Ten wiersz coś w sobie ma.
Klimat przede wszystkim.
Paradoks dziejów. I w sensie ogólnym i szczególnym.
Czasami metaforyczne mosty prowadzą donikąd, a koszta ich budowy przerastają korzyści.
Szczególnie jak na tamtym brzegu już nic nie ma...
Pansowa- cieszy mnie bardzo taki odbiór mojego wiersza. Nieśmiało liczyłam na to, że nie będzie się jawił wyłącznie jako sielski, choć nieco gorzki obrazek, zamknięty w sztywnych ramach.
Dziękuję z uśmiechem :)
Mostek na rzeczce Kawi.
Budowanie czegoś w sumie bez sensu (a nawet ze szkodą), a jednak miało inny sens.
Tylko skończyło się, jak skończyło.
Są takie mostki...
pansowa
Ach! To chyba było dla mnie zbyt oczywiste (chciałabym tak myśleć;)) i pognało mnie na Bali, do Świątyni Kawi :) Teraz wszystko jasne.
Dziękuję i przepraszam :)
Fakt. Gorzko mi się czytało. Ale jestem optymistą : przyroda sobie poradzi. Z pestek wyrosną nowe drzewa, w porzuconych budkach zamieszkają trzmiele, warto przez kładkę przechodzić. I obserwować, podziwiać.
Wertyt
:) To uśmiech optymistki, która nie unika takich miejsc, wręcz darzy je wyjątkowym sentymentem. Mimo wszystko, a może dzięki temu wszystkiemu, o czym napisałeś...
Wertyt
Ja z natury jestem wiejską dziewoją, którą chichot losu uwięził w betonie. Ale go kruszę, na tyle skutecznie, że coraz częściej uciekam na wieś, gdzie od kilkunastu lat wiję sobie siermiężne gniazdko.
Wiem o jakim kosmosie mówisz...
Unikat
Często marzenia podążają w nieoczekiwanym kierunku, nawet jeśli nie jest jeszcze wyraźnie sprecyzowany- więc, kto to wie? ;)
A sad kwitł, teraz obiecuje dalsze cuda...:)
Niesamowite w tym wierszu jest to, że ktoś pozawieszał szpakówki w sadzie czereśniowym, na czereśniowych drzewkach.
To musiał być wielbiciel szpaków, nie żaden pospolity sadownik.
Sadownik kupuje latawce w kształcie ptaków drapieżnych i mocuje je na sześciometrowych drągach, przy pniu, żeby swoim widokiem odstraszały szpaki. Albo zawiesza na koronach drzew siatki, żeby szpaki nie miały dostępu do owoców.
A tutaj? Tutaj, u Ciebie, sad był cały dla szpaków! Końcowy obrazek, gdy po ściętych czereśniach pozostały na karczowisku leżące smutnie szpakówki i pestki o czereśniach, które szpaki zjadły, zasmuca.
To był inny świat. "Świat tamtego roku". Piękny bardzo.
I koniec tego innego świata.
Czytając Twój komentarz w pierwszej chwili pomyślałam sobie- no, to popłynęłam z tymi budkami w sadzie. Ale jednak nie :) Sad z wiersza jest z założenia "bezpański", lecz ja (podświadomie) potraktowałam go jak swój. W moim nie ma siatek i straszydeł. Jest za to szpacza budka, którą co roku przygotowuję na przyjęcie kolejnego pokolenia szpaków. Kibicuję im w całym tym zamieszaniu rozrodczym i nie przyszło by mi do głowy, by się złościć na ich czereśniowy apetyt. Dzielimy się, bez zbędnych rozliczeń.
Dużo by pisać, bo każdy ma swoje priorytety. Ale...jednak czegoś żal.
Dziękuję Ci bardzo za możliwość wiwisekcji własnego tekstu :)
dygresja, dziękuję za odp. A ja, widzisz, pomyślałam, że opisujesz szczęśliwą krainę, szczęśliwą dla ptaków, które dorastają wśród obfitości smakołyków. I że to jakaś metafora... Ja nie mam sadu, ale na moim podwórku rośnie kilka drzew. Trzy jabłonki, grusza, czereśnia i orzech włoski.Szpakówka jest na orzechu, który rośnie na przeciw okna, więc oglądam sobie, leżąc w łóżku i szpacze zaloty, i karmienie małych i wyrabianie pochowanych już młodych, żeby zachęcić do lotu. Czasem jednego roku zdarzają się nawet dwa, trzy lęgi. A czereśnie są u mnie w większości dla szpaków, dla mnie wystarczy garstka. Kiedyś jeden szpak miał krótszą nogę. I wcale się nikogo nie bał. Podskakiwał trochę kulawo, szukając w trawie robaków dla dzieci. Zapamiętałam go.
A zdarzyło się też raz, że w szpakówce wylęgły się sikorki.
Trzy Cztery
Wierszyk powstał bardzo emocjonalnie- po kolejnych doniesieniach o wycince drzew w rezerwatach przyrody, "czyszczeniu" rynków miast pod parkingi...Piszę emocjami. I często dopiero reakcje czytelników uświadamiają mi wielorakość tematu. I to jest dla mnie najcenniejsze...
Szpaki z mojej budki już wyleciały, ale widzę je codziennie i po swojemu pozdrawiam :)
Teraz siedzę na ganku w moim wiejskim przytulisku i czekam...na jeże, wiejskie koty i nornice :)
Ubiegłej nocy wyniosły mi z komórki dwa kilo młodych ziemniaków :)) I jak tu się na nie gniewać? :)
To detal, który i tak mi umknął :) Ale rozumiem, bo sama z uporem poprawiam swoje literówki :))
Wracaj spokojnie do domu i śpij dobrze :)
Serdeczności ślę :)
Komentarze (25)
Ten wiersz coś w sobie ma.
Klimat przede wszystkim.
Paradoks dziejów. I w sensie ogólnym i szczególnym.
Czasami metaforyczne mosty prowadzą donikąd, a koszta ich budowy przerastają korzyści.
Szczególnie jak na tamtym brzegu już nic nie ma...
Pansowa- cieszy mnie bardzo taki odbiór mojego wiersza. Nieśmiało liczyłam na to, że nie będzie się jawił wyłącznie jako sielski, choć nieco gorzki obrazek, zamknięty w sztywnych ramach.
Dziękuję z uśmiechem :)
Mostek na rzeczce Kawi.
Budowanie czegoś w sumie bez sensu (a nawet ze szkodą), a jednak miało inny sens.
Tylko skończyło się, jak skończyło.
Są takie mostki...
pansowa
Wstyd mi się przyznać do ignorancji w tym temacie...Ale, jeśli możesz, bardzo proszę byś mnie pokierował, bo wzbudziłeś moją ciekawość...
dygresja Film albo książka "Most na rzece Kwai".
pansowa
Ach! To chyba było dla mnie zbyt oczywiste (chciałabym tak myśleć;)) i pognało mnie na Bali, do Świątyni Kawi :) Teraz wszystko jasne.
Dziękuję i przepraszam :)
dygresja To faktycznie Cię wywaliło :)
Jam nieco prostszy człek
pansowa
:)) No, nick przecież zobowiązuje ;)
Bywam roztrzepana- przyznaję :)
Fakt. Gorzko mi się czytało. Ale jestem optymistą : przyroda sobie poradzi. Z pestek wyrosną nowe drzewa, w porzuconych budkach zamieszkają trzmiele, warto przez kładkę przechodzić. I obserwować, podziwiać.
Wertyt
:) To uśmiech optymistki, która nie unika takich miejsc, wręcz darzy je wyjątkowym sentymentem. Mimo wszystko, a może dzięki temu wszystkiemu, o czym napisałeś...
dygresja
Odkąd mieszkam na wsi, mam przyjemność podglądać cały kosmos radosnego istnienia.
Wertyt
Ja z natury jestem wiejską dziewoją, którą chichot losu uwięził w betonie. Ale go kruszę, na tyle skutecznie, że coraz częściej uciekam na wieś, gdzie od kilkunastu lat wiję sobie siermiężne gniazdko.
Wiem o jakim kosmosie mówisz...
Każdy z nas ma jakieś tam marzenia - większe, bądź mniejsze. Ja tak to odczytuję ;) Pozdrawiam
Unikat
Nie mogłam sobie wymarzyć ciekawszej interpretacji ;)
Dziękuję i pozdrawiam:)
dygresja W twoich marzeniach pewnie nie ma miejsca dla takich ja ja, ale - i tak mi się podobają - niech czereśniowy sad kwitnie !:)
Unikat
Często marzenia podążają w nieoczekiwanym kierunku, nawet jeśli nie jest jeszcze wyraźnie sprecyzowany- więc, kto to wie? ;)
A sad kwitł, teraz obiecuje dalsze cuda...:)
kto literek mych
nie lubi?
kto literki moje
gubi?
przecie one takie
ładne
brak w nich błenduf
bardzo zgrabne
ja je kocham
ja je lubię
płaczę w głos
gdy którą zgubię
więc oddajta
moje słowa
bom się targnąć
jest gotowa
bo me życie
bez literek
nic nie warte
błagam
Felek
jeszcze nie znam Twych literek
więc nie powiem o nich wiele
niedogodność to niewielka-
w mig nadrobię, proszę Felka
ja je poznasz
te literki
orgazm czeka
Ciebie wielki
Niesamowite w tym wierszu jest to, że ktoś pozawieszał szpakówki w sadzie czereśniowym, na czereśniowych drzewkach.
To musiał być wielbiciel szpaków, nie żaden pospolity sadownik.
Sadownik kupuje latawce w kształcie ptaków drapieżnych i mocuje je na sześciometrowych drągach, przy pniu, żeby swoim widokiem odstraszały szpaki. Albo zawiesza na koronach drzew siatki, żeby szpaki nie miały dostępu do owoców.
A tutaj? Tutaj, u Ciebie, sad był cały dla szpaków! Końcowy obrazek, gdy po ściętych czereśniach pozostały na karczowisku leżące smutnie szpakówki i pestki o czereśniach, które szpaki zjadły, zasmuca.
To był inny świat. "Świat tamtego roku". Piękny bardzo.
I koniec tego innego świata.
Trzy Cztery
Czytając Twój komentarz w pierwszej chwili pomyślałam sobie- no, to popłynęłam z tymi budkami w sadzie. Ale jednak nie :) Sad z wiersza jest z założenia "bezpański", lecz ja (podświadomie) potraktowałam go jak swój. W moim nie ma siatek i straszydeł. Jest za to szpacza budka, którą co roku przygotowuję na przyjęcie kolejnego pokolenia szpaków. Kibicuję im w całym tym zamieszaniu rozrodczym i nie przyszło by mi do głowy, by się złościć na ich czereśniowy apetyt. Dzielimy się, bez zbędnych rozliczeń.
Dużo by pisać, bo każdy ma swoje priorytety. Ale...jednak czegoś żal.
Dziękuję Ci bardzo za możliwość wiwisekcji własnego tekstu :)
dygresja, dziękuję za odp. A ja, widzisz, pomyślałam, że opisujesz szczęśliwą krainę, szczęśliwą dla ptaków, które dorastają wśród obfitości smakołyków. I że to jakaś metafora... Ja nie mam sadu, ale na moim podwórku rośnie kilka drzew. Trzy jabłonki, grusza, czereśnia i orzech włoski.Szpakówka jest na orzechu, który rośnie na przeciw okna, więc oglądam sobie, leżąc w łóżku i szpacze zaloty, i karmienie małych i wyrabianie pochowanych już młodych, żeby zachęcić do lotu. Czasem jednego roku zdarzają się nawet dwa, trzy lęgi. A czereśnie są u mnie w większości dla szpaków, dla mnie wystarczy garstka. Kiedyś jeden szpak miał krótszą nogę. I wcale się nikogo nie bał. Podskakiwał trochę kulawo, szukając w trawie robaków dla dzieci. Zapamiętałam go.
A zdarzyło się też raz, że w szpakówce wylęgły się sikorki.
Trzy Cztery
Wierszyk powstał bardzo emocjonalnie- po kolejnych doniesieniach o wycince drzew w rezerwatach przyrody, "czyszczeniu" rynków miast pod parkingi...Piszę emocjami. I często dopiero reakcje czytelników uświadamiają mi wielorakość tematu. I to jest dla mnie najcenniejsze...
Szpaki z mojej budki już wyleciały, ale widzę je codziennie i po swojemu pozdrawiam :)
Teraz siedzę na ganku w moim wiejskim przytulisku i czekam...na jeże, wiejskie koty i nornice :)
Ubiegłej nocy wyniosły mi z komórki dwa kilo młodych ziemniaków :)) I jak tu się na nie gniewać? :)
*naprzeciw, nie na przeciw. Jadę autobusem, to trochę trzęsie i rozrywa słowa.
To detal, który i tak mi umknął :) Ale rozumiem, bo sama z uporem poprawiam swoje literówki :))
Wracaj spokojnie do domu i śpij dobrze :)
Serdeczności ślę :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania