Esej o moim smutnym istnieniu (To samo i ciąg dalsz)
serce pęka gdy widzę ten gnój,
byliśmy sami tak jak strach na wróble,
gdy widzę ciebie gdzieś,
to serce staje mi,
i pustka porywa mnie,
na koniec świata,
tam gdzie nie ma nic,
będę z tobą tam po czasu kres,
aż wszysko zginie,
i fauna zamieni się w florę,
////
szkrzypią usta jak harmonijka,
dokąd pędzisz dziś,
każdy ściga sie i pędzi do grobu.
//
ja też pędzę skoro świt,
nie widzę cienia tu,
chyba zmarłem już,
bo nikt mnie tu nie widzi,
nikt nie czyta mnie,
nikt nie chcę mnie,
bo dla was ja nie istnieję,
naprawdę nie wiem dziś co zrobiłem źle,
być może specjalnie grałem tego złego,
gram główną rolę tu,
bo jestem bystry i mam dużo do powiedzenia,
lecz nikt nie słucha mnie,
nienawidzili by mnie wszyscygdyby mnie poznali,
ja sam to diabeł jest,
bestia z piekieł i plugawy antychryst,
nie widzę duszy tu a jedynie mrok,
na rozstaju dróg niebiańskich,
powiem ci tylko milcz!
i powtórz słowa me w myślach aby dotarły,
a potem wykrzycz je ,
i wyszeptaj mi że ty mnie naprawdę kochasz,
bo po co miłość jest jak nie po to by,
dawała nam sens istnienia,
bez tego lepiej jest, postawić sobie znicz,
i umrzeć na wieki wieków,
to dla mnie proste jest,
chociaż skomplikowane,
nie mniej powturze znowu "milcz!",
i zwroć mi moje serce,
które pojmałaś gdy,
uwiodłaś mnie,
za takie czary byś spłoneła na stosie,
na szalce leżą sny,
i śnią codzień się,
aż odbiera rozum co chwile,
na taki ołtarz tu,
postawie kwiaty ci,
i odprawie czarną msze dla czarta,
w ciszy piję krew,
umartwiam ciało swe,
biczując się i tnąc szkłem w liturgicznych szatach,
ja czuje się jak ksiądz który wie więcej od swych owieczek,
jeszcze trochę a zjem twe ciało,
ale wolałbym gówno zjeść,
bo kanibalizm jest co najmniej straszny,
wszystko to straszny film,
jedno wielkie szoł,
gdzie zawsze zbyt późno opada kotara,
na takie sceny to do teatru nikt nie chodzi,
a ja znam tylko ból, ksztyny radości tu nie ma,
chcę dotknąć twoich rąk,
przytulić mocno cię,
a potem wyzionąć ducha,
by poczuć ulgę i nie cierpieć tak jak cierpie,
bo to jest gehenna,
jestem w roju pluskw,
jedną nogą w grobie,
na skraju tychże dróg,
stoi anioł i namawia mnie do nawrócenia,
a ja się śmieje mu i znowu pije krew,
i cierniem koronuije tych słąbych,
bo ja fakt cierpie ale nie narzekam,
bo to jest mój włąsny ból,
i wolę go niż waszą plastikową radość,
bo nie czujecie w niej tego czym szczęście jest,
bo macie humor ale bez morału,
śmiejecie z gówna się ,
z pustym uśmiecham pijanego klauna,
ja jestem wielkim malcem,
i w oczach duszę mam,
chociaż sumienia i wspólczucia za grosze,
nie boli mnie twój ból,
nie wzruszają twoje łzy,
cierpisz to cierp,
to twoja sprawa,
na niebie gwiazdy są,
oświetlają drogę mi,
a ciebie prowadzą do nikąd,
z bólu toczę łzy,
które jak kamień są lub żwir,
jest mnóstwo ich ale suche są,
jak piasek na pustyni na której deszcz nie pada,
pozwól dotknąć się,
daj mi odrobinę wytchnienia,
bo ja schnę jak wiatr,
ktory wieje bo traka jego rola,
siły natury mnie wprawiają w ruch,
w ognistej wodzie kąpie swoje ciało,
możesz spotkać mnie lecz nigdy mnie nie poznasz,
nazywaj mnie jak chcesz,
skrzetem lub olbrzymem,
powiedz kim Sauron jest,
czy mogę wymawiać jego imię,
co zakazane jest,
jestem jak Voldemort skrzywdzony mimo woli,
bo choć siłę mam to jestem wśród chmary nieswiadomych ludzi,
którzy kukłąmi są lub po prostu siłąmi natury,
to mechanizm jest jak bezwiedny las,
są by budować i się rozmnarzać,
jam nieśmiertelny jest,
dała mi to bestia co zwie się Ktulu,
to włądca kosmosu jest i ma takie moce,
których pozazdr1ościłby sam Alladyn,
na niebie kamień lśni,
i mróży oczy swe,
gdy tak spogląda sobie na ciebie,
on też by kochać chciał,
i z tobą być,
ale sam w samotności migocze na niebie,
te niebo piekłam jest,
kamień sobie lśni i mróży jebane oczy,
nie ma ni rąk ni nóg ale wszystko bardzo dobrze widzi,
gdzie tu logika jest,
czym są Ludzie czym zwierzęta czym krzewy,
za mało pije ja za rzadko badam się,
myślę że kiedyś zdechnę na jakąś cholerę,
czy "cholera" to przekleństwo jest czy tylko choroba,
któż to wymyślił tak że to samo słowo znaczy coś innego,
język dziwny jest ale znam go bardzo dobrze,
kto kiedyś szukał mnie albo szuka mnie?
czemu mym światem żądzi szatan,
czym Pan Bóg jest,
czemu modlicie się do jakiegoś boga,
czy chociaż rozumiecie to,
wiem zachowuje się jak bym wszystkie rozumy pozjadał,
i chyba właśnie tak jest,
bo chyba ktokolwiek w słowach by mnie nie zagią,
wiem chyba już wszystko o tym koszmarnym podłym świecie,
nie jest to kolorowy sen,
nie widzę świata w rożowych okularach,
to wszystko ulotne jest ,
jak każda pierwsza lepsza sprawa,
dokad pędzimy znów,
czy nie gubimy swych dróg,
od kiedy świat tylko trwa,
bla bla bla,
tańczy rosa na ślubnym kobiercu,
nie ma wilgoci w niej jak w mych kamiennych łzach,
wypłakałem głazy a nawet góry,
każda ma łza skałą jest,
skazą na mym fałszywym zakłamanym sercu,
więc dlatego jestem szlachetny,
nie wyrywam sztachet już,
i myślę że panienki to na mnie lecą,
lecz się krępują mnie,
wiem że chciały by dla mnie puszczać bąki,
a ja bym bardzo chciał wąchać takie dziewiętnastoletniej szczupłej dziewczyny,
hehe,
jebać bez, jebać wszy,
jebać wszystko co kocham czyli nic,
naprawdę nie wiem co to miłość,
klnę na swe marne ludzkie ciało,
żęzi coś w oddali i piszczy,,,
co to?
czy złoto? Czy Liliputy?
Może gremliny?
Żęzi gremlin w trawie,
husaria podrywa swe karawany,
szykuje się wojna,
stumilowa wojna w stumilowym szarym lesie,
stumilowe buty wkłądam,
biorę miecz i zabijam jeden po drugim,
trzeci po czwartym,
zabijam całe legiony i jestem jak 300 spartan,
zabijam ludzi, owady , zwierzęta, spalam lasy,łąki pola zbóż,
by reszta niedobitków zdechłą z głodu,
podły jam jest, wiem,,,
daję sobie c zwórkę "dobry" chociaż "zły",
ten "Zły", zły do szpiku kości,
wynaturzony? Nie jam jet kim jest,
jestem niczym insekt,
czasem jak pasożyt,
ale to jam jhest królem tej gawidzi,
i to oni powinni na mnie pracować,
hehe, kiedyś bym nie pomyślał że dziewczęce bąki są romantyczne,
że zapach z tyłka jest synonimem miłości,
naprawdę chcę wąchać twoje bąki Klaudio czy Zuzanno,
Wyobrażam sobie czasem że jestyem obok tej piosenkarki Sanah,
gdy ona po prostu sra i zlizuje jej resztki gówna z odbytu jak papier toaletowy,
tak mój język mógłby jej tak służyć,
nie wstyd mi za to ,
myśle że jej gówno sprawiło by mi przyjemność nie brzydził bym się tego a łąkną,
dziwne? kupa bąki sranie gówno siuśanie sikanie,
zuzanno wyobrażam sobie jak leżysz i siusiasz pod siebie i mocz cieknie ci po odbycie
i gdy tak napinasz te mięśnie słodko pierdzisz, mi do ust do nosa,
twój wilgotny od sików odbyt smakuje świetnie gdy towarzyszy mu zapach z twego cudnego tyłka,
chciałbym żebyś po prostu srała przy mnie codziennie to znaczy żebyś załatwiała przy mnie potrzeby
fizjologiczne,
myślę że lubisz się pożądnie wysrać i umiem o tym mówić,
fajnie by było gdybyś miała tak zwaną sraczkę , wypieła mi tyłek i ciekło by z ciebie te żadkie gówno,
i przy tym było by mnóstwo pierdnięć, chce czuć ten zapach i przy nim spuszczać,
przykładasz odbyt do mych ust i puszczasz delikatnego cichego bąka , rumienisz się,
trochę cię to krępuje ale lubisz tak robić,
pewnie nie raz o tym marzyłaś, znam się na człowieczeństwie,
ale dość o tym,
pora na koniec czyli początek całejk tej nioecnej historii,
w gruncie rzeczy to chciałbym opowiedzieć ją jakoś poetycko,
najpiękniejszymio słowami czy tęż wyrazami,
a więc:
Gnuśne widmo schyla się ku pochyłej równi,
nie inaczej:
mara, poczwara, pełzacz niemyty, zwykły kretoszczur czy inny ścierwojad to mi bliźni,
nie kocham boga nie czcze Jezusa czy Lucyfera,
prędzej modliłbym się do luksfery,
popijając płyn "Ludwik" albo jakiś "cif" niż skłądał chołd jakiejś paranormalnej trójcy świętej,
jeszcze tydzień a wyrosną mi rogi, hehe, kto opisałby świat piękniej niż ja,
dzień zwykłych ludzi wygląda inaczej mój jest wyjątkowy?
co we mnie jest żeuważam się za lepszego,,, hmm???
kurkla rurka, może fajnie by było popatrzeć jak ktoś umiera?
Pamiętam jak kiedyś zbierałem stonkę ziemniaczaną i wrzucałem je do puszki po konserwie z płonącą benzyną,
normalnie świr,
świruje cały świat i staje na noogach tzn na ręcach,'
na rękach? Na dłoniach?
Też uważacie że dłonie to w sumie też ręcę albo raczej ich element?
może poiwinienem kupić sobie elementaż czasami czuje że brakuje mi jakiejś elementarnej wiedzy,
w sumie myślę... Ciąg dalszy nastąpi...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania