Epitafium

Kiedy zostajesz sam, bo umiera ostatnia z bliskich ci osób,

rodzi się ból i pytanie o jutro. Dlaczego ja? Co ze mną?

 

Poznaliśmy się mając po osiemnaście lat – zbyt młodzi i piękni,

by myśleć o jutrze, a jednak. Cud się zdarzył. Nasze szczyty

były daleko od siebie: ja zamarzyłem o filmie, ona o sławie.

 

Byliśmy, jak dwie polówki pomarańczy, które nie potrafią

odnaleźć wczorajszego snu.

 

Moja ścieżka ku górze znalazła kres w głębinie oceanu,

jej wciąż trwała. Salony, kolorowe pałace – była motylem,

którego pragnęli wszyscy. Rozświetlała im mrok codzienności,

a dla mnie była przystanią,

 

bezpieczną i czułą, pewnością, że mogę grzeszyć do woli

byleby serce wciąż biło naszą melodię, tę sprzed matury,

zanurzoną w mroku nocy, w namiocie z widokiem na morze.

 

Zawsze, budząc się w nocy, czułem jej oddech – dzisiaj jest cisza.

 

Kiedy zostajesz sam i nie masz do kogo wypłakać żalu,

zapytaj siebie, czy było warto tak żyć? Czy wszystkie chwile

radości były tak samo ważne, jak łzy? Nie pamiętasz, by

płakała? Och!!! Może to nie ona, a płakałeś ty?

 

Wciąż te pytania. Dlaczego? Co ze mną? Kolonialna wódka,

rudy kot i szum lasu. Samotność w ogrodzie bez granic. Piszę

do siebie w nadziei, że jutro znowu odnajdę się w lustrze,

i swoją twarz.

 

_________________________

a moje serce wciąż bije

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania