Ever liar - rozdział 2
bardzo dziękuję Siqfrida Valmuefr? za komentarz. już od dawna coś mi w tym rozdziale nie pasowało, a dzięki Tobie wiem, jak sobie z tym poradzić. mam nadzieję, że ten rozdział będzie lepszy :)
Obudziło mnie wołanie mamy. Narzuciłam na siebie mój kochany, niebieski szlafrok i zeszłam na śniadanie. Na stole w kuchni leżała cudowna, niebiesko - biała róża identyczna, jak ta z mojego snu.
- Mamo, skąd to się tu wzięło?
- Ta róża? Listonosz przyniósł. Adresowana do ciebie. Prawda, że cudowna?- zapytała mama.
- Tak, jest piękna. Tylko wydawało mi się, że gdzieś już taką widziałam, ale nieważne. Co dziś jemy?- rzuciłam odwracając uwagę mamy od kwiatu, przy którym zauważyłam przypięty pudrowy bilecik.
- Kanapki z dżemem i kakao. Śniadanie mistrzów – powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. – Proszę nakładaj sobie, a ja w tym czasie polecę po twojego tatę.
- Dobrze.
Kiedy wyszła szybko zwinęłam liścik do kieszeni zdecydowana, aby przeczytać go później w swoim pokoju. Mimo wszystko bardzo mnie to zaciekawiło. Wzięłam sobie kanapkę, nalałam gorącego kakao i usiadłam przy dużym dębowym stole znajdującym się na środku kuchni. Zawsze przypominał on moją babcię. Rodzice przenieśli go do domu po jej śmierci.
Szafki w kuchni były własnoręcznie wyrzeźbione przez tatę, który pracował kiedyś, jako stolarz. Niestety nie skończyło się to zbyt dobrze dla niego. Rok temu jedna z drewnianych bel spadła mu na nogę, przez co złamał palec. Przeszkadzało mu to przy pracy, więc musiał porzucić fach. Mama pracuje obecnie, jako zastępca kierownika w firmie dostarczającej paczki między krajowe w Dobsonie – moim ukochanym miasteczku. Urodziłam się tu i wychowałam razem z moimi najlepszymi przyjaciółmi – Rose i Christianem.
Z Rose poznałyśmy się jeszcze w przedszkolu. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Byłyśmy jak papużki nierozłączki. W siódmej klasie doszedł do nas Christian. Słodki, romantyczny blondyn z fiołkowo-szarymi oczami i zniewalającym uśmiechem. Od kiedy go poznałam byłam pewna, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Cóż, to chyba jednak nie było to. Byliśmy ze sobą około 4 miesięcy i było cudownie, lecz nie tak cudownie jak z Nickiem. Ach Nick ….
Cóż to niemożliwe, że udało mi się go tak szybko poderwać. Poznaliśmy się w pierwszej liceum. Dobson to małe miasto i rzadko kiedy ktoś się tutaj przeprowadza. Ludzie raczej wolą je opuścić. Lecz rodzina Nikolaja była jednym z nielicznych wyjątków. Miał tylko siostrę i mamę. Nigdy nie poznałam jego taty, ale jemu również na tym nie zależało. Był bardzo tajemniczy. Po prostu inny. I to chyba mnie w nim pociągało. Jego malutka siostrzyczka – Meg – była jak aniołek. Uwielbiała zabawę lalkami. Jak tylko mnie pierwszy raz ujrzała, zabrała mnie do swojego pokoju na podwieczorek. Kiedy zobaczyłam minę Nicka, chciało mi się płakać ze śmiechu. Wyglądał na przerażonego reakcją małej. Jednak pozwolił nam się chwilę pobawić razem. Kiedy zaplatałam jej czarne włosy, zaczęła mi opowiadać o ich życiu przed przyjazdem do miasta. Okazało się, że mieszkali w Bostonie, gdzie Nickolai pracował, jako pomocnik sklepowy. Starał się, jak mógł by utrzymać swoje ukochane kobiety. Ona również nic nie wspominała o ich ojcu.
- Hej skarbie – z rozmyślań wyrwał mnie radosny głos ojca siadającego obok mnie. – Jak Ci się spało?
- Dobrze tato – rzuciłam głaskając pod stołem mojego ukochanego psa Dimkę.
- Co to za kwiatek?
- To dla Kate. Od cichego wielbiciela – powiedziała mama puszczając do mnie oczko.
- Tak? Cóż ciekawe. Bardzo chciałbym poznać tego młodzieńca.
- Tom, daj dziewczynie trochę prywatności. Masz jakieś plany na południe?
- Ja? – mało brakowało żebym zadławiła się resztką kanapki. – Tak. Zapomniałaś? Przecież mówiłam Ci wczoraj, że idę do kina z Rose i Chrisem. – Czułam się winna, że skłamałam. Tak naprawdę musiałam iść do Nicka i wyjaśnić wszelkie komplikacje. No i pozostawała jeszcze sprawa tego dziwnego snu.
- Rozumiem. Kochanie, co ci się stało w nogę?
Odruchowo rzuciłam na nią okiem i zauważyłam niedużego siniaka w okolicy kostki.
Dziwne pomyślałam. Skąd on się tam wziął?
- To nic, mamo. Pewnie niechcący walnęłam się o łóżko. Dzięki za pyszne śniadanie.
Włożyłam naczynia do zlewu i ruszyłam do pokoju. Usiadłam na mojej, dużej fioletowej pufie i zagapiłam się na nowo odmalowane, niebieskie ściany. Nagle przypomniałam sobie o karteczce, schowanej w mojej kieszeni. Wyjęłam ją i rozłożyłam. W środku znalazłam wierszyk.
„Niebieska róża w wodzie się przeglądała
uśmiechała się do swojego odbicia
ona na szczęśliwą wyglądała
z wody siłę życia czerpała
wędrowiec przyszedł do źródła
napić się wody przed dalszą podróżą
zobaczył ją i serce mu skradła
była jego wyśnioną różą
został w jej ramionach na zawsze
aksamitnym dotykiem budziła każdego ranka
z płatków spijał ranną rosę
nie było szczęśliwszego kochanka
róża poznała prawdziwe szczęście
jej płatki jeszcze wypiękniały
on już nie marzy o podróży
ona wie, jaki jest wspaniały ”
Ze szczerymi przeprosinami na zawsze tylko twój
Nickolai
Nie mogłam w to uwierzyć. Jak on mógł pomyśleć, że dzięki temu wierszykowi i róży, tak po prostu mu wybaczę. Musiałam chwilę ochłonąć. Włączyłam radio. Zabrzmiał w nim głos wokalisty Linkin Park. Podkręciłam głos na ful i poddałam się piosence, starając się zapomnieć o tym zwariowanym świecie. Niestety to nie było takie łatwe, jak się wydawało.
***
Co ja do cholery zrobiłem?!
Byłem na siebie wściekły za to, co się ostatnio wydarzyło. Nie dość, że ją zdradziłem, – za co była na mnie wściekła, to jeszcze mąciłem w jej snach. Ale w końcu, czego nie robi się dla prawdziwej miłości. Nieprawdaż? Kate …. Ona jest taka słodka i niewinna. Powinienem zostawić to już dawno za sobą. Ten związek … on nie miał sensu już od początku. Wiedziałem, że muszę wyjść za Violett, ale ja nigdy nie będę mógł pokochać jej tak, jak kocham Katherin. Zachowałem się jak głupek, dając jej nadzieję. Nie dziwię się, że tak na mnie naskoczyła w nocy. Miała do tego prawo. To była dziwna znajomość. Od kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem zacząłem ją śledzić, by niepostrzeżenie wkraść się do jej świata. Była wtedy z Chrisem. Nie powinienem był go od niej odciągać. Wyglądali razem na szczęśliwych. Mimo wszystko zbliżyłem się do niej i cóż - rzuciłem na nią urok. Byłem taki zdesperowany. Chciałem oderwać ją od rodziny i przyjaciół. To było złe. Teraz już o tym wiem. Ale ciągle nie mogę pojąć, jak ona się spod niego wyrwała. Może nie był on zbyt mocny, ale wcześniej nie było z tym problemów.
- Nick! – zawołała mama. – Zejdź tu. Masz gościa.
Gościa? Ciekawe, kto to?
- Już idę.
Ubrałem moje ulubione czarne dżinsy i szarą koszulkę w serek, po czym zszedłem na dół.
Gdy zobaczyłem kto mnie odwiedził, ogarnęła mnie panika. W drzwiach stała ubrana w szare rurki i czarną koszulkę Kate.
- Mogę wejść? Czy będziemy gadać w drzwiach?
- Jasne. Wchodź na górę.
- Chcecie coś do picia? A może kanapki? – zapytała niespeszona niczym mama.
- Nie, dziękuję pani Pierce. Jestem tu tylko na chwilę.
- Dobrze. Nie będę wam przeszkadzać.
Weszliśmy w ciszy do mojego pokoju.
- Usiądź – kiedy to zrobiła, zapytałem – Dostałaś mój wiersz?
- Tak – nie wyglądała na zbytnio zachwyconą, ale czego mogłem się spodziewać.
- Co się stało? Nie spodobał ci się?
- Wiersz? Był całkiem ładny. Ale miałam dziwny sen.
- Tak? – O matko. Ona zaraz powie mi, że pamięta wszystko i będę musiał ją po raz kolejny okłamać. – A co dokładnie ci się śniło?
- Byłam w twoim pokoju i rozmawialiśmy. Wyjawiłeś mi swoją tajemnicę.
- Co? Jaką tajemnicę? O czym ty mówisz? – udawałem zdziwionego.
- Powiedziałeś mi, że jesteś czarodziejem – po wypowiedzeniu tych słów objęła się ramionami. Chciałem się zbliżyć, by ją przytulić, ale zaprzeczyła ruchem głowy.
- Nie. To jakiś nonsens. Czarodzieje istnieją tylko w filmach.
- Więc to był tylko sen?
- Oczywiście kochanie. Czarodzieje, wróżki, wampiry – takie rzeczy są tylko ludzką wyobraźnią.
- Dzięki za wysłuchanie. Muszę już iść.
- Pozwolisz, że Cię odprowadzę - rzuciłem i wciągnąłem na nogi moje nowe glany.
- Pani przodem.
Wyszliśmy na zewnątrz. Po drodze zwinąłem moją skórzaną kurtkę.
- Masz jakieś plany na wieczór? – wyrwało mi się. Choć nie byliśmy już oficjalnie parą po awanturze z Violett, nadal mogliśmy się przyjaźnić. Przynajmniej na razie.
- Nie specjalnie.
- Co powiesz na kino?
- Ok – powiedziała i uśmiechnęła się. To będzie piękne popołudnie.
***
- Cudowny film – powiedziałam po wyjściu z kina.
- Nie ma to, jak „Faceci w czerni”. To klasyk. Co powiesz na lody? Ja stawiam.
- Mam nadzieję, bo ja jestem już spłukana – rzuciłam i nagle zaczęliśmy się śmiać. Czułam, że było tak, jak kiedyś, a w każdym razie mało brakowało, żeby wrócić do starych czasów.
- Cóż – powiedział i zajrzał do portfela – możemy wziąć jedne na spółkę, bo na dwa mnie chyba nie stać.
- Cóż – rzuciłam, starając się naśladować jego głos – możemy.
Ruszyliśmy w stronę budki z lodami „U Sydney”. Nawet nie zauważyłam, kiedy nasze ręce się splotły. Zajęłam stolik, podczas gdy Nick zamawiał lody.
Wrócił dosłownie po chwili niosąc „Czekoladową bombę” - najlepszy deser pod słońcem. Wspólnie zabraliśmy się do pałaszowania.
- Przepyszny jak zawsze – powiedziałam.
- Tak jest cudowny, ale jeszcze lepiej smakuje, gdy je się go w takim cudownym towarzystwie. Dzięki to było wspaniałe popołudnie, jak za czasów, kiedy byliśmy jeszcze parą. Pamiętaj, że jesteś najcudowniejszą dziewczyną na świecie. Kocham cię.
- Proszę nie zaczynaj znowu. To, że ci wybaczyłam nie znaczy, że nie jestem zła. Daj mi jeszcze trochę czasu. Bądźmy przyjaciółmi. Muszę to sobie jakoś ułożyć.
- Rozumiem – powiedział z wyraźnym rozczarowaniem, po czym odgarnął kosmyk włosów za moje ucho.
Odeszliśmy już od stolika, kiedy usłyszałam krzyk Rose. Gdy się obejrzałam zatrzymała się zdyszana za nami.
- Kate! Tu jesteś wszędzie cię szukałam. Mam mały problem z, no wiesz kim. Cześć Nick. Czy możesz dać nam chwilę na osobności?
- Tak. Jak skończycie, znajdziesz mnie w sklepie – szepnął i pocałował mnie leciutko w czoło, od czego się zarumieniłam. – Uważaj na siebie.
- O co chodzi? – zapytałam, kiedy odszedł.
- Czy wy znowu …, zresztą nieważne. Byliśmy dziś z Chrisem w kinie na pierwszej randce, ale on ciągle wypytywał mnie o ciebie. Pomóż, co mam z tym zrobić?
- Cóż, ty chyba nic na to nie poradzisz, ale może ja z nim pogadam i wbiję mu do głowy, że z nami to już koniec. Hmmm …?
- Zrobisz to dla mnie? – kiwnęłam głową. – Och dzięki, dzięki, dzięki – po czym rzuciła się na mnie i mocno uścisnęła. – Dobra to już wam nie przeszkadzam. Jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy. Czego nie robi się dla przyjaciół.
Uścisnęłyśmy się na pożegnanie i pognałyśmy w przeciwnych kierunkach. Kiedy zbliżyłam się do sklepu, Nick właśnie wyszedł. Zdjął swoją kurtkę i owinął mnie mocno.
- Dzięki, ale nie jest mi zimno – mimo, że to powiedziałam nie odsunął się.
- To gdzie teraz idziemy? Może park? Czy musisz lecieć do domu?
Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest dopiero 18.
- Możemy się przejść po tym parku, jak chcesz.
- Świetnie.
Chodziliśmy po tym parku jakąś godzinę. W końcu usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy obserwować zachodzące Słońce. Oparłam głowę na jego ramieniu. Przycisnął mnie mocniej do siebie by mieć pewność, że nie marznę. Wieczory robiły się już chłodne.
Po chwili odsunęłam się od niego.
- Co się stało? – zapytał z troską i przejęciem w głosie, a jego oczy rozbłysły zielenią.
- Nic takiego. Po prostu muszę już wracać do domu.
- No to chodźmy. Odprowadzę cię.
Szliśmy w całkowitej ciszy. Kiedy stanęliśmy przed moją furtką, pożegnaliśmy się, ale żadne z nas nie chciało odejść pierwsze. To było trudne nawet po takim dniu. Niby mieliśmy być tylko przyjaciółmi, ale ciągle coś mnie do niego pchało. Chwilę później mój świat zawirował w nagłym przypływie słodyczy. Jego usta znalazły się na moich. Niesamowite. Jedyne słowo, które jest zdolne opisać to, co się między nami zdarzyło to fajerwerki.
Gdy odsunęliśmy się od siebie, poczułam dziwną pustkę. Chciałam ją jak najszybciej zapełnić, ale wyszłabym na zbyt łatwą, więc odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku domu, po drodze oddając mu jego kurtkę.
- Do zobaczenia jutro w szkole! – powiedział jeszcze, zanim wyruszył w drogę powrotną do swojego domu.
- Tak. Do zobaczenia – szepnęłam do siebie.
Gdy weszłam do domu, zobaczyłam mamę, wyglądającą mnie z kuchni.
- Och skarbie nie mówiłaś, że znów jesteście razem.
No cudownie. Podpatrywała nas przez okno. Czy może być jeszcze gorzej?
- Czy ten kwiatek jest od Nicka?
- Tak – nie czułam powodu by kłamać. Byłam taka szczęśliwa.
- Będziesz coś jeszcze jadła, czy byliście już na kolacji?
- Tak. Nickolai zabrał mnie na lody, a potem odprowadził do domu. jak sama zresztą zdążyłaś zauważyć.
- Co z niego za dżentelmen. W tych czasach ze świecą takich szukać. No dobrze a teraz idź spać, bo jutro szkoła.
Udałam się do łazienki. Ciepły prysznic trochę mnie orzeźwił. Po pół godzinnym zabiegu przy lustrze wspięłam się do swojego pokoju i rozłożyłam na łóżku. Było takie mięciutkie. Wślizgnęłam się pod kołdrę i włączyłam składankę piosenek, którą dostałam od Nicka na naszą pierwszą rocznicę. Powoli odpłynęłam przy cudownych dźwiękach „My heart will go on” Celine Dion.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania