Egzyst (IV)

Pamiętam, jak silne zaskoczenie wywołał we mnie urlop jednego z team leadrów. O samym L4 poinformował telefoniczne, bo informacja i tak była dostępna w systemie. Jednak tym, co przykuło moją uwagę, była specyfika tego zwolnienia, które wystawił lekarz psychiatra. Była tam krótka informacja na temat stanów lękowych oraz wypalenia zawodowego. Patrzyłem się w monitor przez dłuższą chwilę, ponieważ nic nie rozumiałem.

 

Pojęcia te były mi obce, odległe, fałszywe. Potraktowałem to jako wymówkę, być może chciał przekazać w ten sposób prośbę o podwyższę, pokazać jak wartościowa jest jego praca poprzez nieobecność. Może próbował poszukiwać nowego miejsca zatrudnienia? Może w ogóle mnie nie szanował i nie był taka odpowiedzialny i dojrzały, jak to oceniałem. Szukałem każdego, możliwego wytłumaczenia, chociaż to, częściowo, było przecież dostępne. Głównym powodem była kondycja psychiczna leadera. Zamiast tego wybrałem szereg spekulacji, nim zdecydowałem się na telefon, by umówić spotkanie. Prywatne, poza pracą, w restauracji, by po prostu przeprowadzić rozmowę.

- To może mi teraz powiesz, dlaczego wziąłeś to L4? – zapytałem spokojnie.

- Przecież masz wszystkie informacje – powiedział, jakby nie zrozumiał pytania.

- Nie pytam cię o oficjalne powody. Pytam o realny powód, dla którego nie chcesz się stawić w pracy? – próbowałem się dopytać, o co właściwie chodzi.

Wtedy popatrzył na mnie przez chwilę. Spojrzeniem, które potem mi towarzyszyło, bo widziałem w jego oczach frustrację, niezrozumienie i coś, jakby olśnienie jednocześnie.

- No, tak – powiedziałem – zapomniałem, z kim rozmawiasz. Słuchaj, ja nie chodzę do pracy, bo jestem psychicznie zmęczony – presją, robieniem wyników i tobą.

- Jesteś zmęczony robieniem dużych pieniędzy? – pytałem z niedowierzaniem.

- Jestem zmęczony kosztami, jakie ponoszę i nie jest to tylko czas, ale emocjonalne zaangażowanie w projekt.

Nie rozumiałem, co on właściwie mówi, ani o co mu chodzi. Jest cel, jest działanie, jest wynik, jest kasa. Ta prosta ścieżka zapewnia firmie kolosalny przychód, ten przychód zamienia się w solidny dochód pracowników. To nie jest kawałek tortu, to jest wisienka na torcie dla każdej osoby.

- Może ty zacznij, co ci chodzi po głowie – zaczął znowu, jakoś ospale, zniechęcony, ale wyluzowany. I wtedy zrozumiałem, że patrzę na innego człowieka – lekki zarost, blada cera i ten luz – luz człowieka, który już wszystko wisi. Którego nie interesują wyniki, który ma mnie i to w dupie. Człowieka, który jest po prostu człowiekiem, a nie pracownikiem. Człowieka, który jest innym człowiekiem, niż był pracownikiem.

- Zmieniłeś się – zacząłem – przyszedłeś do firmy – ambitny i chłodny sukcesów – dałem ci miejsce w moim zespole, przekazałem wiedzę, wiele umiejętności już miałeś, inne przyswoiłeś. Spędziłeś u mnie cztery lata, a przez ten czas? Willa, drogie samochody, egzotyczne wycieczki, przelotne miłości. Dałem ci to, czego chciałeś – dałem ci twoje małe, pieprzone królestwo, a teraz siedzisz tu, niedbale, jak dzieciak, który buntuje się przeciwko rodzicom, pokazując, jak bardzo ci to zwisa i mówisz coś o wypaleniu zawodowym, presji, zmęczeniu i lękach? – zapytałem mocno zirytowany.

- Przez chwilę to cię cieszy – kasa, blichtr, drogie ciuchy, laski, auta, szampan, wycieczki, czujesz, że żyjesz, a żyjesz dlatego, że masz w sobie ogromną siłę, którą czerpiesz z realizacji celów. Mówisz mi, że się zmieniłem. Zwisa mi to. To samo usłyszałem kilka tygodni wcześniej. Powiedział to mój tata, zanim umarł. W jego głosie nie było dumy, nie było zachwytu, była gorycz. Zmieniłeś się – powiedział. Mojej siostrze, która pracuje na pół etatu, ma dwójkę dzieci, męża, który jest jakimś tam lekarzem w ośrodku zdrowia na wypizdowie, powiedział, że ją kocha. Mojemu bratu, który robi w budowlance i lubi zapić w weekend, że cieszy się na jego widok. Mi powiedział tylko: „zmieniłeś się”. I nie wiem, co to kurwa znaczy. Ale mój ojciec umarł i ostatnie, co mi zostawił, to te pieprzone słowa, których nie rozumiem, chociaż swoim hajsem dźwigałem całą rodzinę. Nie mam siły pracować, gościu, po prostu nie mam.

- Trzeba było od razu powiedzieć, że straciłeś bliskiego członka rodziny, nikt nic nie wiedział.

- Nie chciałem, żeby ktokolwiek wiedział. I dalej nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział. Nic, już nie chcę, tylko zrozumieć, o co, mu kurwa, chodziło.

Wstałem, podałem mu dłoń, złożyłem kondolencje i powiedziałem, że rozumiem, że potrzebuje mieć teraz wolne. Wydawało mi się, że znalazłem odpowiedź – śmierć ojca wydawała się wtedy logiczna. On się zmienił, ja ani trochę.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania