betinka :)))
Dołożyłaś jż punkty :)))
Kurde, to obrazek Eki !!!
Niemożliwe!!!
Na takim poziomie Eka nigdy nie fnkcjonowała.
Ale obciach!
Proza do kału, dupy,Digart na opowi, gówno, gówno i jeszcze raz samo gówno! Puszczyk dami ci cztery i nie jojcz. Spuszczasz się nad każdym anonimem i każdym trollem, A wszyscy mają w dupie jedynki, czy to Twoje, czy kogokolwiek i trole to też sraka. Chcesz podyskutować? Zajrzyj do sms ... jaki chcesz, albo zadzwoń na tel zaufania.... coś poradzą.
Pozdrawiam... Kropeczkowo ::))
Cześć.
Kolejny hejt się pojawił.
Uzasadnij, baranie.
Po co produkujesz te bzdury?
Ty nawet myślenie masz do bani. I tak to nie trafi do Biblioteki Jagiellońskiej.......
Pozdrawiam.
Debil.
Pięknie zasadnił.
nawet nie umiesz odpisywać na komentarze, bo masz galaretę zamiast mózgu
Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba.
Pozdrawiam. Dziesięć.
A, i pisze się UZASADNIŁ.
Jednak debil. :)
Taki z gatunku klinicznych.
Fajnie się tu rozmawia o literaturze.
Uzasadniłaś, Eka?
Ja naprawdę uważałem Cię za kogoś na dużo wyższym poziomie.
Dla mnie już nie istniejesz, to możesz tylko te jedynki anonimowo dawać, bo na tyle Cię stać.
Daj spokój, przecież to nie Eka.
pudło ja jestem córką Betti
składanie boskie z tobą Mireczku
Tjeri, spójrz na awatar.
puszczyk myślisz, że tak trudno ukraść czyjś awatar?
Nuncjusz w Internecie takich awatarów w brud
Ale puszczyk jest za cienki bolek
betinka pozdrów mamę :)
Nuncjusz nie omieszkam i dziękuję w jej imieniu
No komment
jesteś malutkim fiutem
Fakt :) 13 centymetrów :)
Mały ale wariat
13 jest pechowa
Im mniejsze,tym bardziej nerwowe...
A życia nie znasz i narodu tutejszego?
Równać zawsze trzeba w dól.
Urodziłem się 13, w piątek i o 13.
Reflektujesz skarbie na na te cyfry? :)))
Kufa, taki pech na starcie! i dziwić sie że i tu go prześladują :)
Pozdrawiam więc serdecznie :)
puszczyk, a może ty masz lustro powiększające w łazience
puszczyk powiedz mi dlaczego ty jesteś taki osobnik narcystyczny
Bo jestem dobry i się znam na pisaniu.
To proste jak trzynastka na fiucie.
Skoro jest tu tak źle, to wytłumacz mi bezmyślnemu, tak prosto jak potrafisz najlepiej, po kiego tu się tak męczysz? Pozdrawiam maluczkiego, a wielkiego duchem.
naucz się wreszcie odpowiadać jak tutejszy zwyczaj obowiązuje
na fiuteczku. ..
hahaha!!!!!
puszczyk Przeca pisze.
Problem polega nie trafianiu w beton intelektualny, ale jak to uczynić takim trzynastocentymetrowcem?
Przeraża mnie skala zjawiska, oni chcą tylko duże!
Podobać się nie nie musi, ale ... Prawo czytelnika
Ale nie myśleć o tym by mogli :)
nikt nie chwali, trzeba samemu się pochwalić
betinka od dzis jestem puszczykiem!
hahahaha wodnym
poszedł sprawdzić 13
betinka nooo.
akwamen ja będę sową
betinka znudzili mi sie inni, ale on jest kapitalny ! paczajcie jak jestem, mądry i piękny! Czytajta me, barany! i Uczta sie!
akwamen barany idą i męczą, a Andrzej się bawi
autokorekta beczą
akwaMEN, kolejna tożsamość?
To smutne, dwie pierwsze portalowe damy, wrażliwe na krzywdę innych, na szykany, na ataki, zawsze gotowe wyrazić "życzliwe" uwagi prosto ze swych dojrzałych serduszek, tak ostro przeciwne gównoburzom.... Brawo, drogie panie. Brawo. Gratuluję wam tej "dojrzałości". Taki sens w tym pisaniu, jak i w waszych komentarzach. Żenada.
Blanka nic nie jest takie jak wygląda, moja droga, Potrójne gry są w modzie, ;)
akwamen tylko bez trójkątów
Blanka To kretynki hejtowe, a mnie czasami ponosi.
betinka ja zawsze w trójcy jestem. I zawsze mnie widzą innym niż jestem, a światek nasz taki duży :)
Blanka Ty też się pięknie maskujesz
betinka, chcesz podyskutować? Zapraszam do mnie.
Blanka a gdzie?
Na tym polegau urok troli.
Nie ma z kim i gdzie,ale jak pięknie są obecni np. u mnie.
To tylko zawiść, ale jakże patologiczna.
puszczyk Bo jesteś taki idealny i fantastyczny, tylko cię żreć łyżkami, gdy się chwalisz.:
betinka, masz do dyspozycji cały profil, kilka tekstów, jeśli jakiegoś jeszcze nie komentowałaś, zapraszam.
Blanka ja rzadko komentuję, coś kiedyś na poczatku, a tym bardziej u ciebie.
Więc nie porozmawiamy
Bo nie ma z kim.
Nic nie masz mądrego do powiedzenia,
Zwykły hejt.
Tutejsze zwyczaje są fatalne.
Zawsze piszę o jakości literatury, a nie o osobie.
To oczywiście subiektywne zdanie, ale nie dam się wciągnąć w personalia.
Tak zrobił Nachszon, za co on powinien wylecieć.
Oceniać za autora, nie za tekst?!
Nie oceniać, bo autor...?
Kompletna durnota.
Wam też kochane trole dziękuję za wizytę i ocenę emocjonalną i merytoryczną tekstu.
Już wiem, kto tak pięknie grasuje pod moimi tekstami.
A za co ty wyleciałeś?
A on i stąd pewnie pójdzie, a anonimy zostaną.
Wystarczy napsać - Nie podoba się, bo... a więc nie podoba sie.
Po prostu szkoda dobrych mózgów do złej gry. :)
Puszczyczku napuszony , my też cię kochamy. Zobacz jakie pikne jesteśmy oba dwa!
akwamen mamusia kuwa mi mówiła, żebym z chłopakami się nie bawiła i do tego 13
betinka ale z takim piknym i mundrym to chyba można by, co? tylko te 13... a kto zastąpi 13?
Ale może to poetycka metafora? :)))
puszczyk pozdrawiak
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania