Eksmisja
Dziwny był ten miniony rok; ludzie brnęli we mgle,
a wszechobecny strach podgrzewała pandemia. Byłem sam
na własne życzenie, odciąłem więzy rodzinne, kochankę.
Wciąż czekałem na burzę, oberwanie chmury, potop.
Nic takiego nie nastąpiło, zacząłem odwiedzać groby,
zapaliłem znicze u mamy, żony, ojca, dałem na mszę.
Ja, sceptyczny wierny, odmieniłem swoją codzienność.
Już nie tak łatwo otwierałem śliwowicę, jadłem czekoladki.
Ruda milczała, oczami mogła przenikać mury, a nie potrafiła
wybaczyć odrzucenia. Seks stał się nudny, i co tu tłumaczyć?
Cała gimnastyka z zapachem potu, wilgoć zlepiająca palce,
straciła na atrakcyjności.
Czy na coś czekam? Na śmierć. Żarty. A tak na poważnie,
to nie wiem. Może na ciszę we dwoje, może na spokojny sen.
Trudno otworzyć oczy na świat. Uwierzyć, że kiedyś się uda.
Zbyt wiele uciekło, by to dogonić. I nie wiem, czy warto.
Komentarze (6)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania