"Dzwięk spod ziemi"
Życie bywa okrutne i nieprzewidywalne. Jednym z jego nieodłącznych elementów jest śmierć. Choć każdy z nas zdaje sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie jego kres, nie posiadamy takiej mocy sprawczej, by go przewidzieć. Owszem, słyszymy o ludziach, którzy targnęli się na swoje życie, przerywając swoją ziemską egzystencję. Jednak nawet wtedy sam moment tej decyzji najczęściej bywa impulsywny.
Jedyne, czego oczekiwalibyśmy od losu w tej kwestii, to spokojnej i bezbolesnej śmierci - o ile w ogóle można ją tak określić. A przy tym chcielibyśmy pożyć jeszcze dobrych kilkadziesiąt lat. Gdy przez myśl przelatuje nam kwestia śmierci, najczęściej chcemy uniknąć tej tragicznej. Choćby dlatego wielu z nas obawia się latania samolotem. Lista możliwych scenariuszy jest długa – i już sama ich wizja potrafi wywołać gęsią skórkę.
W dzieciństwie usłyszałem historię, której nigdy nie chciałbym doświadczyć. Historię o śmierci… która okazała się czymś znacznie gorszym.
Pamiętam, że tamtego weekendu odwiedziła nas babcia. Spędzaliśmy spokojny, rodzinny wieczór. Od słowa do słowa rozmowa zeszła na choroby, a chwilę później coraz częściej pojawiało się słowo „pogrzeb”.
Choć byłem zajęty zabawą, wyłapywałem większość wątków. Nagle zrobiło się ciszej. Zdziwiony, nastawiłem uszu.
- Pamiętam, mamo, jak kiedyś już o tym wspominałaś… - powiedział tata. - Do dziś mam dreszcze.
- Mnie aż wtedy wstrząsnęło - dodała mama - To wydarzyło się naprawdę?
- Jak najbardziej. Dobre dwadzieścia lat temu - odpowiedziała babcia. - I masz rację, Jurek… kiedy do tego wracam, wciąż mnie to przeraża. Nie wyobrażam sobie takiej śmierci.
Nie wiedziałem jeszcze, co tak bardzo poruszyło moich rodziców, ale ich reakcja wystarczyła, by poczuć niepokój. Coś ścisnęło mnie w brzuchu.
Byłem zły, że ominął mnie początek tej historii. Chciałem jak najszybciej zaspokoić ciekawość.
I długo nie musiałem czekać.
- Że jak? - odezwała się nagle moja starsza siostra - Babciu, powtórz to proszę. Muszę to sobie jeszcze raz poukładać.
Babcia westchnęła lekko.
- Dziewczynę trafił piorun.
Już to jedno zdanie wprawiło mnie w osłupienie. Wyobraźnia zaczęła pracować niemal natychmiast.
- Próbowała schować się przed burzą, ale nie zdążyła. Lekarz stwierdził śmierć na miejscu… ale w tym wszystkim nie to było najgorsze.
Zamarłem.
Co może być gorszego od śmierci od uderzenia pioruna?
–-Jakiś czas później odbył się jej pogrzeb - kontynuowała babcia - Nie pamiętam już dokładnie, czy tego samego dnia, czy następnego ranka… W każdym razie, do grobu obok przyszły dwie starsze kobiety. I wtedy usłyszały coś dziwnego.
Początkowo to zignorowały. Ale dźwięk nie ustępował. Zaczęły się rozglądać… aż w końcu zrozumiały, skąd dochodził.
Ze świeżego grobu.
Zamarłem. Gdyby ktoś wtedy na mnie spojrzał, zobaczyłby szeroko otwarte oczy, bladą twarz i usta, które nie potrafiły nic powiedzieć.
- To straszne… - wyszeptała siostra. - Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić.
- Pobiegły po pomoc - mówiła dalej babcia. - Na plebanię. To było kawał drogi, więc zanim ksiądz i grabarze dotarli na miejsce, minęło trochę czasu. Odkopali grób… otworzyli trumnę…
Zamilkła na chwilę.
- I zobaczyli coś, czego nie da się zapomnieć.
Wszyscy czekali w milczeniu.
- Ciało dziewczyny było powykręcane. A palce… miała pogryzione aż do kości.
Nikt się nie odezwał.
- Po czasie ustalono, że lekarz się pomylił. Dziewczynę pochowano żywą. To były inne czasy… wystarczyło stwierdzenie zgonu na miejscu.
Słowa babci brzmiały spokojnie. Zbyt spokojnie.
- Musiała się obudzić już w trumnie. I próbowała się ratować.
Dwie kobiety usłyszały. Zareagowały.
Ale było już za późno.
Gdy babcia skończyła, rozmowa toczyła się dalej, ale ja już jej nie słyszałem. Coś mnie odcięło. Siedziałem w miejscu, nie wiedząc, co zrobić. Czułem, jak ściska mnie w środku. Było mi niedobrze.
Przez wiele tygodni ta historia wracała do mnie w myślach. W snach. W ciszy.
Po latach zapytałem babcię o nią ponownie. Opowiedziała ją niemal identycznie. I potwierdziła, że wydarzyła się naprawdę.
Dodała też, że podobnych historii z dawnych lat było więcej. To przeraziło mnie jeszcze bardziej. Bo jedno pytanie nie dawało mi spokoju:
kiedy i w jaki sposób odejdziemy z tego świata?
Ale obudzić się we własnej trumnie… to chyba jedna z najgorszych śmierci.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania