Erato

Nigdy rano, pomimo wczesnego wstawania, nie mogę się wyrobić, więc znowu wyszedłem z domu w ostatniej chwili i przebierając nogami najszybciej jak mogłem szedłem na przystanek. Podczas wsiadania do pierwszego z rozkładu jazdy autokaru komunikacji miejskiej, moje ruchy już były spokojne, ponieważ byłem pewny, że zdążyłem i nie spóźnię się do firmy. Od lat wyznaję maksymę „pańskie oko konia tuczy” i jak do tej pory wychodzi mi to na dobre. Przejechałem zaledwie dwa przystanki, gdy wyświetlił się komunikat o zmianie trasy z powodu wypadku. Kierowca skręcił w jakąś pustą, jednokierunkową, nie znaną mi, boczną willową uliczkę i jechał wolno z powodu parkujących samochodów. Odruchowo jak inni patrzyłem w okna pojazdu i podziwiałem mijane drogie domy.

- Ale ona jest śliczna – powiedziałem zbyt głośno sam do siebie, czym przyciągałem spojrzenia i przykułem uwagę innych pasażerów autobusu linii sto dwa.

Cześć osób zaczęła spoglądać w kierunku na jakim się skupiłem, a ja nie chcąc utracić wspaniałego widoku, obracałem głowę w kierunku podziwianego cudu, niestety obiekt mojego zauroczenia znikł tak szybko jak się pojawił. Pod wpływem impulsu wcisnąłem przycisk informujący kierowcę o chęci opuszczenia pojazdu na najbliższym przystanku. Zanim to stało się możliwe ujechaliśmy jakieś trzy kilometry. Pomimo, że dogonienie kobiety po tak długim czasie było nie realne i mało prawdopodobne, wysiadłem i pieszo wróciłem do miejsca, w którym ją zobaczyłem.

Stojąc na pustym chodniku w pogrążonej jeszcze we śnie dzielnicy, ze względu na wczesną porę, poczułem się rozczarowany. Chociaż powinienem się tego spodziewać, że kobieta biegnąc od tego czasu pokonała przynajmniej trzy razy dłuższy dystans niż ja wracając do tego miejsca. Prawdopodobnie ona już zakończyła poranną przebieżkę i z pewnością teraz jest już w swoim domu, szykując się do pracy.

Gnany przez wewnętrzny przymus, który był podobny jak w przypadku zgubienia dziecka czy kluczy miotałem się w sposób nieprzemyślany i irracjonalny. Dlatego postanowiłem sprawdzić sąsiednie ulice, czy przypadkiem tam jej nie ma. Prawie biegiem przeszukałem dwie najbliższe i zrezygnowany zatrzymałem się gdzieś w połowie trzeciej, chyba najbardziej zatłoczonej. Powoli docierało do mnie, że mój wysiłek był nadaremny i po zastanowieniu przewidywalny. Jeszcze motałem się w miejscu w desperackiej ostatniej próbie ustalenia kierunku w jakim mogła się udać, gdy podczas jednego z licznych piruetów trafiłem głową w coś miękkiego. Szybkość z jaką to nastąpiło zaskoczyła mnie, a siła uderzenia cofnęła mnie o dwa kroki. Osoba na jaką wpadłem miała mniej szczęścia i wyłożyła się na chodniku. Kiedy podszedłem z pomocą zobaczyłem, że przede mną leży obiekt mojej obecności w tym miejscu. Początek znajomości w mojej ocenie nie wypadł najlepiej i po słowach jakie usłyszałem na moje przepraszam, przekonałem się o słuszności domysłu. Pomogłem kobiecie wstać i z zaskoczeniem odkryłem, że ma około dwa metry wzrostu. Zadarłem wysoko głowę i popatrzyłem z dołu na jej twarz, lecz z takiej perspektywy nie mogłem dostrzec w niej wcześniejszego piękna. Natomiast patrząc na wprost widziałem jej piersi. Odruchowo skierowałem wzrok w dół i dostrzegłem zranione kolano.

- Spowodowałem u pani kontuzję i z pewnością drużyna z trenerem będą jeszcze bardziej od pani na mnie wściekli.

Zaskoczyłem ją swoja paplaniną, ponieważ nie była koszykarką, ani siatkarką jak się spodziewałem po dziewczynie z jej wzrostem. Okazała się plastyczką, wykonującą dorywcze zlecenia dla kilku agencji reklamowych. Może dlatego nie chciała się zgodzić na wezwanie karetki do zranionej nogi.

Przynajmniej nie odrzuciła mojej oferty pomocy w odprowadzeniu jej do domu. Wsparła swoje ramie na moich barkach i kuśtykając dotarliśmy z ledwością do najbliższej apteki, tam kupiłem środki opatrunkowe. Przeszliśmy zaledwie czterysta metrów, lecz zdążyliśmy wywołać sensację na ulicy, przez nasze odmienne postury. Ludzie z ciekawością patrzyli na małego grubego faceta i bardzo wysoką szczupłą kobietę.

Własnoręcznie założyłem opatrunek na zranione kolano, ponieważ mi było łatwiej na wyprostowaną nogę niż jej schylić się z bolącymi plecami. Najprościej byłoby wezwać taksówkę, która odwiozła by ją do domu, lecz był poważny problem z posadzeniem bardzo wysokiej kobiety w pojeździe bez zgięcia nogi.

Czując się winny za powstanie kontuzji postanowiłem jej pomóc i służąc za podpórkę odprowadziłem ją do jej domu. Tam za drzwiami wejściowymi było dla mnie wszystko za wysokie, a zwłaszcza meble zrobione na zamówienie i dostosowane do jej wzrostu. Ponownie poczułem się jak w pierwszej klasie gdy chciałem skorzystać z toalety i po niej umyć ręce.

W rewanżu za odprowadzenie do domu zaprosiła mnie na śniadanie. Gdybym wiedział, że w jej domu nie ma nic porządnego do jedzenia odmówiłbym i przez wrodzoną grzeczność naraziłem się na odmówienie spożywania zielska.

- Przykro mi, że nie mam niczego do jedzenia, co lubisz – powiedziała z smutkiem w głosie po usłyszeniu odmowy bycia krową.

Głupio mi się zrobiło i chcąc poprawić jej humor powiedziałem.

- Jeżeli pozwolisz pójdę do pobliskiego baru i kupię coś na śniadanie.

Nawet nie uporała się z połową stosu zielska, gdy wróciłem z zakupami. Postawiłem z niemałym trudem na blacie kuchennym cztery jednorazowe, nie ekologiczne, plastikowe torby. Miałem nareszcie coś porządnego do przegryzienia i mogłem nawet się podzielić.

- Nalać też tobie – zaproponowałem odkręcając butelkę z moim ulubionym napojem.

- Co w nim jest? – zapytała.

Nie miałem zielonego pojęcia, wiec wręczyłem jej butelkę po zakręceniu nakrętki. Odebrała i od razu zaczęła głośno czytać skład produktu.

- Regulator kwasowości, substancje klarujące, stabilizatory, zagęstniki wszystko opisane symbolami E-338, E-339, E-340, E-341, E-342, E-445, E-450, E-451, E-452, E-1410, E-1412, E-1413, E-1414, E-1442. Dużo tego pijesz?

- Oprócz tego napoju piję coca-colę oraz oranżadę najmniej trzy butelki dziennie – odpowiedziałem z pełnymi ustami, ponieważ wgryzłem się w moje przyniesione z baru danie z kategorii tych ulubionych dietetycznych z czerwoną papryką, czerwoną cebulą, smażonymi ziemniaczkami , dodatkiem czosnku, pieczarkami, groszkiem, fasolą, kukurydzą i z podwójnym mięsem.

Chwile poobserwowała jak pałaszuję.

- Proszę zaspokój moją ciekawość i powiedz mi co właściwi każdego dnia jesz, ponieważ widzę, że danie z baru bardzo ci smakuje, a ja nie mogę znieść nawet jego zapachu.

- Mam dużo pracy i jem najwięcej dań błyskawicznych, które wystarczy tylko podgrzać albo zalać wrzątkiem.

- Czy ty przypadkiem nie świecisz w ciemnościach, skoro tak dużo fosforu pochłaniasz? – zapytała.

- Nie – odpowiedziałem zanim zastanowiłem się nad odpowiedzą.

- Powinieneś spożywać tyle samo wapnia co fosforu, zaburzenie tych proporcji powoduje krzywicę i osteoporozę.

Zakląłem cicho pod nosem, ponieważ na pierwsze było już za późno i przez to jestem taki kurduplowaty, druga choroba czai się w wyobrażeniach innych i mnie nie dotyczy jak na razie. Gdzieś w ludziach tkwi głęboka potrzeba kierowania czyimś życiem. Dlatego nie pozwalają palić ze względu na raka płuc, a picie alkoholu, ich zdaniem, powoduje marskość wątroby. Wychodzi na to, w dłuższej perspektywie, że cokolwiek pijesz i jesz jest szkodliwe dla twojego życia i zdrowia, a rozjechanie przez samochód na chodniku już nie.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Pasja 04.05.2018
    Witam
    Ciekawe studium od zauroczenia do jedzenia.
    Erato muza miłości w każdej dziedzinie życia. Ale czy tak do końca zielenina jest zdrowa? Zwłaszcza ta w sprzedaży.
    Wszystko powinno być z umiarem konsultowane.
    Miłego weekendu
  • Bożena Joanna 04.05.2018
    Przyjemna lektura, same problemy w tym życiu, nadmierny wzrost kobiety i kontrowersje w sprawach jadłospisu. Trudno walczyć z przesądami i zdrową dietą. Pozdrowienia!
  • oldakowski2013 04.05.2018
    Dużo literówek, oraz jeden poważny błąd..."nie realny" - piszemy nierealny. Treści nie oceniam, przeczytałem, ale nie zaciekawiło mnie to opowiadanie. Pozdrawiam.
  • KarolaKorman 04.05.2018
    Tak naprawdę nigdy nie wiemy, co jemy. Podejrzewam, że nawet te organiczne warzywa i owoce nie są pozbawione wszelkich chemicznych tworów.
    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania