Egzamin

Nęka mnie jeden sen. Po przebudzeniu szybko biegnę do łazienki spojrzeć w lusterko, czy moje włosy zachowały jeszcze ciemnokasztanowatą barwę. Boję się, że podobnie jak u bohatera pewnej dziewiętnastowiecznej powieści osiwieją pod wpływem stresu, jakim stał się egzamin z historii starożytnej w czasie studiów.

 

****

Solidnie przygotowywałam się do egzaminu, ale zabrakło mi przysłowiowego grama szczęścia. Jako niepoprawny pechowiec zagubiłam się w odpowiedziach. Egzaminator nie odróżniał wypowiadanych przeze mnie słów. W gardle rosła gula, która nie pozwalała mi odpowiednio artykułować dźwięków. Zamiast na treści koncentrowałam się na mowie, prawie szeptałam, ochrypły głos drażnił znamienitego profesora. Wyleciałam z pałą w indeksie.

 

****

Wszelkie daty podawałam prawidłowo, ale egzaminator bawił się ze mną w przysłowiowego kotka i myszkę. Kilkakrotnie powtarzałam odpowiedzi, aby dotarły do świadomości pytającego. Ułożył specyficzną układankę aby mnie pognębić. Sypał wydarzeniami jak z rękawa, które miałam ułożyć w chronologicznej kolejności. Wybrnęłam szczęśliwie z tej pułapki.

Prawie odetchnęłam z ulgą, ale samozadowolenie przyczyniło się do klęski. Straciłam wątek, w głowie zapanowała pustka, plotłam bzdury. Przeraźliwie kaszlałam, ogarnęły mnie siódme poty. Czułam, że się staczam w dół. Oparłam łokcie o biurko i boleśnie uderzyłam o skraj blatu. Syknęłam z przerażenia, co odebrano jako nietakt.

Zobaczyłam na ramieniu opadające ramiączko. Szybko je poprawiłam. Drażnił mnie wzrok profesora utkwiony w moim dość obfitym biuście. Nie należałam do dziewczyn, które podbijały urodą męskie serca. Profesor Niezłomny nie gustował wyraźnie w rubensowskich kształtach. Niepanowanie nad garderobą też przemawiało przeciwko mnie.

— Napisała pani ciekawą pracę, ale wiedza kuleje w innych dziedzinach niż historia sztuki. Nie wywinie się pani kokieterią. Trzeba wykazać minimum inteligencji aby interpretować starożytne dzieje. Radzę poćwiczyć trochę tę umiejętność, a osiągnie pani wiele. Spotkamy się na sesji poprawkowej we wrześniu.

— Panie profesorze, czy nie mogłabym zgłosić się wcześniej? Tak się składa, że wczoraj miałam atak alergii. Przyjmowane lekarstwa działają trochę na psychikę — brnęłam niepotrzebnie w wyjaśnienia.

— Droga pani, psychotropy działają krótko. Nie zastąpią rzetelnej wiedzy zdolności aktorskie ani konfabulacja. Czysto kobiece triki nie wpływają u mnie na ocenę.

— Wredna kreaturo — pomyślałam — Mam nadzieję, że kiedyś ogarnie cię atak astmy oskrzelowej przed istotnym momentem w życiu. Zażyjesz pewne środki farmaceutyczne, które przyprawiają o senność i nadmierną nerwowość. Zabraknie pomocy lekarskiej i skompromitujesz się przed poważnym gremium.

— To wszystko, żegnam panią. Życzę owocnej pracy w wakacje!

— Wynik egzaminu składa się zwykle z dwóch części, u kolegów i koleżanek była to średnia z referatu i egzaminu ustnego. Pięć plus dwa daje siedem, więc w moim przypadku zasłużyłam na dostateczny plus.

— Decyzja należy do egzaminującego, czyli do mnie. Tupetem się pani nie obroni. Skąd mogę mieć pewność, że kto inny nie jest autorem pracy? Ten udawany kaszel i chrypka nie przekonuje mnie co do rzetelności pani słów.

Po policzkach spływał rozmazany tusz. Łzy płynęły niczym górski potok. Znowu oblałam trzeci egzamin w sesji letniej. Ewidentne dowody na uczulenie na pyłki drzew nie wzruszały kadry akademickiej, ani doktor laryngologii, która stale wzbraniała się przed wydaniem skierowania do przychodni alergologicznej, tłumacząc się koniecznością dokonania najpierw operacji wyprostowania krzywej przegrody nosowej.

 

****

Ostatni miesiąc długich studenckich wakacji spędziłam nad książką. Od czasu do czasu przeglądałam zdjęcia i pocztówki z Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie mama wykupiła dwutygodniowe wczasy. Palcem na plastycznej mapie zdobywałam wysokie szczyty, przeszłam przez Orlą Perć i zdobyłam Rysy.

Na tydzień przed sesją poprawkową nie wychodziłam z domu aby nie narazić się na fruwające pyłki traw.

W dzień egzaminu ubrałam się jak przykładna uczennica w białogranatowy strój. Zacisnęłam ramiączka od stanika aż do bólu, aby nie znaleźć się w kłopotliwej sytuacji.

Mojego osobistego wroga zastąpił sympatyczny asystent o ujmującej twarzy cherubina. Odpytywanie nie trwało więcej niż pięć minut. Ograniczyło się do dwóch prostych pytań i gratulacji za odważne podejście do tematu w pracy semestralnej. Z wynikiem dobrym opuściłam uczelnię. Z uwagi na drugie podejście do egzaminu nie mógł wystawić mi bardzo dobrej oceny.

Z poprzednim egzaminatorem więcej się nie zetknęłam. Pod koniec studiów dowiedziałam się, że przebywał długo w szpitalu z powodu wstrząsu anafilaktycznego po szczepieniu przeciw chorobom tropikalnym. Spełniła się wróżba wypowiedziana w chwili depresji.

 

****

Ten sen powraca jak lejtmotyw w powieści, gdy niecierpliwie czekam na ważne decyzje. Ostatni raz doświadczyłam podobnej traumy przed operacją. Wstawałam kilkakrotnie z łóżka aby zwilżyć usta. Do łazienki nie zaglądałam, gdyż moje włosy od dawna pokrywała siwizna.

 

Bożena Joanna

Styczeń 2021

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Witaj :)
    Bardzo fajna opowieść.
    Powracający sen. W specyficznych sytuacjach.
    Przyjemnie się czytało.
    Pozdrowionka ;)

    Drobiazg: "Do łazienki nie zaglądałam, gdyż moje włosy od dawna pokryła siwizna." - "pokrywała siwizna." , lub "były pokryte siwizną. "
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Miło Cię widzieć. Dziękuję za miłe słowa. Poprawię końcówkę.
    Serdecznie pozdrawiam!
  • Narrator miesiąc temu
    Ciekawy przekaz życiowej sytuacji. Szczerze współczuję bohaterce, bo sam egzaminy zdawałem wiele razy i wiem jakie to stresujące. Też spotykałem się z nieżyczliwością u egzaminatorów, którzy czepiali się o byle co, tak naprawdę, żeby objawić swoją genialność oraz frustrację, że muszą marnować czas na takie miernoty co ja. Jedyne wyjście — nie poddawać się, jak w twoim opowiadaniu. Tym razem egzamin zdałaś na piątkę :)
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Egzaminy niekiedy rujnują psychikę, jeśli ma się do czynienia z wybitnymi umysłami nastawionymi na nie do studenta. Dziękuję za przeczytanie i miłe słowa.
    Serdecznie pozdrawiam!
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Bardzo dobry tekst.
    Przesyłam 5
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Trochę z życia wzięty.
    Serdecznie pozdrawiam!
  • pasja miesiąc temu
    Pewne epizody z naszego życia powracają w naszych snach. Kiedy ja wspominam swoje egzaminy i pewne nawyki wspaniałych egzaminatorów i ich światle umysły nie do przebicia otwiera mi się klapka zobojętnienia. Dlaczego tak późno człowiek dorasta do pewnego zrozumienia. Na pewno byłaś świetnie przygotowana na pierwsze podejście i trzeba było pojechać w góry i nie myśleć całe lato o egzaminie.

    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Za moich czasów łatwo było wylecieć ze studiów, stąd nerwowość. Teraz jest lepiej, płaci się za poprawkę do skutku i na dawne dramaty patrzy się spokojniej.
    Dziękuję, że mnie czytasz i serdecznie pozdrawiam!
  • MarBe miesiąc temu
    Często w chwili złości życzymy, albo mówimy coś złego, lecz wcale tak nie myślimy.
    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Z moich obserwacji wynika, że ci najbardziej światli podchodzą do studentów z pewnym dystansem, ale bez złośliwości. Jest jednak pewna grupa, która lubuje się w nękaniu i pogardliwym stosunkiem do tych, co nie czują się pewnie. Stąd reakcja w formie złorzeczenia, co nie musi się sprawdzić.
    Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania