Epitafium dla Kielc
kiedy pierwsze słońce uderza w szyby dworca
pierwsze ptaki biją w szyby z malowanymi ptakami
pomyśleć by można - jak Kielc mi jest szkoda!
co robić nam w dzień tak okrutnie nijaki?
jak stara, załkana, peerelowska matrona
skropi dłonie, przeżegna się, uderzy swe żebra
rozwali się krzyżem na ołtarza schodach
jedno ramię to brusznia, drugie to telegraf
dziury po kulach w starych kamienicach, skrzypce
stary grajek zarabia na kolejny łyk wódki
serduszko wyryte na wilgotnej szybce
bezdomny wyrywa Birucie złotówki
zarosłe chwastem pomniki pamięci o wojnie
zarosłe flegmą pomniki pogromu, falangi
ze scyzorykami w rękach, przemarsze oenerowskie
łzy płyną nad kirkut silnicą, łzy matki
zalegną w kałużach na drogach, rozejdą się w rynnach
wiatr wysuszy nam oczy, noc zamknie powieki
już nie płacz, już nie ma kto słuchać jak łkasz
i tak już zostanie na wieki
Komentarze (6)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania