Employees - Prolog

"Prawdziwe szczęście drzemie w uczuciu miłości i wiary, uzdrawiając rany okaleczonych dusz i serc." Wpis pod posągiem Świętej Fiony z Fergus w Walarze.

„Pierdolety” – wyryty w pomniku dopisek poniżej, powyższej sentencji nieznanego autorstwa.

&

Wioska Groszewo była standardową aglomeracją na Pszennym Szlaku. Ściana domostw, farm i spichlerzy ciągnęła się jakieś pięć mil, wzdłuż głównego traktu handlowego, majacząc barwą złota i srebra z pól zbóż, oraz czerwieni i fioletu z okolicznych sadów. Widać od razu było, że częstym bywalcem w wiosce muszą być kupcy i przedstawiciele gildii młynarzy z pobliskich miast Imperium Aur, czego najlepszym dowodem było, że znajdywały się tutaj trzy tawerny oferujące nie tylko jadło, ale i dłuższy nocleg, kościółek z cegieł ze zdobionym marmurowym posągiem bogini Fertili, patronki płodności oraz nawet coś na wzór małego rynku, ulokowanego nieco głębiej, w specjalnie wytyczonym placu.

Pomimo że większą część przestrzeni za domostwami stanowiły pola i sady, to w promieniu około dziesięciu kilometrów, majaczyły zielone połacie lasów, wyłaniających się zza pagórków i wyżyn.

Do tego przez wioskę przepływał nieduży, ale rwący potok, zwany przez tutejszych rzeką Syks - ponoć z powodu, że podczas roztopów, strumień wody nabierał, tak mocno na silę, że wręcz syczy, zderzając się z kamieniami w korycie, choć niektórzy prześmiewczo, uważają, że nazwa się wzięła od tego, że jest to popularne miejsce schadzek. - Aglomeracja, przez te wszystkie walory, ciągnęła do siebie ludzi oraz zainteresowanie, wśród wędrujących po szlaku podróżników.

Nie inaczej było z wędrującą parą, która kierując się do miasta Umber, zatrzymała się nieopodal rzeki, przyglądając się okolicznych chłopom, którzy w pocie czoła, ale z niekrytym uśmiechem na twarzy, przerywanym przez drobne przyśpiewki i żarty, siali, orali oraz nawozili kolejne hektary pól, w przygotowaniu do kolejnych przyszłych zbiorów.

Odór odchodów - o dziwo - nie sięgał tejże dwójki podróżników, którzy spokojnie odpoczywali pośród zarośli rosnących wokół Syks'u, pozwalając sobie również na pieszczotę zanurzenia swych stóp w toni wody.

- Ach! Aż ciężko uwierzyć, że przy tak dużej ludzkiej wiosce, woda będzie tutaj taka czysta i przyjemnie chłodna! Chociaż, to pewnie zasługa silnego nurtu, spłukującego cały ten syf, dalej i dalej, aż do wybrzeży Umber. - odparła nagle kobieta, o wzroście i głosie ludzkiej dziesięcioletniej dziewczynki, rozczesując zarazem swe rude włosy, które jeszcze przed chwilą, były związane w długi kuc. Jej lekko zaróżowione usta, wciągnęły głęboki haust powietrza, sprawiając, że po chwili jej dłonie, lekko poluzowały wiązania kaftana, sprawiając, że dorodne i kształtne piersi, mogły wreszcie nacieszyć się odrobiną luzu oraz rześkością tutejszego powietrza.

Siedzący obok niej mężczyzna, spojrzał na swą towarzyszkę z przekąsem. Był on niemal jeszcze raz tak wysoki, jak ona, a mimo tego, czuł się jak mały chłopiec, który musi teraz tłumaczyć swoich kolegów, po tym, jak coś nabroili. Jego błękitne oczy, subtelnie przeszły po ciele jego towarzyszki, zatrzymując się przy tym - sekundę dłużej niż powinien - na dekolcie, zaraz jednak wędrując dalej na delikatnie żółtawą twarz i czarne jak noc oczy kobiety.

- I kto to mówi? - Zaczął mężczyzna, strzepując biedronkę z jego ramienia - Przedstawicielka rasy Niziołków, którzy chodzą po tych krainach od przeszło dziesięciu tysięcy lat, a nadal nie wpadli na pomysł wynalezienia butów tak dużych i długich, by mieć zakryte całe stopy, a nie tylko kawał skóry i mięśni między piętą a palcami u nich. Jak myślisz, po kim najdłużej muszą sprzątać karczmarze w dniach ulew i deszczy?

Kobieta na te słowa parsknęła śmiechem, opadając leniwie na trawę, jednocześnie lekko taplając swe stopy w tonie wody, niczym małe dziecko, ochlapując przy tym mężczyznę.

- Cóż, nasze stopy są wyjątkowe. Nie straszne im zimno ani ostre krawędzie skał i kamieni. Zażalenia mniej do swych rasowych ułomności. Ludzie... Też mi panowie świata, którzy to od dziecka muszą chować swe stopy pod fałdami skór i utwardzanych podeszew, bo inaczej płacz, że nóżka się zadrapała lub skaleczyła. Do tego ta wasza ludzka przypadłość do chorowania na wszystko, co się da. Ba! Byle użądlenie pszczoły powala połowę waszej populacji.

Mężczyzna sapnął, niby to obrażony, ale się nie odezwał. W końcu nie było sensu się wykłócać o fakty.

Zamiast tego, również ospale opadł na przestrzeń łąki, starając się ukryć lekki dyskomfort, drażniących jego skórę źdźbeł traw oraz przecierając swą twarz z kropel wody, wychlapanej przez jego towarzyszkę.

Przez chwile oboje się nie odzywali do siebie, czerpiąc z tej chwili spokoju, tyle ile tylko się dało. Przez ostatnie pięć dni, wędrowali prawie bez przerwy, po okolicznych lasach i teraz wygody oraz atrakcje łąk i potoku, byłby bardziej niż kuszącą pokusą, z której tylko głupiec by nie skorzystał.

- W chwilach takich jak ta... - zaczęła nagle kobieta, głosem jednak o wiele delikatniejszym i czystszym, pozbawionym wcześniejszego sarkazmu - żałuje, że nie możemy się zatrzymać na dłużej. Może nawet ustatkować się i zamieszkać na stałe. Wiesz, założyć tawernę czy coś...

Wraz z ostatnim słowem, dłoń Niziołki powędrowała na bok, odnajdując tam - jak oczekiwała -wyciągniętą w jej stronę rękę mężczyzny. Jej nieco pulchniejsze palce, zaraz delikatnie opadły, na wewnętrzną część dłoni jej towarzysza, nagradzając ten ruch subtelną pieszczotą wolnego gilgotania.

- Merril... - odparł mężczyzna, przewracając swą głowę na bok, by ich spojrzenia się spotkały. Usta mężczyzny się rozwarły, ale nie wydobył się z nich nawet ułamek słowa. Zamiast tego, swą drugą wolną dłonią, człowiek rozczesał swe krótkie, śnieżno-białe włosy, w geście uczucia zmęczenia i frustracji. - To jest miłe marzenie - rzekł po dłuższej chwili, uciekając jednak spojrzeniem na niebo, nie mając odwagi widzieć, bólu ukrytego w oczach Niziołki.

Palce kobiety na moment zastygły bez ruchu na jego dłoni. Przez chwilę mężczyzna oczekiwał, że to subtelne uczucie pieszczoty zniknie całkowicie, ale po paru sekundach konsternacji, opuszki jej dłoni znów wróciły do procesu gilgotania jego ręki. I ten fakt był o wiele gorszy dla jego serca i duszy, niż gdyby Merril cofnęła swą dłoń, w jawnej dezaprobacie.

- Tak, masz racje... To tylko miłe marzenie - rzekła kobieta, zamykając swe oczy, jakby starała się usilnie coś ukryć przed nim, przed samą sobą.

Przez długość dziesięciu oddechów, znów zapanowała cisza między parą. Szum traw i wiatru, był jedynym towarzyszem, błądzących w ich sercach mroku i zgnilizny cierpienia.

W końcu nie mogli się zatrzymać. Nie teraz. I nie w najbliższej przyszłości. Ich życia nie należały do nich. Byli całkowicie zależni od woli innej osoby... Nie. Nie osoby. Istoty. To było o wiele trafniejsze określenie.

&

Tawerna była pełna ludzi. Z każdego kąta słychać było plejadę śmiechów, zderzających się kufli piwa i wesołych rozmów. Merril trzymała się tuż za mężczyzną, nie odstępując go na krok, niczym zaniepokojona córka. Większość tutejszych gości, nie zwracała uwagi na nowo przybyłą parę. W końcu znaczna z nich część była zbyt wstawiona, by przejmować się czymkolwiek, a reszta nie zdawała się zaskoczona, wizytą człowieka i Niziołka w tych terenach. W końcu tutaj liczyła się zawartość kieszeni i zbijanie interesów na uprawach, a nie rasa. Był to jeden z tych magicznych przypadków, kiedy pieniądz, miał dobry wpływ na ludzi.

Parze udało się jakoś przecisnąć pomiędzy tuszą do jednego z wolnych stolików, w lewej części budynku. Na ścianie obok, tuż nad ich głowami, do jej drewnianej powierzchni przyczepiono wypchaną głowę jelenia, z majestatycznie wielkim porożem, które było bardziej niż pewne, dodane później i zrobione sztucznie. Merril bez chwili zawahania przeszła wzrokiem po reszcie tawerny, spoglądając na inne zdobienia, drewniane wykończenia i chmarę ludzi wewnątrz. Głównie byli to tutejsi mieszkańcy. Chłopi, drwale i kupcy, ale wśród nich zamajaczyło jej przed wzrokiem parę osób, w bardziej dystynktywnych szatach, będących pewnie przedstawicielami tutejszych i okolicznych gildii. Wśród ludzi, było paru elfów i półelfów. Krasnolud a nawet gnom! A teraz do tego była jeszcze ona, Niziołek. Widok, na który raczej trafiało się w miastach, niż wioskach.

- Merril, co chcesz do picia? Piwa? Ale? A może zapytać, czy mają wino? – odparł jej towarzysz, wstając od ich stołu i spoglądając na nią z wyczekiwaniem. W odpowiedzi dostał subtelny ruch jej głowy w geście zaprzeczenia, który zakołysał jej włosami w tak dobrze mu znany, seksowny sposób.

- Nie, piwo wystarczy, no i możesz załatwić jakieś jadło. Kurczaka, może i indyka? – odparła kobieta, opierając się o krzesło, wesoło machając nogami, na samą myśl o jedzeniu.

Mężczyzna mimowolnie się uśmiechnął na tę reakcję, zaraz kierując się w stronę oberżysty.

- Witam, prosiłbym o dwa kufle piwa jakże, jeśli jest to możliwe, jakieś danie z pieczonego kurczaka, jaj i chleba. – rzekł, wpatrując się w – niewątpliwe – właściciela tej gospody. Było to łatwo poznać, po standardowych wąsiku mężczyzny, krępej budowie ciała i faktowi, jak jego oczy zabłysnęły, na widok, woreczka grzechoczących monet.

- Ależ, oczywiście. W moim przybytku, jadła i popitki dostatek, zwłaszcza jeśli kieszeń gotowa na takie wydatki. – odparł dumnie karczmarz, teatralnie wręcz zakręcając palcem wokół jego wąsa i uśmiechając się ze szczerością.

To było takie subtelnie przerażające. Był to uśmiech złodzieja, na moment przed skokiem jego życia. Tylko, że tutaj karczmarz mógł legalnie i w biały dzień oraz z pocałunkiem prawa na jego polikach, okradać podróżnych na kosmiczne kwoty, wedle uznania i widzimisię. W końcu, co karczma to inne ceny, a im bogatsza klientela, tym wartość, nawet głupiego kufla piwa rosła.

Normalnie mężczyzna byłby bardziej wstrzemięźliwy, jeśli chodzi o pieniądze, ale… Dla uśmiechu Merril było warto wydać o tego florena więcej…

Ostatecznie na posiłek i trunki, podróżnik wydał pięć florenów. Kwotę, za którą w innych częściach Imperium, przy granicy z Królestwem Elendilu, miałby i wyżywienie i pokój na cały dzień. Ten fakt, jednak nie popsuł jego humoru, a tym bardziej Merril, która to z wyczekiwaniem wpatrywała się w bar i plączące się w kuchni kobiety.

- Ahh! Już czuje zapach naszego kurczaka! A to dziwne, bo powinnam czuć tylko swąd przepoconych mężczyzn i alkoholu – odparła półżartem, spoglądając na siedzącego naprzeciw niej człowieka, zadzierając przy tym głowę do góry i lekko przygryzając swą dolną wargę – powiedz mi szczerze Alfi, kupiłeś to wszystko tylko z mego powodu, co nie?

Podróżnik mimowolnie się wzdrygnął, słysząc swe imię, zaraz uciekając twarzą na bok, by ukryć lekką czerwień jego polików.

- Aż tak to jest widoczne? – zapytał, nie próbując zaprzeczać.

- Bardziej niż sądzisz – odparła pewnie, sięgając po swój kufel i upijając spory łyk piwa, zaraz ekscentrycznie wzdrygając się pod wpływem jego smaku.

- Ach! Mocna rzecz! Widzę, że ktoś tutaj na bogatości chmielu dodaje, a nie tylko wodę na żółto barwi, byle szczynami – dodała po chwili, przecierając ze swych krągłych warg i polików, nadmiar piany z trunku.

Alfi, a raczej Alferd, kątem oka obserwował tą sytuacje, nadal starając się zapanować nad czerwienią jego twarzy.

- Jeśli będziesz tak szybko piła to wypijesz piwo, zanim przyniosą nam jedzenie – odparł mężczyzna starając się zachować fason i powagę, jednak zaraz ją stracił słysząc natychmiastową odpowiedź Merril.

- Jeśli tak się stanie, to mi kupisz kolejny pełny kufelek, czyż nie?

Alferd chciał zaprzeczyć, ale po chwili tylko chicho przytaknął, uznając swą porażkę.

- Bezwstydnie wykorzystujesz moje dobre serce – odparł sarkastycznie, czerwieniąc się jeszcze mocniej.

Kobieta zaśmiała się wesoło.

- Nie tylko takie rzeczy robie bezwstydnie, ale wtedy nie narzekasz – rzekła, spoglądając na jego czerwoną jak burak twarz z niekrytą satysfakcją. W końcu uwielbiała, kiedy na jego aparycji ujawniały się jakiekolwiek inne emocje niż powaga i chłód. Czerpała z takich chwil jak te, tyle szczęścia i radości ile mogła, tylko wziąć. W tych krótkich momentach, kiedy nie musieli przejmować się ciężarem ich życiowych decyzji oraz ról, jakie pełnili, odnajdywała spokój i prawdziwą pełnie szczęścia.

Po chwili, do ich stołu podeszła dorodnej urody młoda kobieta, która zapodała im półmisek, na którym mienił się złocistą barwą dorodny pieczony kurczak, spory kawał pociętego bochna chleba oraz dwa zasmażane jajka.

Merril omal nie popłakała się na ten widok.

- Zobacz Alfi, to takie piękne! Gorący i czysto domowy posiłek po pięciu dniach męczącej tułaczki po lasach i żarcia suszonego mięsa oraz twardego jak skała chleba! Czyż to nie cudowne? Zamawiam udka i skrzydełka! Nawet nie waż się ich tykać! Bo jak bogów kocham, dziabnę cię tym to drewnianym widelcem. – odparła rzewnie Merril, dla poparcia swych słów machając przed sobą jak ostrzem wspomnianym sztućcem.

Mężczyzna na to mógł tylko beztrosko sapnąć, czekając aż jego towarzyszka nałoży sobie jej część posiłku, by potem i on nałożył sobie porcje mięsa.

Alfred jadł w ciszy i z gracją godną szlachcica, w przeciwieństwie do Merril, która zachowywała się przy stole jak przysłowiowa „świnia”. Jej drobne usta, były całe umorusane w tłuszczu z kurczaka. Jej dłonie były tłuste, a po szyi subtelnie wędrowała zagubiona kropa, alkoholu z jej ust, które na pewien moment skupiła atencje spojrzenia człowieka.

Nagle, prawa dłoń mężczyzny w której trzymał on widelec, napięła się niczym struna, a na jego twarzy wymalował się grymas bólu, który ukazał się w formie mocno przymkniętych powiek i zaciśniętych ust w wąską linie.

Merril również poraził ból, sprawiając, że o mało co nie zadławiła się kawałkiem kurczaka, kiedy z jej ust wydobył się przygłuszony jęk bólu.

Ten nienaturalny spazm trwał przez długość około dziesięciu głębszych oddechów, aż nagle zniknął, równie niespodziewanie jak się pojawił, na co przedstawicielka rasy Niziołków, głośno sapnęła z irytacji.

- To też wybrała sobie porę, na przedrzeźnianie nas… - odparła cicho z nie krytą dezaprobatą i frustracją, widząc jak dotychczasowa przyjemna atmosfera ulatnia się, zastąpiona przez powagę oraz zmęczony wyraz twarzy Alfreda.

- Jesteśmy spóźnieni… To było oczywiste, że zacznie się irytować – rzekł białowłosy, spoczywając teraz spojrzeniem na jego talerzu, nie mając odwagi patrzeć Merril w oczy, wiedząc, że prócz frustracji będzie w nich zawarty obraz jej gniewu oraz wewnętrznej rozpaczy.

-To nie nasza wina i ty wiesz o tym! I do jasnej cholery przestań, stawiać w jej obronie! Oboje wiemy, że ona ma nas gdzieś. Liczą się tylko życzenia i dług!

- Merril… Proszę. Nie kłóćmy się o to samo. Moja odpowiedź zawszę w tej kwestii będzie taka sama jak wcześniej.

Kobieta zasyczała gniewnie, dłuższą chwile spoglądając na nadgryzione kawałek skrzydełka kurczaka. Gołym okiem było widać, że ten spazm bólu oraz irytacja słowami jej towarzysza, odebrała jej cały dobry humor i apetyt. Jednakże, po chwili, wróciła ona do konsumpcji jej porcji.

- Niech jej będzie… Zjemy i weźmy się do roboty.

Mężczyzna, chciał się odezwać. Może nawet wypowiedzieć coś na kształt przeprosin. Aczkolwiek powstrzymał się, cicho przytakując, również kończąc jedzenie w akompaniamencie ciszy między ich dwójką.

&

Spopielony spoglądał przed siebie, kopiąc od niechcenia kupkę popiołu obok Jego nagiej stopy. Tuż za nim, umierały ostatnie płomienie, które jeszcze parę oddechów wcześniej beztrosko i wygłodniale pochłaniały, ściany niewielkiego domostwa, z którego zostało teraz tylko parę grubszych i oczadzonych desek, których ogień nie strawił.

Istota ruszyła przed siebie równe pięć kroków po czym przystanęła spoglądając teraz na śmierdzące przypalonym mięsem ciało. Był to mężczyzna. Nim ogień pochłonął jego skórę i mięśnie, mógłby on się pochwalić typową dla Leseńczyków urodą, w postaci lekko czekoladowej skóry, czarnych włosów i białych jak śnieg ślepi.

Spopielony, bez słowa ruszył dalej, wdeptując swą stopę w spalone zwłoki.

Kości chrupnęły, a z resztek mięśni klatki piersiowej, wycisnęło się coś na zasadzie żółtawego osocza.

Istota znów przystanęła, z wolna się odwracając. Wręcz leniwie.

Tuż przed nią stała mała dziewczynka, o skórze bladej jak śnieg. Tego samego koloru włosów oraz niebieskich oczach. Na oko wyglądała na dziesięć, może jedenaście lat. Aczkolwiek coś w jej spojrzeniu, świadczyło co czymś zupełnie przeciwnym.

- Przekraczasz swe uprawnienia – odparło dziecko, lekko kołysząc swą sukienką koloru krwistej czerwieni.

Spopielony wykonał wolny krok do przodu, w stronę dziewczynki.

Powietrze zawrzało. Trawa pod jego stopami zaczęła nabierać odcienia brązu i czerni.

Dziecko jednak się tym nie przejęło, wciąż beztrosko kołysząc fałdami swego ubioru.

- Przekraczasz uprawnienia. Naciągasz granice. A do tego razisz wyjątkową głupotą. Czyżby Vulkan jeszcze bardziej zaniżył standardy dla podlegających mu zwierzaków?

Spopielony zignorował te słowa. Wykonał kolejne parę kroków.

Dziewczynka cicho sapnęła.

- Jakbym gadała do ściany. Do tego dziurawej – odparła, rozczesując swe włosy.

Nagle powietrze przeciął donośny syk rozdarcia, poparty trzaskiem i rykiem gromu.

Cała irytacja z oczu dziewczynki zniknęła, na jej twarzy pojawił się przesłodki uśmiech.

- Oh, Vulkan! Kopę lat! – żachnęła wesoło, beztrosko machając w stronę unoszącego się z wyrwy sześcianu koloru brązu i rdzy.

Spopielony zawył, padając na kolana. Z jego gardła wydobył się dziki wrzask. Jego dłonie i nogi zaczęły się wykręcać się w drugą stronę.

- Ej, ej! Tak nie wolno! To oszustwo! – odparła dziewczynka, tupiąc groźnie nóżką w stronę sześcianu, ignorując skowyt gorąca i ryki cierpienia Spopielonego.

Sześcian się zakręcił. Po czym beztrosko opadł na ziemie.

- No tak! Obraź się! Kiedy to ja powinnam to robić! W końcu to twój zwierzak złamał przepisy. Naruszył nasze ustalenia. Przekroczył uprawnienia!

Sześcian, zmienił barwę. Zniknął cały brąz. Teraz jego ściany były odcieniem pomarańczy i błękitu.

- Tłumacz się, tłumacz! Gdyby Kruk o tym wiedział, to byś inaczej tutaj się zachował.

Spopielony znowu zawył. Do powyginanych kończyn, doszedł trzask łamanego kręgosłupa. Kręg po kręgu.

- To za mało. Gówno mnie obchodzi, że on jest nowy i nie zna jeszcze wszystkich zasad. Pamiętaj. Porażki pracownika to wina złego szkolenia pracodawcy!

Sześcian się uniósł. Ponownie zakręcił i zmienił barwę. Tym razem był on biały.

Dziewczynka uśmiechnęła się.

- No widzisz. Powinieneś to zrobić od razu i nie byłoby tematu oraz potrzeby by marnować czas.

Spopielony nagle się zgiął. Zakręcił się, a potem zaczął się zwijać jak tkanina dywanu. Kości pękały z dzikim trzaskiem. Ryk bólu zniknął. Zaraz potem ciało istoty zaczęło jeszcze bardziej się kurczyć i zwijać, aż na ziemi pozostał nienaturalnie równy kwadracik wielkości ciasteczka czarnej jak smoła skóry, zgniecionych kości i mięśni.

Dziewczynka bez zastanowienia podbiegła do tworu, zaraz biorąc go w swe małe rączki, po czym bez zawahania zaczęła go gryź i przeżuwać.

- Przypalony, ale smaczny. – dodała mając pełne usta.

Sześcian zmienił barwę na żółtą.

- Wcale nie mlaskam! Wypraszam sobie! – krzyknęła dziewczynka, rzucając resztką Spopielonego na ziemię. – Poza tym, nie bądź taki cwany! Jestem skora zapomnieć o tym incydencie, ale Kruk i tak musi usłyszeć, o tym co wyprawiają twoi pracownicy! Nie wolno od tak łamać zasad!

Vulkan odwrócił się.

Powietrze przeciął ryk rozdarcia i błyskawic.

- No tak! Nie rób ze mnie kabla! Dobrze wiesz, że nie mam wyboru. Że ty nie masz wyboru! Kruk się dowie tak czy siak! Lepiej powiedzieć mu osobiście, niż by to on sam ten temat poruszył? Czyż nie?

Sześcian zmienił barwę na brąz, po czym znikł w huku rozdarcia.

Dziewczynka pokazała mu na „do widzenia” środkowy palec u dłoni.

- Dupek! Pogadamy na zlocie prezesów! – rzuciła, zarazem pochylając się by sięgnąć nadgryzione i zmniejszone ciało Spopielonego. – Nie wypada marnować jedzenia. – dodała, zaraz pochłaniając istotę w swych ustach, wcześniej jednak zrzucając z niej kawałki ziemi i trawy.

Przez chwilę przeżuwała w ciszy, zbliżając się zarazem do przypalonego ciała Leseńczyka.

Zaciągnęła się zapachem jego przypalonego mięsa i kości.

- No cóż. Takie marnotrawstwo, przez głupie niedbalstwo i brak profesjonalizmu Vulkana.

Drobna dłoń dziewczynki delikatnie musnęła resztki skóry na poliku martwego mężczyzny.

- Dobra… Wstawaj.

Ciało poruszyło się. Gardło rozwarło się na do granic możliwości w grymasie bólu, ale z powodu przypalonego języka i krtani, nie wydobył się z niego nawet ułamek dźwięku.

Dziewczynka usiadła i postanowiła poczekać, wpatrując się, jak ta kupa przypalonego mięsa i kości wije się z miejsca na miejsce. Jak całe ciało trzęsie się spazmatycznie, wykręcając sobie przez te gwałtowne ruchy nogę i łamiąc przypaloną kość prawej ręki i dłoni.

- Hmm trochę minie, nim się pozbierasz emocjonalnie. – szepnęła obok walącego się na boki żywego trupa. Wpatrując się w jego puste oczodoły i stopione uszy.

- Ale wiesz, ja w przeciwieństwie do Vulkana, potrafię zadbać o swoich pracowników. Mam pięć gwiazdek i mnóstwo rekomendacji! Jak się nadasz, znajdziesz u mnie robotę marzeń!

Ciało znów się wygięło. Zatrzęsło się spazmatycznie.

- Nie martw się. Jesteś w dobrych rękach. – odparła dziewczynka, wesoło się uśmiechając. Łapiąc jego przypaloną dłoń - Witaj w Emporium!

 

-----------------------------------------------

Ok zatem, wreszcie go napisałem. Prolog mam nadzieje, mego większego projektu typowo już autorskiego. Dark Fantasy, ale zakroplone w ironii, odrobince szaleństwa i nienaturalnych trendów w tej tematyce.

Mam nadzieje, że będzie on na tyle interesujący, by dać wam trochę radochy z czytania, i by pobudzić was do śledzenia dalszych losów Employees.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że to dla mnie niewątpliwa przyjemność w końcu coś od ciebie przeczytać, cny autorze :)

    *jedna rzecz natury technicznej. Pauzy (długie krechy) lub półpauzy (średnie krechy), ale na pewno nie dywizy (najkrótsze krechy). Więcej tutaj: www.ekorekta24.pl/myslnik-pauza-polpauza-i-dywiz-lacznik-czym-sie-roznia-i-jak-je-stosowac/
    *"Prawdziwe szczęście, drzemie w uczuciu miłości i wiary" - zbędny przecinek
    *"Wpis pod posągiem Świętej Fiony z Fergus, w Walarze." - zbędny przecinek
    *"Pierdolety” – wyryty w pomniku dopisek poniżej, powyższej sentencji" - zbędny przecinek
    *"z pól zbóż, oraz czerwieni i fioletu z okolicznych sadów." - zbędny przecinek
    *"Fertili, patronki płodności oraz, nawet coś na wzór małego rynku" - "patronki płodności" to wtrącenie, więc brakuje ci drugiego przecinka zaś przecinek przed "nawet" do usunięcia
    *"w promieniu około dziesięciu kilometrów" - może się czepiam, ale najpierw były mile, a teraz kilometry? Taka trochę niekonsekwencja
    *"ponoć z powodu, że podczas roztopów [zbędny przecinek] strumień wody nabierał [zbędny przecinek] tak mocno na sile [bez "ę'], że wręcz syczał [zły czas], zderzając się z kamieniami w korycie, choć niektórzy prześmiewczo [przecinek] uważają, że nazwa się wzięła od tego, że jest to popularne miejsce schadzek."
    *"- Aglomeracja" - zbędny dywiz
    *"z niekrytym uśmiechem na twarzy, przerywanym przez drobne przyśpiewki i żarty" - zbędny przecinek
    *"nawozili kolejne hektary pól, w przygotowaniu do kolejnych przyszłych zbiorów." - zbędny przecinek
    *"Syks'u" - Syksu. Bez apostrofa
    *"przy tak dużej ludzkiej wiosce [zbędny przecinek] woda będzie tutaj taka czysta i przyjemnie chłodna! Chociaż [zbędny przecinek] to pewnie zasługa silnego nurtu, spłukującego cały ten syf [zbędny przecinek] dalej i dalej, aż do wybrzeży Umber."
    *"odparła nagle kobieta [zbędny przecinek] o wzroście i głosie ludzkiej dziesięcioletniej dziewczynki, rozczesując zarazem swe rude włosy, które jeszcze przed chwilą [zbędny przecinek] były związane w długi kuc."
    *"Jej lekko zaróżowione usta [zbędny przecinek] wciągnęły głęboki haust powietrza, sprawiając, że po chwili jej dłoni [jej co?], lekko poluzowały wiązania jej kaftana, sprawiając, że jej dorodne i kształtne piersi [zbędny przecinek] mogły wreszcie nacieszyć się odrobiną luzu oraz rześkością tutejszego powietrza." - za dużo zaimka "jej". Wiadomo, że kaftan i piersi należą do niej, więc nie trzeba tego dookreślać.

    -na tym etapie kończę wypisywanie błędów, więc miej świadomość, że dalej występują podobne i inne usterki. Je jednak będziesz musiał naprawić sam albo z pomocą kogoś innego, bo mnie brak cierpliwości na takie wypisywanie.-

    minusy: totalnie zła interpunkcja, źle używane zaimki, pomniejsze błędy w konstrukcji zdań, różnego rodzaju drobne literówki (pogubione ogonki na przykład)
    plusy: dobra narracja, nieźle zarysowani bohaterowie z potencjałem na rozwój, ostatnia część: sympatyczna mieszanka makabry, przerysowania i parodii?

    No, mój entuzjazm opadł. Wcześniej tak trochę "przekartkowywałem" twoje teksty i zdawało mi się, że piszesz całkiem nieźle, a tymczasem... Fura błędów. Gdyby nie samozapał i w miarę intrygująca historia sama w sobie, pewnie bym nie doczytał tego do końca. Ogólnie jest potencjał. Fabuła zdaje się być nie do końca sztampowa, bohaterowie od samego początku wypadają sympatycznie, a potencjalni antagoniści są dziwni i przerysowani, ale przez to niewątpliwie intrygujący. Sam świat przedstawiony również nie wydaje się być takim tam typowym światem fantasy - chociażby nigdy wcześniej nie spotkałem się z kobietą-niziołkiem, co już samo w sobie jest plusem.
    Nie jestem ostatecznie przekonany, ale chyba będę śledzić ciąg dalszy tej historii. Wierzę też, że te błędy to głównie niedopatrzenie i braki warsztatowe, a więc przy odpowiednim wysiłku dasz radę je przezwyciężyć i dalej będzie już choćby trochę lepiej. Bo tak szczerze to dość ciężko się to czyta w takim stanie...
    Pozdrawiam
  • matix1256 2 miesiące temu
    Hej dzięki za tak długi komentarz.
    Co do interpunkcji nie będe kłamał, to dla mnie czarna magia. Jest tam tyle wyjątków i głupot, że nigdy nie wiem co, gdzie i jak. Co do nadużywania zaimków, też nie ma co kryć. pisząc i czytając to w głowie, nie czuje ich. Dopiero jak mi TY o nich napisałeś, zacząłem je zauważać heheh.
    A co do bohaterów i mocno przerysowane postacie dziewczynki i Vulkana... cóż.
    Mam co do nich spore plany hehe.
    Pozdrawiam!
  • Fanagann Hartelion 2 miesiące temu
    Stary dobry klimat Fantasy z Elfami i Niziołkami jest na pograniczu moich zainteresowań, ale ważniejsza jest dla mnie sama opowieść.

    Sporo drobnych błędów, ale da się je pominąć wzrokiem. Martwią mnie niektóre oklepane już nieco motywy, ale może ciekawie je rozwiniesz.

    Tak czy inaczej, zachęcam byś pisał dalej. Jestem ciekaw jak rozwiniesz tą opowieść.
  • matix1256 2 miesiące temu
    To universum to taka mieszanka, typowego high fantasy (wiesz, elfy, gnomy, ludzie, koboldy etc etc), ale zarazem makabryczna kombinacja motywów np. z Malazańskiej księgi poległych, czy po prostu bardziej zwariowanych kreacji i nietypowych nurtów w tej tematyce. Zatem można się spodziewać sporo niby to "klasycznych trendów" ale zatopionych w nietuzinkowych rozwiązaniach.
    Jak właśnie to już nieco ukazałem w 2 części tej notki, gdzie mamy postać jak na razie bezimiennej dziewczynki, Spopielonego i Vulkana, którzy jak pewnie zauważyłeś/aś mówią zupełnie innym bardziej nowoczesnym językiem, i zdają się wręcz być z innej bajki.
    na tym będzie właśnie polegać ta historia na zderzeniu się klasyki z nietuzinkowością.

    Pozdrawiam i dzięki za komentarz!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania