Echo w głowie - Prolog
PROLOG
Most był prawie pusty, a noc zdawała się gęstsza niż zwykle. Stał przy barierce i patrzył w dół, jednak nie wysokość budziła w nim niepokój, tylko dziwna obojętność, która rozlewała się po nim powoli i konsekwentnie, odbierając każdej myśli ciężar, a każdemu uczuciu sens. Powinien się bać. To było oczywiste i logiczne. Każdy na jego miejscu czułby napięcie, przyspieszone bicie serca i instynktowną chęć cofnięcia się o krok. W jego wnętrzu jednak panowała pustka tak czysta, że aż nienaturalna. Wpatrywał się przez chwilę w swoje dłonie i poruszył palcami, obserwując je z rosnącym dystansem, ponieważ wyglądały znajomo, ale nie niosły za sobą żadnego poczucia przynależności. Czuł to... Należały do kogoś, kogo znał tylko z widzenia i kto przypadkiem znalazł się teraz w jego miejscu. W głowie odezwało się coś cichego, niemal niezauważalnego. Jednocześnie zbyt wyraźnego, by mógł to zignorować. Choć nie były to słowa wypowiedziane na głos, ich obecność była tak konkretna, że nie sposób było ich pomylić ze zwykłą myślą. To już ten moment, zabrzmiało spokojnie i bez nacisku, jak stwierdzenie faktu, który od dawna był oczywisty, tylko nikt nie miał odwagi go nazwać. Peter nie odpowiedział, ponieważ nie widział powodu, a może po prostu nie miał siły, by wchodzić w rozmowę, która wydawała się z góry przegrana, zanim jeszcze zdążyła się naprawdę rozpocząć. Przecież wiesz, że tak będzie łatwiej, dodał ten sam głos. Słowo „łatwiej” zawisło gdzieś pomiędzy jego myślami, pozbawione znaczenia, które kiedyś mogłoby go jeszcze poruszyć. Spróbował przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz coś naprawdę poczuł. Lecz zamiast konkretnego wspomnienia pojawiło się jedynie rozmyte wrażenie, jakby oglądał cudze życie przez brudną szybę, bez możliwości dotknięcia czegokolwiek po drugiej stronie. Przez krótką chwilę przemknął mu przed oczami obraz szkolnego korytarza, kilka twarzy, śmiech, który kiedyś wydawał się znajomy, a potem coś pękło i wszystko rozpadło się na fragmenty. I tak już cię tu nie ma, odezwał się głos ponownie, tym razem bliżej, bardziej stanowczo. Peter zacisnął lekko dłonie na zimnej barierce, czując pod palcami twardość metalu, który jako jedyny wydawał się jeszcze realny. Nawet to wrażenie było jakby przytłumione i oddalone. Nie chciał wracać do momentów, w których wszystko zaczęło się psuć, ale wiedział, że to niemożliwe, ponieważ to właśnie tam znajdował się początek tego stanu, w którym teraz tkwił. Zawieszony pomiędzy obecnością a całkowitym zniknięciem. To nie jest koniec, pojawiła się kolejna myśl, inna od poprzednich, spokojniejsza i słabsza. To jest początek, odpowiedział natychmiast pierwszy głos, niemal bez chwili wahania, zagłuszając wszystko inne i zostawiając po sobie znajome uczucie ciężaru, które tym razem nie było jednak emocją, a raczej czymś narzuconym z zewnątrz. Peter wziął głębszy oddech i uniósł lekko głowę. Upewniał się, że nadal stoi w tym miejscu naprawdę, a nie tylko odtwarza w kółko tę samą scenę w swojej głowie. Przez krótką chwilę wszystko ucichło, a on zrobił jeden krok w tył, oddalając się od barierki bez wyraźnego powodu. Jakaś część niego, jeszcze nie do końca zagłuszona, próbowała kupić sobie trochę czasu, zanim zapadnie decyzja, której nie da się już cofnąć.
Za jakiś czas rozdział 1
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania