Eksplozja telewizora trzy razy (lub mieszczańska tragedia z końca XX wieku)

>>> Pierwsza eksplozja>>>

>

Telewizor adorowany na ołtarzu odkurzacza

stopniach wtajemniczenia

sztywnej politury stołu fornirów lustrzanych

w których błysnęły jesienne liście

naszych twarzy

telewizor wybrzuszony

wyszczotkowany kurzym pierzem

ożywiany i karmiony tchnieniem pokoju

obojętny na natrętnie powtarzane dźwięki

syczał anielskim

spokojem

w labiryncie kątów krzywych mieszkania

styropianowych podkładek pod urodziny nieforemnej cioci

beczułkowatych wspomnień

opowieści wujka

z czasów świetności naszej babci

obojętny i cierpiący telewizor w potrzasku

coraz to nowych promocji

swojego podejrzanego przyrastania

skurczył się ( tak że go nie widzieli) i eksplodował

 

>>> Druga eksplozja>>>

>>

Ciocia pożyczyła żelazko sąsiadce b

lok o 15 klatkach schodowych 6 windach

z których jedna zablokowała się pomiędzy piętrami

3 różnych dozorcach

blok zadrżał

ciocia miała 2 żelazka

z których jednego nie żałowała nigdy

i przychodziły do niej sąsiadki

wujek powrócił znad rzeki

nie złowił niczego ciekawego

oprócz dwóch leszczy ale jeszcze małych

wujek pijał piwo ciocia płakała

żelazko

stało w kuchni

ciocia ilustrowała starzyznę kanapy i obrusów ornamentem zdrowego rozsądku i obfitością

wujek w błękitnym akwarium

po raz pierwszy szczęśliwy

ciocia miała dość dużo czasu

dla siebie wujek cieniem na ścianie

 

>> Trzecia eksplozja>>>

>>>

wujek podniósł się z ciężkiego krzesła

ciocia płakała szpilkami łez

dzień nieużywany jeszcze chwiał się głębokim rytmem/ wujek/

żyrandol wbijał się stemplem nieubłaganym w martwe pożycie

/ puszki wołowiny

dzwoniły nadzieją wybawienia /

zakupione na wycieczce podobizny UWIELBIANEGO

zamiast ścian / nawet drzwi się wypaczyły pod wpływem rdzawych saprofitów / ciocia encyklopedia / wujek pytał ciocię / pochyleni rozwiązywali wciąż ten sam dylemat + rozstroje poszczególnych sekwencji wujka / ciocia wypełniała pokój/

zawiasy/ wujek nie odpowiadał ponieważ pakował i zamykał/ jutro lub pojutrze/

Żyrandol= Kwiat Ludożerca

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Topografia historyczna:

Tekst napisany w owym czasie, kiedy telewizory kineskopowe powoli odchodziły do muzeów techniki i nauki (m.in. do Narodowego Muzeum Techniki w Warszawie). Telewizor stał w jakimś ważnym zakątku życia każdej rodziny, niedzielne obiady przemijały jak deszczowe dni w listopadzie, na stole rozgrzane i lekko parujące żelazko, wujek wracał do domu z wędką, potem jednak dokądś wychodził... Szukał pretekstu, żeby jak najczęściej być poza domem...

Encyklopedię PWN w 5 tomach kupili tuż po ślubie; ciocia rozwiązywała codziennie krzyżówki, dlatego potrafiła odpowiedzieć na wiele pytań... Ale oni nie rozmawiali ze sobą dłużej niż 10 minut dziennie...

Na półce stała gipsowa figurka jakiegoś zapomnianego idola sprzed lat, którą przywieźli z wycieczki nad morze...

Kiedyś w lipcowe i sierpniowe niedziele jeździli nad Świder lub jesienią z przyjaciółmi na grzyby... Byli szczęśliwi na tyle, na ile można sądzić... cokolwiek sądzić....

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Moews godzinę temu

    W młodości jeździli na długie wycieczki do Puszczy Kampinoskiej, nad Świder lub do Urli nad Liwiec; potem przyszły na świat dzieci (dwie córki). Wtedy też zdarzało się, że zabierali dzieci na wycieczki do lasu, a w niedziele pojawiał się na stole podwieczorek: zazwyczaj szarlotka z niewielkiej cukierni w sąsiedniego bloku. Życie toczyło się rytmem, ale ten rytm był obcy...Płynął z zewnątrz; któregoś dnia wujek kupił na raty kolorowy telewizor... Ten gigantyczny przedmiot ważył 58 kg, zajął cały kąt pokoju przy oknie, a kiedy był włączony, w pokoju robiło się gorąco... Dzielnie znosili wszystkie niewygody, ponieważ tak już miało być, tak trzeba było...Ale dlaczego? Brak odpowiedzi... Po upływie kolejnych lat wujek coraz częściej wychodził na ryby, a po południu rodzina w milczeniu siedziała przy stole... W niedzielę pojawiała się na stole szarlotka...Pozornie wszystko było tak jak kiedyś...A jednak chyba nie wszystko...? Coraz częściej siedzieli w milczeniu przy stole i nawet nie szukali jakichkolwiek słów... Córki zapamiętały jeszcze jedno wydarzenie: to był sobotni wieczór, wujek oglądał mecz swojej ulubionej drużyny.... Nagle telewizor zasyczał, zabulgotał i zaczął dymić.. Po chwili sprawiał wrażenie groźnej "czarnej dziury", która była w stanie pochłonąć całe ich życie... Potem nastąpiła krótka, jakaś taka sucha eksplozja. Kiedy trochę się uspokoili, zebrali fragmenty rozbitego szkła, zapakowali to, co pozostało po telewizorze i wynieśli na wysypisko śmieci położone na południowym krańcu osiedla... Minęło znów kilka lat... Ciocia szczotką z kurzego pierza codziennie rano odkurzała zdjęcie wujka... Tyle pozostało, tylko tyle... Ale to i tak dużo...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania