Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Ebe ebe

Obudziłem się o 17. Był luty wiec za oknem było już ciemno. Nie chciało mi się wstawać. Od kilku dni czułem jak bym miał depresje. Nie wiem czy to przez narkotyki czy alkohol, pewnie przez jedno i drugie. Kiedy człowiek zalicza balangę co weekend a w tygodniu skupia się tylko na tym żeby ogarnąć jakieś piguły albo mdma. Zycie ma sens dopiero w piątek na te kilka minut przed wejście do klubu. Te parę chwil po zjedzenia bombki albo pixa. Ale nikt nie mówi o ty co jest potem. Jak kiedyś powiedział pewien raper. Jakie są walory jazdy bez trzymanki? Ziomek kozackie wieczory bolesne poranki. Każdy kto wejdzie w to gówno wie o czym mowie. Ale wracając do tematu. Obudziłem się cały mokry, chociaż w pokoju było zimno. Zapaliłem szluga na łóżku. Zawsze kiedy odpalam pierwsze peto z rana kreci mi się w głowie. Poszedłem do łazienki żeby wziąć prysznic. Patrząc w lustro zastanawiałem się kim jest ten typ z odbicia? Czy to ja? Czy to jeszcze ja? Kim tak naprawdę jestem? Niby zwykły 19 letni chłopak, a jednak zawsze czułem się jakiś inny. Nie zrozumcie mnie źle nie jestem jakimś dziwakiem. Mam znajomych, dziewczynę a nawet kilku dobrych przyjaciół. Tak czy inaczej bez wątpienia jestem trochę popierdolony ale nie przeszkadza mi to. Dzięki temu życie staje się przygoda. Co prawda idzie się przez nie, a raczej leci przez ciasne zakręty i łatwo w cos przypierdolić ale jest ciekawie. Reszta dnia była leniwa. Zapaliłem kilka gibonów i oglądałem cos na netflixie. Chyba jakiś film o gangsterach. Uwielbiam takie filmy. Dzieciaki spytane o to kim chcą zostaw w przyszłości zwykle odpowiadaj ze chcą być policjantami, strażakami albo lekarzami. Ja od dzieciaka chciałem być gangsterem rodem z lat 20. W szykownym garniaku z coltem1911 za paskiem spodni. Z piękna kobietom u boku w najlepszych knajpach sączyć najlepsze wheeskie. A wieczorami liczyć hajs z obrotu na biznesach mojej rodziny. Trochę nie pykło bo studiuje dziennikarstwo. Kiedy już miałem się położyć zadzwoniła komora, to był mój ziomek D. Kiedy odbierałem nie sądziłem ze ta noc spierdoli mi cale życie. Ustawiliśmy się pod moim blokiem. D był fura wiec zgarnął mnie stamtąd. Swoja droga miał zajebista brykę. To była honda prelude 5 generacji z silnikiem2.2 pod maska. Kiedyś opowiadał mi ze zrobił w niej mały tuning, zresztą wystarczyło się przejechać żeby poczóć ze ma buta. Na dzień dobry rzucił żeby usypać 2 szczury. Wysypałem wiec trochę siupy z samary i karta usypałem kreski. Zjedliśmy i spytałem.

-Co jest typie co chcesz robić?

-Pojedziemy w jedno miejsce i odbierzemy łakocie, musze mieć kogoś kto będzie stal i groźnie wyglądał

-Hahha i wybrałeś mnie?

-Eee tam nie pierdol, to i tak będzie szybka akcja a poza tym wpadnie ci cos do kiermany i do dilki

-No jak tak to spoko. Co kupujesz, siupe?

-Nie, stary, lepiej, kokosy

-Pierdolisz

-Bez kitu, G polecił mi ziomka, cały miesiąc odkładałem sos, podobno przyleciał prosto z Kolumbii

-Ja jebie to pewnie będzie nieźle klepać

-dobra to pierdolnij basem i lecimy

Odpalił radio w furce i ruszyliśmy. Amfa zajebiście dobrze komponuje się z trancem i nocna jazda po mieści. Zanim dojechaliśmy na miejsce czułem się jak Bóg. Kiedy dojechaliśmy na miejsce zjedliśmy jeszcze po malej. Z naprzeciwka zobaczyłem nadjeżdżający samochód. Zapaliłem fajkę i już chciałem wysiadać ale d złapał mnie za ramie i powiedział.

-Czekaj jeszcze jedno

-Niby co?

Otworzył schowek i wyciągną z niego klamkę. Trochę się zdziwiłem ale nie czułem strach. Szczerze mówiąc byłem podekscytowany. Zawsze lubiłem i pasjonowałem się bronią. Byłem kilka razy na strzelnicy a jako dzieciak bawiłem się w ASG.

-Co mam z tym zrobić?

-nic, ale w razie w lepiej mieć

-Czemu ty jej nie weźmiesz

-bo ty lepiej strzelasz

Ciężko było się nie zgodzić wiec po prostu zabrałem gnata. Wypiąłem magazynek i parę razy przesunąłem zamek żeby sprawdzić czy wszystko bangla jak trzeba. Następnie wpiąłem maga, wprowadziłem kule do komory i zabezpieczyłem bron. Swoja droga do teraz nie wiem co to był za model. Ale kształtem przypominało p83. Mały polski pistolet kalibru 9x18. Wyszliśmy naprzeciw dilerom. Bron umierała mnie w dupę bo miałem ja za paskiem spodni. Czułem się jak w jakimś filmie. Facet od kokosów zapytał czy mamy siano. Na to D wyciągnął z pod pazuch gruba jak Magda G. kopertę i pomachał mu nią. Kurwa, była na prawdę gruba. Ile on tego chciał kupić, kilo? Na widok koperty typ obleśnie się uśmiechnął, Było ciemno ale widziałem jak jego złote zęby błyszczą w słabym blasku miejskich lamp które były w oddali.

-macie towar (zapytał D.)

Na co typ skinął na swojego człowieka w samochodzie. Ten wyszedł z foliowym workiem z lewiatana i dal go złoto zębnemu. Wymienili się. Hajs za dragi, dragi za hajs. D sprawdził jeszcze czy nie wala w chuja i czy to nie jakiś proszek do pieczenia albo soda. Włożył mokry palec do wora i wklepał troszkę proszku w dziąsła. Porozumiewawczo kiwnął głową do dilera i wszyscy wróciliśmy do swoich samochodów. Wypuściłem powietrze i powiedziałem

-ja pierdole

Na co d wzruszył ramionami i powiedział

-no co, normalna akcja

Potem się roześmiał i zbiliśmy pione.

-to co po jednej za udana transakcje

-no jasne (odpowiedziałem)

Byliśmy nieźle nabuzowani, przynajmniej ja. I przez dragi i przez udana akcje. Co prawda nigdy nie robiłem czegoś takiego ale czułem się jak zawodowy bandzior z kilkoma trupami na koncie i stabilna pozycja w pół świadku. Jadać przez miasto podkręciłem vol w radiu i nawijałem pod swój ulubiony hip-hopowy kawałek. Zanim D odwiózł mnie na kwadrat kupiliśmy jeszcze parę piw na stacji. Postanowiliśmy zrobić sobie małą balangę. Było już trochę późno, no ale co nas to obchodziło. Dojehaliśmy do mnie, balanga trwała nie pamiętam do której, ale kiedy się kładłem było już jasno. Po mimo całego spidu jaki wpierdoliłem zasnąłem niemal od razu. Pewnie przez ten cały alkohol. Mówiłem ze kupiliśmy parę piw, ale one szybko się skończyły a ja miałem jeszcze prawie pełne 0,7 w zamrażalniku. Tak wiec wciąż nachlany obudziłem się koło 14. Złapałem za butle krupnika i pociągnąłem kilka łyków. Od razu lepiej. Zawsze, jeśli tylko mogę lubię walnąć klina rano. To naprawdę strasznie pomaga. To i posypanie malej z rana. Żadna tam kawa. Nie pamiętam kiedy w ogóle poczułem się pobudzony po kawie. Nie wiem może po prostu to na mnie nie działa. D już nie było co trochę mnie zdziwiło. Szybki rzut oka na komórę rozwiał zdziwienie. SMS od D:

„Zwinolem sie zostawiam u ciebie kokosy wpadne po nie wieczorem”

Spoko, pomyślałem ale wypadało by to gdzieś zakitrać bo może być lipton jak ktoś wejdzie a tu na widoku wór z kokaina. Włożyłem wiec to do szafy tam gdzie zwykle trzymam przypal. Nagle poczułem się cholernie głodny. W końcu nie jadłem nic od 2 dni. Zajrzałem do lodówki, Tak jak myślałem była pusta. Oprócz słoika z majonezem, dżemem i butelki wody nie było tam nic. Chlebak też pusty. Trzeba było iść do sklepu po jakąś szamę. Tak wiec zrobiłem. Wizyta w osiedlowym Lewiatanie zajęła mi jakieś 23 min, tak na oko. Kiedy wracałem do mieszkania już z daleka widziałem niebieskie lampy na parkingu przy moim bloku. Nie sądziłem ze ta dyskoteka na osiedlu to z mojego powodu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania