Ezoteryka
Ostatnio często czuję się samotny. Czasami szukam różnych warsztatów i spotkań, gdzie mógłbym nawiązać jakąś więź z drugim człowiekiem. Znalazłem w Internecie ogłoszenie o nadchodzącym corocznym festiwalu ezoterycznym. Wydarzenie było płatne, trwało dwa dni i obejmowało szereg wykładów oraz warsztatów. Zapłaciłem i pojechałem w dniu wydarzenia do sąsiedniego miasta, w którym odbywał się impreza. Wydarzenie odbywało się w szkole podstawowej. Wszystkie pomieszczenia były zaadaptowane pod wymagania festiwalowe. Wszedłem do pierwszej sali i usiadłem na małym krzesełku dla ucznia szkoły podstawowej. Czekałem na wykład dotyczący tego, jak poprzednie wcielenia wpływają na nasze obecne życie. W sali była garstka osób, ale co jakiś czas pojawiali się nowi uczestnicy.
Nie wierzę w większość tych ezoterycznych bzdur, ale urzeka mnie co innego – energia, jaka za tym wszystkim stoi. Pozytywne nastawienie tych ludzi, ich czyste serca i dobra wiara. Czułem, że w tym miejscu nic mi nie zagraża. Czułem się tutaj dobrze. Byłem zaciekawiony i zaintrygowany tymi wszystkimi ludźmi. Miałem poczucie, że otaczają mnie niezwykłe dusze. Oparcie małego krzesełka wbijało mi się w plecy.
Wykład minął. Nie zapamiętałem z niego ani jednego słowa. Nawet nie wiedziałbym, jak był zatytułowany, gdybym nie zachował harmonogramu festiwalu. Kolejny wykład miał być o kwantowej podróży poprzez czas i przestrzeń. Wyszedłem z sali i pokręciłem się chwilę po korytarzach. Mijałem różne stoiska z magicznymi kryształami, uzdrawiającymi eliksirami i amuletami odpędzającymi złe duchy. Wszyscy ci ludzie byli w mniejszym lub większym stopniu oderwani od rzeczywistości. Właśnie dlatego byli dla mnie tak bardzo pociągający.
Wszedłem do kolejnej sali. Jakaś para mówiła o telepatii, astrologii i telekinezie. W pewnym momencie poczułem, że mózg zaczyna mi się gotować. Wstałem z krzesła i zapytałem prowadzących, czy mają zdolności telepatyczne. Zaczęli udzielać mi różnych wymijających odpowiedzi. Zapytałem, czy są w stanie powiedzieć, co w tej chwili myślę. Znowu zaczęli udzielać mi różnych wymijających odpowiedzi. Prowadząca wstała i powiedziała, że jest w stanie przekazać mi energię. Stanęła koło mnie i zajęła się jej przekazywaniem. Nie poczułem żadnej zmiany. Powiedziała, że to prawdopodobnie dlatego, że dookoła mnie jest zbyt dużo szarego, i wskazała na szare szafki po mojej lewej stronie. Powiedziałem „w porządku”, podziękowałem za miłą rozmowę i poszedłem sobie.
Była jednak inna rzecz, która wewnętrznie mocno mnie ukuła. Jakiś prowadzący mówił o tym, że wszystko jest jednością i tak dalej. Podniosłem w górę rękę. Powiedziałem mu o swojej teorii, która zakłada istnienie pozytywnej i negatywnej energii. Odpowiedział mi, że to nieprawda, bo wszystko wynika z nas samych. Pomyślałem, że jest to na przekór wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi. Oczywiście może mieć to sens, kiedy spojrzymy na wszystko, co nas otacza, z jakiejś kosmicznej, nieskończonej i boskiej perspektywy. Z perspektywy zdrowego rozsądku nie ma to jednak żadnego sensu i może być szkodliwe. Czy przytulenie kogoś i dźgnięcie go nożem to jedno i to samo? W końcu wszystko jest neutralne. Powiedziałem o tym wszystkim na głos i poczułem, że wprowadziłem do sali jakieś negatywne wibracje. No nic, przynajmniej miałem odwagę powiedzieć, co myślę.
Zazdroszczę tym wszystkim ludziom. Mają odwagę żyć po swojemu. Są tam, gdzie chcą być. Z ciekawymi ludźmi podobnymi do siebie. Ja cierpię w moim środowisku pracy, bo otaczają mnie ludzie wulgarni i prości. Odradzam się w otoczeniu ludzi kulturalnych i o bogatym wnętrzu. Jak skrajnie różni się to miejsce od mojego środowiska pracy. Tam wieczne narzekanie, tutaj wdzięczność; tam pesymizm, tutaj optymizm; tam ciągłe patrzenie na zewnątrz (i szukanie tego, co złe), tutaj patrzenie do wewnątrz (i szukanie tego, co dobre); tam ludzie, których łączy chęć zysku, wygoda i wspólny strach; tutaj łączy ich chęć dawania dobra innym, rozwój i miłość. Dla tamtych życie jest przykrym obowiązkiem, dla tych życie jest darem. Słyszę tymczasem, że wszystko jest jednością, i budzi się we mnie skrajny sprzeciw, bo przecież wiem, że to nieprawda. Gdyby osoba głosząca te słowa była w moim położeniu, zrozumiałaby fałszywość swojego twierdzenia. Różne środowiska mają skrajnie różną energię, a składa się na to niezliczona ilość najmniejszych subtelności.
W jednej sali rozbrzmiewała psychodeliczna muzyka trance. Po wielu godzinach siedzenia byłem spragniony ruchu. Wskoczyłem na parkiet i dałem się ponieść szamańskim rytmom. Wyobrażałem sobie, że podróżuję przez różne wymiary i lecę bardzo wysoko. W pewnym momencie wdałem się w pogawędkę z atrakcyjną i sympatyczną blondynką. Biłem się z myślami i odwlekałem to, ale ostatecznie przełamałem się i poprosiłem ją o numer. Dała mi go. Później napisała mi, że ogólnie to ma chłopaka i tak dalej. Nic z tego nie wyszło. W tamtym momencie byłem jednak usatysfakcjonowany, że wyszedłem ze swojej strefy komfortu.
Zwieńczeniem festiwalu były warsztaty, na których siedzieliśmy na dywanie i prowadziliśmy luźne rozmowy. W życiu nie słyszałem równie dużej ilości głupot. Każda głupota była wypierana przez jeszcze większą głupotę. I tak bez końca. Jak żałuję, że nie zanotowałem żadnych z tych słów. W pamięci utkwiło mi tylko jedno zdanie – „Akceptacja jest formą sprzeciwu”.
Komentarze (1)
Dobrze się czytało to sprawozdanie, wnioski jakie przychodzą mi na myśl to że wszędzie tworzą się ugrupowania które łączy wiara w "coś", i albo przynależysz albo nie przynależysz i raczej nie ma nic po środku, bo zawsze jest ta cena zachowania własnego myślenia lub też rezygnacji z niego na rzecz grupy.
Te plemienne zachowania, gdzie ręka rękę myje i nie wolno podważać pewnych rzeczy, bo wtedy stajesz w opozycji jako mąciciel. Pociesz się tym że górujesz nad tymi ezo-grażynami, jako poszukiwacz, a nie owca.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania