Etta James
Odwilż jak młoda rzeka,
spływa z ogrodowych drzew,
z szyb i dachu domu
w kierunku wybrzeży oceanu.
Krople tak bardzo podobne
do srebrnych źdźbeł deszczu –
mam je przed oczami.
To nie jest dobry dzień
na śpiew o butli brandy.
Schodzę pod pokład,
łapać radiowe sygnały
szumu programu "jestem".
Rozpuszczalna kawa
rozpuszcza resztki snów.
Dym z papierosa stoi w drzwiach,
jego zaduma zmienia mnie
w stos zużytych opon.
Z głębi domu niespiesznie woła
Etta James.
Piosenki o miłości,
w kwiatach naparstnic modliszki –
na ogrodowych pergolach
pod soplami lodu
czekają na swoje ofiary.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania