Enancjostaza
czasami trudno jest nie depresyjnieć. choć
rozpala w sobie człowiek świetlistego grilla,
opowieści ciągną się niczym aromat, wprost
z przymuróweczki układu właściwego,
rozbrzmiewają melodie wygrywane
na skrzypcach gwoździowych
– to wraca, nie daje się obłaskawić nawet
łagodnym słowom: zamiokulkas zamiolistny,
sypialenka, przeniewierca.
wszystkie one zlepiają się śluzowatym druciwem,
obrastają siateczką powiązań. i nagle okazuje się,
że moje celowe nieorganięcie techniczne,
zapiekłe nieposiadanie komórki
("ty tym żyjesz, ja – tym rzygam"
– mógłbym powiedzieć wielu smartfoniarzom)
jest korzeniem pięknej rośliny
z rodziny Anarchoprimitivae,
która zaowocuje w coraz bardziej
mizantropicznej czerni, wyda na świat
pocieszną pokraczkę: stawianie baniek dla
zawirusowanego laptopa, by mu ulżyć,
czy innego rodzaju gusła z zer i jedynek.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania