Echo przeznaczenia
Deszcz dudnił o dach starego samochodu, kiedy wjeżdżaliśmy w mglistą dolinę otoczoną przez ciemny las. Droga wiodąca do Ravenshade była wąska i kręta, a światła reflektorów ledwo przebijały się przez gęstą wilgoć unoszącą się w powietrzu. Niebo miało kolor popiołu, a ciężkie chmury zwisały nisko nad ziemią, jakby przygniatały całe miasteczko. Mimo tego, że sama sceneria wydawała się nieco zniechęcająca, a krajobraz smutny, czułam dziwne napięcie, które z każdym kilometrem rosło. Jakby coś czekało na mnie, czekało tuż za rogiem, gotowe, by mnie zauważyć. To uczucie nie opuszczało mnie, od kiedy przekroczyłam granice miasteczka.
Ciotka Elise prowadziła pewnie, choć jej dłonie zaciskały kierownicę mocniej, niż było to konieczne. Spojrzałam na nią ukradkiem, próbując wyczytać coś z jej twarzy. Od śmierci mamy nie widziałam jej od lat, a teraz miałam zamieszkać w jej starym, skrzypiącym domu na wzgórzu. W Ravenshade nie było niczego, co mogło mnie zatrzymać. Nie było nikogo, kto na mnie czekał. Przynajmniej tak myślałam. Jednak dziwne uczucie niepokoju nie pozwalało mi uwierzyć w tę myśl. Coś było nie tak z tym miejscem, czułam to w kościach.
— Dużo się tu zmieniło? — zapytałam, bardziej dla podtrzymania rozmowy niż z prawdziwej ciekawości.
Ciotka zerknęła na mnie przelotnie, jej twarz była poważna, a oczy jakby pełne ukrytych myśli. Wyglądała na zmęczoną, chociaż nie chciałam tego wyjawić na głos. Pamiętałam ją jako osobę silną i pewną siebie, ale teraz była czymś bardziej skrytym, z jakimś cieniem, który zdawał się unosić wokół niej.
— Nie. Ravenshade jest... odporne na zmiany — odparła, a w jej głosie zabrzmiała nuta czegoś, czego nie potrafiłam od razu rozszyfrować. Była to mieszanka melancholii i rezygnacji, jakby ciotka wiedziała coś, czego ja nie chciałam jeszcze poznać. Jej odpowiedź była krótka, ale miałam wrażenie, że nie mówiła całej prawdy. A może to po prostu ja zaczynałam widzieć więcej w jej słowach, niż naprawdę było tam zawarte?
Odwróciłam wzrok w stronę okna. Minęliśmy drewniany znak z wyblakłym napisem „Witaj w Ravenshade". Litery były lekko starte, jakby ktoś celowo próbował je zamazać. Pod nim widniało coś jeszcze, jakby ostrzeżenie, ale zanim zdążyłam je przeczytać, samochód wstrząsnął na wyboju, a deszcz rozmył obraz. Moje serce na chwilę przyspieszyło, jakby coś naprawdę złowrogiego prześlizgnęło się tuż obok. „To tylko moje wyobraźnia" — próbowałam sobie wmawiać, ale czułam, że to miejsce miało w sobie coś, co trudno było opisać słowami.
Wkrótce wyjechaliśmy na główną ulicę. Stare, ceglane budynki stały przy niej jak nieruchomi strażnicy, a światła w oknach były przytłumione, jakby mieszkańcy bali się, że ich blask przyciągnie niepożądane spojrzenia. W powietrzu unosił się zapach mokrego asfaltu i czegoś jeszcze — ledwie wyczuwalnej woni, która przyprawiła mnie o dreszcz. Jakby dymu. Albo popiołu. Czułam, że te zapachy były nienaturalne, a atmosfera wokół mnie gęstniała. Moje serce zaczęło bić szybciej, nie ze strachu, ale z niepewności. To miasto nie chciało być zapomniane.
Gdy samochód zatrzymał się przed wysoką bramą, poczułam, jak coś ściska mnie w żołądku. Dom ciotki Elise wyglądał jak żywcem wyjęty z innej epoki. Wysoka, gotycka fasada, pnącza oplatające kamienne ściany i ogromne, ciemne okna, które przypominały puste oczy. Wnętrze przywitało mnie chłodem i zapachem starego drewna. Czułam, że nie mogę pozbyć się wrażenia, że ten dom kryje tajemnice. Tak jakby każdy szelest w tej posiadłości mógł wyjawić coś, czego nie chciałam wiedzieć.
— Jutro pokażę ci szkołę — powiedziała Elise, prowadząc mnie na górę. — Ale dziś... dziś po prostu odpocznij.
Nie odpowiedziałam. Czułam, że w tym miejscu odpoczynek będzie niemożliwy. Cała moja uwaga była skupiona na otaczającej mnie atmosferze, na cichych dźwiękach, które wydawały się dochodzić z samego wnętrza budynku. Z każdym krokiem czułam się coraz bardziej nie na miejscu. Moje serce biło nierówno, jakby w powietrzu unosiło się coś niewidzialnego, czego nie dało się zignorować. Coś w tym domu nie dawało mi spokoju.
Zanim ciotka zniknęła za drzwiami swojego pokoju, rzuciła mi tylko ostatnie słowa: „Pamiętaj, to miejsce ma swoją historię. Nie wszystko, co tu zobaczysz, jest tym, czym się wydaje". Zrozumiałam, że jej słowa miały na celu przestrzeżenie, ale w tym momencie nie wiedziałam, co dokładnie miała na myśli. Noc zapadła szybko, a światło z lampy w pokoju nie zdawało się rozpraszać ciemności, które zdążyły zawładnąć tym miejscem.
Obudził mnie szept.
Nie byłam pewna, czy to był tylko wiatr, czy coś więcej. Przez chwilę leżałam nieruchomo, wsłuchując się w ciszę. Deszcz ustał, ale w powietrzu wciąż czuć było wilgoć. Zegar na ścianie tykał jednostajnie, a poza tym nic nie zakłócało spokojnego, upiornego milczenia. Przeciągnęłam się powoli, czując, jak zimne powietrze dotyka mojej skóry.
Wstałam i podeszłam do okna. Na ulicy nie było nikogo, tylko latarnie rzucały blade światło na mokry bruk, który lśnił jak lustro. Atmosfera była dziwna — jakby wszystko, co normalne, zostało wymazane przez deszcz, a to, co zostało, było... inne. Przeszłam przez pokój, niepewna, czy mam wstać, czy zostać w łóżku. W mojej głowie kłębiły się sprzeczne myśli.
A potem go zobaczyłam.
Chłopak stał na rogu ulicy, ledwie widoczny w półmroku. Był wysoki, smukły, a jego ciemne włosy falowały na wietrze. Stał tam, jakby na coś czekał. Jakby czekał na mnie. Nie wiedziałam, co dokładnie mnie przyciągnęło do niego, ale nie mogłam oderwać wzroku. W tym momencie zdawało mi się, że poznałam go gdzieś wcześniej. Moje serce podskoczyło mi do gardła, a potem stłumiony oddech wydostał się na zewnątrz. Zamiast odwrócić wzrok, wciąż wpatrywałam się w niego, analizując każdy szczegół.
A wtedy on zrobił coś, co sprawiło, że na moment zapomniałam, jak się oddycha.
Uśmiechnął się — smutno, znajomo. Jakby mnie znał. Jego uśmiech miał w sobie coś niepokojącego, jakby znał moją historię, jakby wiedział, dlaczego tu jestem. A potem, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zniknął.
Serce waliło mi w piersiach, a ja stałam nieruchomo, wpatrując się w pustą ulicę, która teraz wydawała się jeszcze bardziej martwa niż przed chwilą. Wydawało mi się, że wszystko, co dotąd widziałam, było snem, ale nie mogłam uwierzyć, że to, co się stało, było tylko wytworem mojej wyobraźni. Czułam, że coś się wydarzy, że nie będę już mogła wyjść stąd, nie będę mogła już zapomnieć o tym chłopaku, który stał na rogu. O uśmiechu, który mnie ścigał.
Gdy wstałam rano, nie byłam już pewna, co tak naprawdę wydarzyło się tej nocy. Zniknięcie chłopaka ze skraju ulicy nie dawało mi spokoju. To wrażenie, że coś miało miejsce, ale nie potrafię tego wytłumaczyć, wciąż krążyło wokół mnie jak cień. Na zewnątrz nie padało, ale powietrze było ciężkie, pełne wilgoci i tego samego dziwnego zapachu, który wyczułam poprzedniego dnia. Zanim zdążyłam zebrać myśli, ciotka Elise weszła do pokoju, niosąc tacę z herbatą. Jej twarz była napięta, a oczy miały dziwny, zmieszany wyraz, jakby czegoś szukała w moim spojrzeniu.
— Śniło ci się coś dziwnego? — zapytała nagle, stawiając tacę na stole. Jej pytanie było zaskakujące, ale nie brzmiało, jakby oczekiwała odpowiedzi. Wydawała się bardziej zainteresowana moim zachowaniem niż tym, co wydarzyło się w moich snach. Moje serce na chwilę przyspieszyło, ale starałam się zachować spokój.
— Tylko jakieś niejasne obrazy — odpowiedziałam, choć sama nie byłam pewna, co tak naprawdę czułam. W moim umyśle kłębiły się pytania, które chciałam zadać, ale wiedziałam, że teraz nie byłoby na nie odpowiedzi. Elise zauważyła moją niepewność i delikatnie uśmiechnęła się, ale ten uśmiech był chłodny, jakby ukrywała coś, czego nie chciała mi powiedzieć.
— Ravenshade ma swoje tajemnice, wiesz? — dodała z lekkim westchnieniem, jakby przypomniała sobie coś sprzed lat. Zrobiła krok w stronę okna, zaglądając przez nie na podwórze, a potem odwróciła się do mnie. — Pamiętaj, nie wszystko, co tutaj widzisz, jest tym, czym się wydaje. Możesz tu mieszkać, ale nie zapominaj, że Ravenshade nie przyjmuje obcych łatwo.
Zastanawiałam się nad jej słowami. Co miała na myśli? Jakie tajemnice skrywało to miasto? Mimo że znałam to miejsce tylko z opowiadań, czułam, że nie jest ono takie, jakim się wydaje na pierwszy rzut oka. Na pewno nie było to zwykłe miasteczko.
— Tak, wiem — odpowiedziałam, choć nie byłam pewna, co dokładnie mam na myśli. Ciotka zaśmiała się cicho, po czym skinęła głową. W jej oczach pojawił się cień smutku, jakby już nie miała złudzeń co do tego miejsca. Zanim zdążyłam cokolwiek dodać, Elise już zniknęła za drzwiami.
Zanim jeszcze mogłam dobrze zebrać myśli, w głowie zaczęły mi się kłębić pytania o chłopaka, którego widziałam tej nocy. Czułam, że miałam coś zrozumieć, ale to coś wciąż umykało mi na wyciągnięcie ręki. Wspomnienie jego smutnego uśmiechu i spojrzenia, które wydawało się tak pełne wiedzy, wracało do mnie w każdej chwili. Wydawało mi się, że on naprawdę czekał na mnie, ale dlaczego?
Zdecydowałam, że muszę odwiedzić miasto i spróbować znaleźć odpowiedzi. Moje nogi w naturalny sposób poprowadziły mnie do drzwi, mimo że nie wiedziałam, czego dokładnie szukam. Gdy wyszłam na zewnątrz, czułam się, jakby ktoś patrzył na mnie z ukrycia. Mimo tego, że nie było nikogo w pobliżu, czułam, że obecność tego chłopaka gdzieś się zbliża. W moim umyśle nieustannie powracało to pytanie: Kim on był?
Ulice Ravenshade były ciche, a powietrze miało w sobie coś niemal nieziemskiego. Coś, co przyprawiało mnie o dreszcz. Moje stopy stukały o bruk, a każda cisza wydawała się tylko pogłębiać to uczucie. Nagle zauważyłam, że w oknach niektórych domów migoczą słabe światła. To były jedyne oznaki życia, które mogłam dostrzec. Zaczęłam iść w stronę centralnego placu, gdzie rzekomo miała znajdować się jedyna kawiarnia w miasteczku. Może tam uda mi się znaleźć kogoś, kto mógłby powiedzieć mi coś więcej o Ravenshade i tym, co się tu naprawdę dzieje.
Kiedy dotarłam na plac, natknęłam się na kilka osób, ale wszyscy milczeli, wymieniając jedynie krótkie, wymuszone spojrzenia. Czułam się, jakbym wkroczyła na nieznany teren, gdzie nie byłam mile widziana. W końcu, po kilku minutach błądzenia, weszłam do kawiarni. Było tam ciemno, a powietrze wypełniał zapach świeżo parzonej kawy i wilgoci. W rogu pomieszczenia siedziała staruszka, której twarz wydawała się zapisana historią tego miejsca. Zbliżyłam się do niej ostrożnie.
— Lena Arvid — powiedziała cicho, ale wśród ciszy jej głos wybrzmiał wyraźnie.
Serce mi przyspieszyło.
— Skąd pani zna moje imię? — spytałam ostrożnie.
— Znałam twoją matkę — odparła, pochylając lekko głowę. — I jej matkę przed nią.
Zmarszczyłam brwi.
— To niemożliwe...
— W Ravenshade nic nie jest niemożliwe, dziecko. — Uśmiechnęła się delikatnie, ale w jej oczach nie było ciepła. — Powinnaś uważać. Nie wszystko, co zapomniane, powinno zostać odnalezione.
Poczułam, jak zimny dreszcz przebiega mi po plecach.
— Co to ma znaczyć?
Staruszka uniosła wzrok, a jej oczy błysnęły zaskoczeniem, jakby nie spodziewała się takiego pytania. Po chwili milczenia odpowiedziała cicho:
— Ravenshade nie pozwala obcym zapomnieć, kim są... ani po co tu przyszli.
Jej słowa wbiły mi się w umysł, niczym zaklęcie, które nie chciało odejść. Chciałam zadać więcej pytań, ale staruszka już zamknęła oczy i wróciła do swojego milczenia. Było coś w jej postawie, co sprawiało, że nie śmiałam pytać więcej. Jednak czułam, że znalazłam kawałek układanki. Moje spotkanie z chłopakiem miało sens, ale jeszcze nie rozumiałam, jak ten sens złoży się w całość.
Zdecydowałam, że muszę wrócić do domu ciotki Elise, ale tym razem nie poczułam się już jak obcy. Miałam poczucie, że coś zaczęło mnie łączyć z tym miejscem. Coś, czego jeszcze nie rozumiałam.
Kiedy wróciłam na wzgórze, dom ciotki był otoczony mgłą, a w oknach pojawiły się cienie. Tak jakby czekały na mnie. Uśmiechnęłam się do siebie, ale była to dziwna mieszanka strachu i ekscytacji. Byłam gotowa, by odkryć prawdę. Z każdą chwilą czułam, jak coraz bardziej wciąga mnie tajemnica Ravenshade. To, co się tutaj działo, miało swoje korzenie w przeszłości, a ja musiałam sięgnąć głębiej, by zrozumieć, co naprawdę oznacza to miejsce.
W następnych dniach Ravenhead zaczęło mnie coraz bardziej fascynować, ale także przerażać. Coś niepokojącego czaiło się w każdej ciemnej uliczce i opuszczonym budynku. Nikt nie rozmawiał o przeszłości tego miejsca, a ja wciąż nie wiedziałam, czy to, co zobaczyłam, to jedynie moje wyobrażenie, czy może rzeczywiście ktoś – ktoś bardzo bliski – chciał mi coś powiedzieć.
Po więcej zapraszam na wattpad @Story_of_Ink_Whisper
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania