Edukatorka
W czwartek, jak zwykle, przyjechał po nią szofer i zawiózł pod wskazany adres. Przy jego pomocy wysiadła z czarnej limuzyny. Ostatnie promienie słońca chowały się i wyłaniały zza drzew. Stanęła, by przyjrzeć się tańczącym złotym nitkom. Poprawiła nakrycie głowy, mocniej chwyciła ciężką teczkę i ruszyła przed siebie.
Rondo kapelusza pozwalało ukryć bladość twarzy i sińce pod oczami. Była zmęczona, a to, co robiła, nie dawało już jej żadnej satysfakcji.
Delikatnie stąpając po chodniku w wysokich szpilkach, doszła do dwuskrzydłowych, dębowych drzwi. W prawym skrzydle widniała kołatka. Uderzyła nią dwa razy. Cofnęła się o krok, jak kot z zamiarem ucieczki. Była gotowa zmierzyć się z kolejną niewiadomą, ale czy vice versa? Chciała raz jeszcze spojrzeć na subtelny taniec złotych nitek.
Odchyliła rondo fedory, uśmiechnęła się mimowolnie i już miała wejść przez uchylone drzwi, gdy poczuła przeszywający ból. Nie rozumiała, co mógł oznaczać. Przeraziło ją gęstniejące powietrze. Zakryła dłonią usta, chcąc stłumić krzyk, i powoli osunęła się na schody. Stał tam z połyskującym ostrzem w prawej dłoni. Patrzyła na niego pytającym wzrokiem, a on w odpowiedzi, pochylając się nad nią, krzyknął:
– Precz z matmą, ty belfrze!
Zamknęła oczy. Na jej ciele ostatni raz zatańczyły subtelne, złote nitki, topiąc się w karmazynowym oceanie.
__
2017
Opowiadanie jest na tym portalu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania