Ever liar - rozdział 3

Wiecie, jak to jest mieć koszmar, z którego za nic na świecie nie możecie się obudzić? Pewnie tak. Całe szczęście w takich chwilach na scenę wkracza mój ukochany budzik. Niezawodny w najgorszych sytuacjach. Spojrzałam na niego. Była już 6:30. Lekcje zaczynały się o ósmej, więc postanowiłam wziąć się w garść i stawić czoło wszystkiemu, co mój wspaniały los mi przygotował.

Nigdy nie należałam do dziewczyn, które wiecznie ubierały się w jakieś wymyślne ubrania. Zawsze stawiałam na prostotę, więc tak, jak zwykle wyciągnęłam z szafy moje ulubione szare rurki i dodałam do nich zielony top. Na nogi wciągnęłam czarne vansy. Włosy przeczesałam, ale postanowiłam ich nie wiązać, jak miałam w zwyczaju robić. Spakowałam plecak i zeszłam na dół. Jak zazwyczaj o tej porze tata był w warsztacie, a mama na zakupach. Zrobiłam sobie pyszne grzanki z cynamonem i ruszyłam do szkoły. Droga zwykle zajmowała mi 10 minut, ale tym razem postanowiłam iść nieco wolniej.

Zdążyłam wejść do klasy idealnie przed dzwonkiem. Zajęłam swoje miejsce w czwartej ławce obok Rose.

- Hej Kate! No kochana masz mi się tu wyspowiadać i to zaraz. Co to było wczoraj z Nickiem? Po szkole chodzą plotki, że do siebie wróciliście. Czy to prawda? – zarzuciła mnie gradem pytań.

W odpowiedzi jedynie uśmiechnęłam się lekko i pokazałam jej na migi, żeby trochę zwolniła, to później pogadamy, gdyż do klasy właśnie wszedł postrach szkoły – profesor Step.

Nie wiem czy na świecie istnieje gorszy nauczyciel. Jego oziębły wyraz twarzy i przygarbiona postawa dodają mu, co najmniej 10 lat. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek widziała na jego twarzy przyjacielski lub ciepły uśmiech. Gwałtowna reakcja choćby na drobny szmer, była chyba objawem nerwicy. Jego lekcje zaliczano do najspokojniejszych. Gdybyście kiedyś stanęli pod drzwiami klasy, usłyszelibyście jedynie donośny głos pana profesora.

Szybko sprawdził listę i zaczął przeglądać nasze oceny w poszukiwaniu nieszczęśnika nie posiadającego jeszcze oceny z odpowiedzi. Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że dziś będę to ja. Jak zwykle moje obawy się potwierdziły.

- Zapraszam panno Send. Proszę się tak nie ociągać. Przecież nie grozi tu pani żadna egzekucja.

Ach ten historyczny humor czterdziestolatka. Całe szczęście ostatnie lekcje były całkiem ciekawe i udało mi się zapamiętać dość informacji, aby dostać czwórkę. Niektóre odpowiedzi same przychodziły mi do głowy, w chwilach, kiedy profesor już miał zadawać kolejne pytanie. Rodzice powinni być dumni. Nigdy nie byłam geniuszem z tego przedmiotu. Ta lekcja minęła szybko zresztą podobnie jak i pozostałe.

Ostatnia była chemia, którą miałam razem z Nickiem. Tak się składało, że dziś w szkole nie było mojej partnerki, więc zaproponował, że mi pomoże.

- No to, co my tu dzisiaj mamy. „ Otrzymywanie siarczanu miedzi” – przeczytał płynnie.

- Taaa, no to zabierajmy się do roboty.

Idealnie wyrobiliśmy się w czasie. Doświadczenie nie było specjalnie trudne, ale co jakiś czas jedno z nas nie mogło się połapać. Ale koniec końców udało nam się zaliczyć. Nick odprowadził mnie do głównych drzwi i pozostawił z Rose.

- No no, no – tylko tyle powiedziała.

Umówiłam się później na kawę z Chrisem. Musiałam z nim porozmawiać ze względu na moją przyjaciółkę. Cóż nie będzie łatwo.

Nagle poczułam jak ktoś mnie uderza w ramię. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale jak tylko zobaczyłam sprawczynię, wszystko stało się jasne.

Moim oczom ukazała się wykrzywiona w sarkastycznym uśmiechu drobna twarz otoczona przez burzę rudych loków, sięgających ramion, które do tej pory widziałam zaledwie dwa razy. Nie powiem, że te spotkania zaliczyłabym do najmilszych.

A zapowiadał się taki miły dzień pomyślałam.

- Ładnie to tak kraść cudzych chłopaków?! - zapytała Violett. To dziwne, ale za każdym razem, kiedy na nią patrzyłam, miałam wrażenie, że przede mną stoi mały krasnal ogrodowy. Nic w tym dziwnego, ma ona może z 155 wzrostu. Na samą myśl o tym się uśmiechnęłam. Niestety ona to zauważyła.

- Na twoim miejscu bym się tak nie cieszyła. Zapomniałaś, kogo Nick wybrał ostatnim razem? Jesteś aż tak w niego zapatrzona? Jakie to urocze! Ale posłuchaj mnie skarbie: on nigdy nie będzie z tobą. Za jakiś czas go znudzisz i wróci do mnie, zresztą jak zawsze.

Miałam ochotę się na nią rzucić.

- Dobra skończ. Po pierwsze ja i Nick jesteśmy tylko przyjaciółmi. Po drugie sama będę wybierać, z kim się spotykam. A po trzecie nie masz prawa robić mi awantur o chłopaka, który z pewnością nie jest tobą ani trochę zainteresowany. Może kiedyś był, ale te czasy już minęły.

- To jest nieważne. On nie może decydować, z kim chce być. Nie ma żadnych szans, żeby mógł być z tobą. Więc nie zachowuj się jak mała rozpieszczona dziewczynka i daj mu spokój. Ty tylko mu wszystko utrudniasz. Komplikujesz sprawy, na które nie masz żadnego wpływu.

- A co jeśli nie tego nie zrobię? – z trudem panowałam nad swoimi nerwami.

- Cóż wtedy chyba będę zmuszona dać ci porządną nauczkę – uśmiechnęła się zajadle.

- I ty myślisz, że to mnie zniechęci? Zapamiętaj sobie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. A nawet, jeśli byśmy chcieli być dla siebie kimś więcej, to tobie nic do tego. On nie jest twoją własnością. A te pogróżki zachowaj dla siebie.

Z resztką opanowania odwróciłam się na pięcie i przeciskając się przez tłum zaciekawionych dalszego rozwoju sytuacji gapiów, poszłam do domu przygotować się na spotkanie z Chrisem.

***

Nie szykowałam się jakoś specjalnie, więc przeczesałam tylko delikatnie włosy i zmieniłam buty. Nie zważając na to, ile czasu zostało mi do spotkania, ruszyłam w stronę centrum z nadzieją, że nie zamknęli jeszcze mojego ulubionego sklepu.

Mimo wszystko powinnam wspomnieć, że jestem koszmarną zakupoholiczką. Kolekcja moich koszulek z wizerunkami zespołów rockowych jest ogromna, a to wszystko dzięki niewielkiemu sklepikowi z T-shirtami znajdującemu się w centrum naszego kochanego miasta. Mac, który jest jednym z jego właścicieli, ma gust podobny do mojego, jeżeli chodzi o koszulki. Można go wziąć za mojego stylistę. Czasami nie wiem, co bym zrobiła gdyby nie jego pomoc. Ale jest on nie tylko dobrym sprzedawcą, jest też takim jakby przyjacielem. Kiedy nie wiem, co ze sobą zrobić, idę do niego i rozmawiamy o wszystkim. Jest dla mnie jak starszy brat. Zawsze zrozumie i da w kość, kiedy trzeba.

Niestety ostatnio jego babcia zachorowała i musiał wyjechać na parę tygodni. Obiecałam mu, że będę go zastępować z weekendy ze względu na to, że wtedy kręci się tam wielu ludzi i jedna osoba raczej sobie z nimi nie poradzi. Od czasu do czasu wpadam też na tygodniu i pomagam rozpakowywać towar.

Dziś jak nigdy sklep świecił pustkami, więc mogłam spokojnie wędrować na spotkanie z Christianem. W głowie układałam sobie przebieg całej rozmowy. Zastanawiałam się, co mu powiedzieć, by go nie zranić.

Kiedy doszłam do parku, zobaczyłam go siedzącego na ławce. Co ma być to będzie pomyślałam i podeszłam do niego.

Kiedy zauważył, że zmierzam w jego stronę szybko się podniósł i wyszedł mi naprzeciw. Kiedy pochylił się, by mnie pocałować w policzek na przywitanie, tak jak miał w zwyczaju robić, odsunęłam się i szybko zajęłam miejsce na ławce, klepiąc miejsce koło siebie.

- Hej – powiedział całkowicie zbity z tropu. Zwykle tak się nie zachowywałam, w końcu byliśmy dość bliskimi przyjaciółmi. Ale teraz musiałam z nim poważnie porozmawiać. W końcu od tego miało zależeć szczęście mojej najlepszej przyjaciółki. – Coś się stało?

- Wiesz, musimy poważnie porozmawiać, o tym, co nas łączy…

Wiedziałam, że stąpam po niepewnym gruncie i każde słowo, które wypowiem może zostać przez niego opacznie zrozumiane. Kiedy powiedziałam mu, że nie chcę już dłużej z nim być, był załamany. Ten fakt do niego nie docierał. Przez tygodnie pytał mnie, co zrobił nie tak i błagał, żebym do niego wróciła. Jednak z biegiem czasu przekonał się, że jego starania idą na marne. Cóż, jak widać jeszcze do końca o mnie nie zapomniał.

- Czyżbyś przemyślała jeszcze raz tę sprawę i zdecydowała do mnie wrócić? Bo wiesz naprawdę byłoby mi miło i… - jego entuzjazm był porażający. Nie mogłam już znieść jego gadania i postanowiłam się wtrącić.

- Posłuchaj mnie. Nie chcę do ciebie wrócić. Mówiłam ci to już z tysiąc razy, łączy nas tylko przyjaźń, nic więcej. Widzę, że jeszcze nie do końca ci przeszło – chciał zaprotestować, ale uciszyłam go skinieniem ręki. – Wiem, że to, co mówię jest prawdą. Nie chcę, żebyś dłużej cierpiał przeze mnie. Rozmawiałam wczoraj z Rose. Mówiła, że w końcu udało jej się ciebie wyciągnąć na randkę, jednak poczuła się bardzo zraniona, kiedy zacząłeś mówić o mnie. Musisz się otrząsnąć i zacząć żyć dalej. Zakończ ten rozdział i idź dalej, bo to, co robisz do niczego nie prowadzi. Uwierz mi Rose bardzo na tobie zależy, a ty tylko ją krzywdzisz. Spróbuj, może coś z tego wyjdzie a może nie, ale przynajmniej będziesz miał czyste sumienie.

Widać było, że moje słowa go trochę dotknęły. Chyba w końcu zaczął sobie uświadamiać, że źle robił ignorując naszą przyjaciółkę i uganiając się cały czas za mną. Cieszę się, że zrozumiał. Czasem chłopcy po prostu potrzebują, by ktoś im wszystko wygarnął. Co tu owijać w bawełnę – rzadko rozumieją delikatne aluzje, które im rzucamy.

Minęło kilka dobrych minut, zanim otrząsnął się ze swoich rozmyślań. Miałam nadzieję, że po naszym spotkaniu porozmawia szczerze z Rose i ją przeprosi. W sumie, to było mi go trochę żal. Doskonale wiem, jak to jest ganiać za kimś, kto cię nie dostrzega.

Przypomniałam sobie tych kilka pierwszych tygodni w liceum, kiedy uganiałam się za Nickiem. Nie zwracał na mnie uwagi. Zachowywał się jakbym była powietrzem, ale czułam, że w środku toczy ze sobą wewnętrzną walkę. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi, jednak kiedy się dowiedziałam było to dla mnie zbyt przytłaczające. Zamknęłam się w sobie na kilka dni. Nie chciałam jeść, pić, bo wiedziałam, że chłopak, w którym się zakochałam ostatecznie nigdy nie będzie mógł być całkowicie mój. Ta informacja rozdarła mi serce. Już wtedy czułam, że on jest tym jednym, jedynym, z którym chcę spędzić resztę życia. Mimo wszystko postanowiłam wtedy spróbować być z nim, choć przez jakiś czas.

- Hmm… - głos Chrisa otrzeźwił mnie. – Myślę, że powinniśmy już iść na tę kawę, bo jak tak dalej będziemy tu siedzieć, to noc nas zastanie.

Ucieszyło mnie to, że zaczął żartować. Poczułam ulgę. W końcu wszystko będzie tak, jak być powinno. Przynajmniej taką mam nadzieję.

- Racja, chodźmy.

W tym momencie ręka Christiana tak jak i jego twarz zaczęły się zbliżać do mojej. Moje serce zaczęło bić szybciej. Jego dłoń delikatnie wyciągnęła coś z moich włosów. Po tym zdarzeniu wstał z ławki, a na moją twarz wstąpiły rumieńce.

A już myślałam…

- No, co? Miałaś liścia we włosach. Spokojnie już dam ci spokój. A teraz podnoś tyłek i w drogę.

Uśmiechnął się promiennie i podał mi rękę. Skorzystałam z jego pomocy i radośnie ruszyliśmy w kierunku kawiarni.

Gdybym tylko wtedy wiedziała, że to spotkanie będzie mieć tak niemiłe konsekwencje….

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • karola 30.12.2014
    Supcio rozdział i jakież to konsekwencje będą?Masz jeszcze stronę prywatną?
  • smile98 30.12.2014
    strona jest tymczasowo zawieszona
  • karola 31.12.2014
    Szkoda mam nadzieję że nikt cię nie zrazil do pisania.Osobiście bardzo lubie fantasy.I ciesze się że dopisała/es

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania