Enancjostaza

czasami trudno jest nie depresyjnieć. choć

rozpala w sobie człowiek świetlistego grilla,

opowieści ciągną się niczym aromat, wprost

z przymuróweczki układu właściwego,

rozbrzmiewają melodie wygrywane

na skrzypcach gwoździowych

– to wraca, nie daje się obłaskawić nawet

łagodnym słowom: zamiokulkas zamiolistny,

sypialenka, przeniewierca.

 

wszystkie one zlepiają się śluzowatym druciwem,

obrastają siateczką powiązań. i nagle okazuje się,

że moje celowe nieorganięcie techniczne,

zapiekłe nieposiadanie komórki

("ty tym żyjesz, ja – tym rzygam"

– mógłbym powiedzieć wielu smartfoniarzom)

jest korzeniem pięknej rośliny

z rodziny Anarchoprimitivae,

 

która zaowocuje w coraz bardziej

mizantropicznej czerni, wyda na świat

pocieszną pokraczkę: stawianie baniek dla

zawirusowanego laptopa, by mu ulżyć,

czy innego rodzaju gusła z zer i jedynek.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Grafomanka 9 miesięcy temu
    często jest tak, że co dla jednego jest złotem, dla drugiego śmieciem... kwestia zapatrywań, priorytetów
  • Florian Konrad 9 miesięcy temu
    Właśnie tak.
  • TseCylia 9 miesięcy temu
    Dobre! A to co zamknął cudzysłów - super.
  • Florian Konrad 9 miesięcy temu
    Dziękuję!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania