Elegia ciszy

W komnatach własnego milczenia,

Dogasa ostatni z moich dni,

A noc pozbawiona znaczenia,

Pod powieką jak popiół śpi.

 

Na ścianach osiada zwątpienie,

Jak sadza po spalonych snach,

A serce, wbrew wszelkim nadziejom,

Rdzewieje w niewidzialnych drzwiach.

 

Poranki mają smak soli,

Wieczory przesuwają się po mnie bez śladu,

A cisza coraz głębiej mnie boli,

Choć nie potrafię już znaleźć jej powodu.

 

Pod skórą dojrzewa pustkowie,

Którego nie widać na zewnątrz,

Więc uśmiech przywdziewam jak zbroje,

By nikt nie zobaczył jak pękam.

 

I może najgorsze w tej ciszy,

Nie to, że tak długo już trwa -

Lecz fakt, że człowiek się przyzwyczaja,

Do życia, którego nie czuć się da.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates

    "którego nie czuć się da.'- którego czuć się nie da - brzmiałoby lepie w zakończeniu. Jeszcze nie oceniam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania