Eksperyment literacki

Znalazłem w necie informację o ciekawym eksperymencie literackim i chciałbym zrobić coś podobnego. Poniżej cztery krótkie teksty z motywem anioła.

 

Który tekst podoba Wam się najbardziej i dlaczego?

Które z nich Waszym zdaniem są generowane przez AI?

 

1.

'Skrzydła są najgorsze. Nie te śnieżnobiałe, pierzaste wachlarze z barokowych obrazów, ale te prawdziwe – ciężkie, zrogowaciałe płaty ektoplazmy, które swędzą pod łopatkami jak niewyleczona egzema. Samuel naciągnął głębiej kaptur szarej bluzy, próbując ukryć nienaturalny garb. Stał w kolejce po kawę w całodobowej żabce, czując na karku oddech zniecierpliwionego kuriera.

Bycie aniołem stróżem w XXI wieku przypominało pracę kontrolera lotów podczas burzy piaskowej. Zbyt dużo sygnałów, za mało ciszy. Samuel nie słyszał już szeptów modlitw; zagłuszało je powiadomienie o nowym tinderowym dopasowaniu i szum klimatyzatorów.

Wyszedł na zewnątrz. Miasto pulsowało neonowym błękitem, a asfalt lśnił od świeżego deszczu, odbijając światła sygnalizacji. Jego podopieczny, młody chłopak o imieniu Marek, siedział na krawężniku trzy metry dalej. Wpatrywał się w wygaszony ekran telefonu z taką rozpaczą, jakby patrzył w otchłań. Samuel wiedział, co tam jest: wiadomość, która nie nadeszła, i duma, która nie pozwalała wysłać pierwszej.

Anioł usiadł obok. Nie musiał nic mówić – ich gatunek rzadko używa gardła, chyba że do śpiewania, a na to Samuel nie miał dziś nastroju. Wyciągnął z kieszeni pogniecioną paczkę fajek.

– Masz ognia? – zapytał, choć doskonale wiedział, że chłopak ma w kieszeni tanią, czerwoną zapalniczkę.

Marek drgnął, zaskoczony chrapliwym głosem nieznajomego. Podał mu ogień drżącą dłonią. Przez ułamek sekundy ich palce się zetknęły. To wystarczyło. Samuel wypuścił przez nozdrza smugę srebrzystego dymu, a wraz z nim przesłał Markowi ułamek tej dziwnej, starożytnej cierpliwości, którą nosił w sobie od eonów. To nie była magia, która naprawia życie. To była tylko chwila wytchnienia, krótka przerwa w transmisji lęku.

– Czasami warto po prostu wrócić do domu – rzucił Samuel, wstając.

Gdy chłopak podniósł wzrok, by podziękować, przy krawężniku nie było już nikogo. Tylko mokry ślad na betonie, przypominający kształtem ogromne, opadłe pióro, i zapach ozonu, który zawsze zostaje tam, gdzie niebo na moment dotyka ziemi. Marek wstał, schował telefon i ruszył w stronę metra. Samuel uśmiechnął się pod nosem, czując, jak swędzenie pod łopatkami na moment ustępuje.'

2.

'Na ławce siedział mężczyzna w długim białym płaszczu, którego skraj opadał na ziemię

nasiąkając wodą z kałuży. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak lodowy pomnik, zimny i nieruchomy. Przyglądałem mu się, stojąc pod daszkiem baru, z którego właśnie wyszedłem, żeby zapalić papierosa. Nawet twarz miał posągową, zupełnie jak superbohater na plakacie. Siedział tak i przyglądał się przechodzącym ulicą ludziom, wodząc za nimi oczami. Było w nim coś, co nie dawało mi spokoju. Deszcz przestał padać dopiero przed chwilą, ale ławka wydawała się sucha. Podszedłem i usiadłem obok niego. Jakaś młoda para szła od strony rynku, patrząc sobie w oczy z nieskrywaną wrogością. Drobna czarnowłosa dziewczyna w kabaretkach i mini wypominała coś wyższemu o głowę chłopakowi, co chwilę szturchając go palcem w masywny tors osłonięty czarną skórzaną kurtką. Nie słyszałem, co do niego mówi, choć prawie krzyczała. Minęli nas, nawet na nas nie patrząc.

- Pewnie zapomniał o jej urodzinach – powiedziałem żartobliwie, próbując nawiązać rozmowę.

- Nie, zrobił coś znacznie gorszego – głos miał wysoki, ale dźwięczny. Na dworze było zimniej, niż przypuszczałem. Włosy zjeżyły mi się na ramionach.

– Skąd możesz wiedzieć? – zapytałem zaskoczony.

– Nie widziałeś, jak trzymają się za ręce?

Zanim zniknęli za rogiem, zdążyłem jeszcze dostrzec ich zaplecione w mocnym uścisku dłonie.

– Co to ma do rzeczy?

– Gdyby chodziło o drobnostkę, nie ściskałaby go tak mocno.

– To bez sensu.

– To bardzo ludzkie.

– Znasz się na ludziach?

– Nie, ale chciałbym.

– To dlatego tak tu siedzisz i obserwujesz przechodniów?

Papieros wypalił się, zanim zdążyłem się zaciągnąć. Zza rogu wyszedł starszy, elegancko ubrany mężczyzna w staromodnym kapeluszu. Szedł z przymkniętymi powiekami, pogwizdując pod nosem jakąś smutną melodię. Jedną rękę zaciskał na czarnej drewnianej lasce, która prawie nie dotykała ziemi.

– Wdowiec. Pewnie niedawno stracił żonę – powiedziałem.

Tylko pokiwał głową. Zdałem sobie sprawę, że do tej pory nawet nie drgnął, poruszając tylko oczami. Wzrok miał wbity gdzieś wysoko ponad sklepienie przedwojennych kamienic, nad którymi wznosiła się wieża kościoła zwieńczona zimnym kamiennym posągiem skrzydlatego anioła.'

3.

'Anioł siedział na ławce, jakby czekał na kogoś spóźnionego.

Nie miał skrzydeł. Gdyby nie to, że wiedziałem, kim jest, minąłbym go bez spojrzenia. Był ubrany zwyczajnie — płaszcz, ręce w kieszeniach, wzrok wbity w chodnik. Tylko ta dziwna nieruchomość zdradzała coś nieludzkiego. Jakby nie marzł, nie nudził się, nie miał dokąd pójść.

— Spóźniłeś się — powiedział, zanim zdążyłem usiąść.

— Nie umawiałem się z tobą.

— Umawiałeś. Tylko nie pamiętasz.

Usiadłem obok, bardziej z ciekawości niż odwagi. Przez chwilę milczeliśmy. Ludzie przechodzili obok, nikt nie zwracał na nas uwagi.

— Jesteś moim… — zacząłem.

— Nie — przerwał spokojnie. — Nie tym, o którym myślisz.

Spojrzałem na niego uważniej.

— Więc kim?

Zastanowił się, jakby szukał najprostszego słowa.

— Świadkiem.

To mnie rozczarowało.

— I co robisz? Patrzysz?

— Tak.

— To mało.

— Wystarczająco.

Westchnąłem. — Ludzie modlą się do takich jak ty. Proszą o pomoc.

— Wiem.

— I nic nie robicie?

Odwrócił głowę i spojrzał na mnie po raz pierwszy. Nie było w tym spojrzeniu ani surowości, ani współczucia. Raczej coś gorszego — zrozumienie.

— Robimy bardzo dużo — powiedział. — Tylko nie w ten sposób, w jaki byście chcieli.

— To znaczy?

— Przypominamy.

— O czym?

— O tym, kim jesteście, kiedy nikt nie patrzy.

Poczułem lekkie ukłucie niepokoju.

— To brzmi jak brak odpowiedzi.

— To jest odpowiedź — odparł. — Chcecie cudów, ale najbardziej boicie się najprostszego z nich.

— Jakiego?

— Że możecie postąpić dobrze bez powodu.

Zamilkłem.

Z daleka ktoś się śmiał. Tramwaj zgrzytnął na zakręcie. Świat toczył się dalej, zupełnie obojętny.

— I co teraz? — zapytałem w końcu.

Anioł wstał powoli.

— Nic — powiedział. — Teraz ty coś zrobisz albo nie.

— A ty?

Wzruszył lekko ramionami.

— Ja będę patrzył.

Odszedł bez pożegnania. Przez chwilę miałem wrażenie, że powinienem go zatrzymać, zapytać o coś jeszcze, cokolwiek.

Ale nie zrobiłem tego.

I chyba właśnie o to chodziło.'

4.

'Anioł nie siedział.

Nie stał.

Zawieszał się w tej przestrzeni między jednym oddechem a następnym – tam, gdzie czas nie jest linią, tylko cichym drżeniem powietrza.

Nie miał ciała, a jednak był obecny jak chłód, który wchodzi pod skórę, zanim zauważysz, że przestało padać.

Nie mówił, bo słowa byłyby za grube, za powolne. Zamiast tego – otwierał się jak szczelina w szkle: nagle widzisz przez nią coś, co zawsze tam było, tylko nie miałeś powodu, żeby spojrzeć pod tym kątem.

Patrzył na ciebie.

Nie na twoją twarz, nie na twoje dłonie, nie na telefon, który ściskasz jak ostatnią deskę.

Patrzył na to, co ty sam przestałeś widzieć wiele lat temu: na tę małą, upartą iskrę, która wciąż – mimo wszystko – nie zgadza się zgasnąć.

Nie kiwał głową z aprobatą.

Nie marszczył brwi z dezaprobatą.

Po prostu trwał w tym patrzeniu – bezwarunkowym, bezterminowym, bez „jeśli”.

I w tej ciszy, która nie jest pusta, tylko wypełniona samym byciem, zaczynało do ciebie docierać coś bardzo starego i bardzo prostego:

że nie musisz niczego udowadniać,

że nie musisz niczego naprawiać na siłę,

że nie musisz nawet wierzyć, że dasz radę –

wystarczy, że trwasz.

Bo on trwa przy tobie.

Nie jako nagroda.

Nie jako kara.

Nie jako obietnica czegokolwiek.

Tylko jako fakt.

A potem – tak samo nagle, jak się pojawił – znika.

Nie odchodzi.

Nie rozpływa się w świetle.

Po prostu przestaje być zauważalny.

Zostaje za to echo tego patrzenia.

Bardzo ciche.

Bardzo trwałe.

I przez chwilę – krótszą niż mrugnięcie – wiesz, że nie jesteś sam z tym, co w tobie najgorsze i najpiękniejsze jednocześnie.

A potem idziesz dalej.

Jak zawsze.

Tyle że coś się zmieniło.

Nie na zewnątrz.

W środku – ta iskra, która nie chciała zgasnąć, dostała właśnie potwierdzenie, że ma do tego prawo.

I to wystarczy.'

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aisak 2 godz. temu
    Jakie dłuuuugie opowiadanie!
    WoW!
    A umiesz krótkie?
    Bo akurat trwa konkurs🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania