Dziwne Słońce - krótko
Słońce zaczęło się wygrzebywać zza horyzontu. Dźwigało swoje gorące, kuliste ciało, na cienkich jak nitkach promieniach. Lecz owe podnośniki były stanowczo temu przeciwne. Nie miały ochoty dźwigać takiego ciężaru. Wolały sobie pospać. Ale gdzie tam. Żółta tarcza była uparta jak kosmiczny osioł. Nie dawała im spokoju. Wykukiwała rytmicznie nad gładkie morze, lecz po chwili się cofała, gdyż nie mogła dojść do ładu z tymi… sznurkami światła.
Małpolud siedział na plaży. Mimo, że głupi, to nie bardzo wiedział, co tam się po drugiej stronie wyprawia. Gdyby był mądrzejszy, to by doszedł do wniosku, że po prostu słońce wschodzi, ale tak jakoś dziwnie. Jakby chciało a nie mogło. Po chwili przyszła cała chmara, jemu podobnych osobników. Bo wiadomo: co nie jedna głowa wypowie, to ta druga dopowie. Co pierwszy nie obaczy, to ten drugi wypatrzy. Aczkolwiek z mówieniem, było tu raczej krucho. Takie jakieś pomrukiwania, co prawda gramatycznie poprawne, ale literki jakieś upośledzone, w sensie ich zrozumienia.
Największy z małpoludów, popukał palcem włochate czoło, drugą ręką wskazując Słońce. Pozostałe też popukały, drugą ręką pokazując jego. Widocznie nie zgadzały się z wyrażoną opinią. Lub tak po prostu, uczyniły to dla jaj. A poza tym wiedziały, że to coś wielkie żółte, w końcu nad to wielkie mokre się wzniesie. Po chwili, największy ów gest powtórzył. Inni też powtórzyli, tak jak poprzednio. Widocznie mgliście wiedział coś, o czym inni nie wiedzieli… lub zapomnieli.
Nagle zza krzaków dobiegły na plażę zdenerwowane zdania:
– Wy durnowate czubki. Czy wam ktoś rozum maczugą powytrącał? To ma być kręcenie filmu? Coście tym statystom dali?
– To co pan reżyser kazał.
– Kazałem trochę… tak niewinnie. Żeby się wczuli w rolę małpoludów.
– Przecież się wczuli.
– Akurat… wczuli. Są święcie przekonani, że nimi się stali. Nawet mówić zapomnieli. Zaczęli się czochrać, bębnić o klaty, na makiety drzew włażą.
– Przynajmniej jest tak prawdziwie.
– Jak nas rodziny do sądu podadzą, to dopiero będzie prawdziwie.
– Może nie zauważą różnicy. A poza tym tak miało być. Patrzą i patrzą w dziwne Słońce… żeby wreszcie koło wymyślić. Chociażby z nudów. Tak stało w scenariuszu.
– Co teraz zrobimy z tą całą bandą. Jeszcze nas zaatakują. Stoimy na ich terenie.
– Ależ kochany reżyserze. Poczekajmy. Kręćmy dalej. Za chwilę koło wydedukują.
– W dupie mam koło. I wyłączcie wreszcie ten cholerny hologram!!!
– Jak wyłączymy, to się obrócą i nas zauważą.
– Niech zostanie włączony. Zbierajmy się stąd.
– A rodziny?
– Jeżeli ich prawdziwie miłują, to zaakceptują każdą wersje.
– To może być trudne.
– Taa… szczególnie dla nas.
Komentarze (8)
Tak mi się teraz skojarzyło, mój syn lat cztery :
- a wiesz co to kosmoslonce mamo?
- nie...
- właśnie je wymyśliłem. To takie słońce, które robi że jest ciągle lat :)
Pozdrawiam 5
Masz ogromne skoki stylów, tematów, od poezji do prozy. Zdaje się, że to nie ma znaczenia, bo wyobraźnia daje czadu.
Godne podziwu.
Nie jestem pewna, czy brałeś udział w TW?
Nie chciałbyś?
Tak, po prostu, z ciekawości.
"Po chwili przyszła cała chmara, temu podobnych osobników. " — jemu podobnych — mi się widzi, ale pewności nie mam
"– W durnowate czubki." — Wy — literówka chyba się wkradła
"– Co teraz zrobimy z tą całą bandą . " — niepotrzebna spacja przed kropką
Fajne, takie luzerskie podejście do opowiadanej historyjki ;))
Mam wrażenie, że czytałam kiedyś coś podobnego. Nie wklejałeś już raz tego opowiadanka tutaj? A może to jednak najprawdziwsze dejavu ? ;) Pozdrowionka
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania