Fabryka dywanów

Na motywach własnego komentarza pod jakimś tekstem

 

Opowieść będzie długa i nudna; być może was obrażę albo wam ubliżę w toku rozmowy, więc macie dwa wyjścia. Przygotować sobie lampkę dobrego wina albo filiżankę kawy, zasiąść wygodnie w fotelu i mnie wysłuchać, albo przerwać konwersację już na tym etapie.

 

Do tej pory życie szło nieźle, chociaż po wertepach, a co dalej, zobaczymy.

Mam siostrę cztery lata starszą. W dzieciństwie i wczesnej młodości szarpaliśmy się, przezywaliśmy, kłóciliśmy, ale wobec obcych staliśmy zawsze jedno za drugim, czyli wszystko było tak, jak w normalnym, zdrowym, żywotnym rodzeństwie być powinno. Gdy miałem piętnaście lat, w czasie jednej ze słownych utarczek (inne już ustały, byliśmy na to zbyt dojrzali), siostra wykrzyczała:

— Nawet nie wiesz, że jesteś przygłupem z papierami!

Otworzyłem oczy ze zdziwienia, a potem roześmiałem się.

— Jasne – odparłem. — Sama jesteś przygłup z papierami.

— Pamiętasz twoją wodną histerię?

Pamiętałem. Trudno mi powiedzieć, ile miałem wtedy lat. Odkręciłem wodę nad wanną, klęknąłem na podłodze i, coś tam sobie nucąc, z uśmiechem wgapiałem się w strumień. Ojciec wszedł do łazienki i zakręcił kran. Gdzieś z głębi duszy wydobyłem wrzask, który zamroczył mnie samego. Obudziłem się na kozetce otoczony białymi kitlami. Siedziała przy mnie matka i, z wyrazem troski na twarzy, głaskała po głowie. Wstydziłem się wodnego wspomnienia tak samo jak faktu, że moczyłem się bardzo długo, czym ojca doprowadzałem do białej gorączki.

Tylko matce powiedziałem.

— Tato, co to za kropeczki? – zapytałem ojca, pokazując obrazek w jakiejś książce.

— Kropelki, tylko tak prędko lecą, że ich nie widzisz i wyglądają jak strumień.

Do dzisiaj mogę odtworzyć swój tok myślenia, ale pominę szczegóły. W każdym razie nie chciałem zakręcić wody, bo wiedziałem, że jedna kropelka jest mamą innej albo tatą albo dzieckiem albo braciszkiem albo siostrzyczką. I jak zakręcę wodę, to na pewno je rozdzielę i będą tak strasznie tęsknić za sobą i płakać i na pewno umrą.

Tak, wiem, niemal każde dziecko ma takie wspomnienia. Pewnie tak, ale potem siostra nie omieszkała powiedzieć jeszcze kilku rzeczy, jak na przykład tej, że gdy zobaczyłem kiedyś w rękach matki nożyczki przecinające papier, wpadłem znów w histerię. Ten kawałek papieru musiał czuć straszny ból.

— Urodziłeś się z lekką schizofrenią.

Dopiero potem, już jako dorośli, ustaliliśmy z siostrą (jest znakomitą pielęgniarką, fascynatką medycyny, radzą się jej dyskretnie lekarze), że chodziło o spectrum autyzmu, a nie schizofrenię. Kiedy chodziłem na różne dziwne rozmowy do dziwnych ludzi oszukiwano mnie, że wszystkie dzieci mają takie zajęcia.

Przycisnąłem matkę. Potwierdziła słowa siostry.

Bardzo wcześnie nauczyłem się czytać. Ale jeszcze przed nabyciem tej przecudnej umiejętności mogłem w jedną stronę z literkami wgapiać się przez cztery, pięć godzin niemal nieruchomo. Nie pamiętam tego, dowiedziałem się później. A dane mi było wgapianie się w trzy alfabety równocześnie. Zresztą i tak wychowywałem się dwujęzykowo. Ze względu na upośledzenie nie dawano mi szans na długie życie. No cóż, mam pięćdziesiąt sześć lat i na zdrowie (dzięki Bogu) nie narzekam, ale część zachowań wynikająca z upośledzenia została. Żona wie i umie sobie z tym radzić bez większych problemów. Trupy, które zostawiam za sobą, zawija w dywany i sprzedaje złoczyńcom za ochronę domu. Dynda mi kalafiorem, po co im one i co z nimi robią. Otoczony śmiercią, czuję się bezpiecznie.

Coś się ściszyło we mnie po uzyskaniu informacji o spektrum autyzmu. W szkole nie odzywałem się niemal w ogóle, wierzyłem nauczycielom, że książki czynią człowieka mądrym, więc czytałem wszystko, co znalazłem. Podręczniki do matematyki na studia, których nie rozumiałem, powieści, opowiadania, podręczniki do fizyki wszelkiego poziomu, które również niosły dla mnie rząd niezrozumiałych pojęć, do mechaniki, wszystko, wszystko, wszystko. I podręczniki do języków. A potem już książki w różnych językach. Część rozumiałem, część nie, ale w którymś momencie dotarło do mnie, że życie to nie są elementarne oddzielone od siebie obszary, ale jeden obszar składający się z wielu połączonych elementów.

Ćwiczyłem fizycznie, codziennie i dużo. Czułem się coraz pewniejszy, coraz silniejszy, a agresja wobec siebie za to, że jestem synem litewskiej Żydówki a w dodatku przygłupem znalazła ujście w agresji do świata. Zaczęły się bójki, kradzieże, rozboje aż uciszyło się to we mnie samo z siebie. Bez żadnej jasnej przyczyny.

Rzeczy do mnie mówią, czasem ze mną rozmawiają; kiedyś skarżyło mi się smutne drzewo, że zostanie oddzielone od drzew innych, z którymi żyło tyle lat. W dorosłym, odpowiedzialnym życiu troska przeniosła się na biznes. Nienawidzę, gdy ktoś niszczy cudzą pracę.

Podsumowując, jestem przygłupem.

Widziałem, jak odchodziła dwudziestoletnia kocica. Dane jej było tylko sześć dni starości, kiedy łapki w sposób nagły odmówiły posłuszeństwa. Weterynarz potwierdził przypuszczenia. Zegar biologiczny tykał coraz wolniej. Odrzucała pomoc, manifestując siłę i pełną niezależność. Pełzała do kuwety, wodę miała praktycznie wszędzie, aby nie musiała chodzić, ale nie, pełzała tam, gdzie zawsze piła, jadła praktycznie do ostatniej chwili.

Kiedy szedłem spać którejś nocy, powiedziałem w myślach:

— Boże, jeżeli nie ma w świecie możliwości takiego logicznego układu, który da jej sprawność, to zabierz ją do siebie.

Obudziłem się o piątej rano, wykąpałem się, leżała w przedpokoju na podłodze, popatrzyła, miauknęła. Podczołgała się do kuwety, ale nie miała siły wejść, więc wypróżniła się obok. Przeczołgała się do kuchni, i znanym mi miałkiem kazała się głaskać. Mruczała. O 5:40 odeszła. Spokojna. Czysta. Nie wyleciał z niej żaden płyn. To przygłupie dziecko, którym jestem wyło w sobie bezgłośnie, jednocześnie dziękując Bogu za takie odejście. Odeszła w domu, który kochała, w miejscu gdzie zawsze rano czekała na śniadanie, wśród kochanych i kochających ją ludzi. To przygłupie dziecko, którym jestem nagle zdało sobie sprawę z bólu, jaki zazna moja żona, gdy się obudzi. Szybko ogarnąłem ciałko i wyszedłem do weterynarza. Wyciągnąłem kluczyki i tuż przed naciśnięciem pilota usłyszałem gdzieś wewnątrz siebie:

— Przejdźmy się, w czasie spaceru patrz często w niebo.

Poszliśmy. Patrzyłem. Ulżyło.

Oglądaliście kiedyś „Skrzypka na dachu”? Kiedy Tevi zwraca się bezpośrednio do Najwyższego, zawsze podnosi wzrok do góry. Dlaczego?

— Bo Bóg mieszka w niebie – nasuwa się odpowiedź.

Nieprawda. Dlatego, że rozmowa z Nim jest oderwaniem oczu od spraw ziemskich, ale tylko na chwilę, gdy traci się ziemską stabilizację. Powiedziałem żonie:

— Gdy ściśnie Ci kochanie gardło ból nie do wytrzymania, wyjdź i popatrz w górę.

Pomaga.

Jak widzicie jestem przygłupem, upośledzonym człowiekiem, pajacem, który robi z siebie widowisko. I ja ten przygłup, razem z innymi przygłupami błagam was, nie mówcie, że uleczenie kochanego przez kogoś zwierzęcia jest mniej ważne niż uleczenie kochanego dziecka (mam dzieci, dzięki Bogu zdrowe, ale różnie bywało, jak to z dziećmi, więc wiem, co mówię) i że takie porównanie jest żenujące. Być może to prawda, ale w ten sposób łamiecie nam upośledzoną duszę, bo dla nas nie ma życia osobnego, ale jest życie jako życie w ogóle. Jak jedna płaszczyzna.

W języku polskim zwierzęta zdychają, w innych umierają lub odchodzą. Być może tam, po drugiej stronie weryfikatorami naszych postępków i słów są również zwierzęta. I być może tam, do raju (jakkolwiek by on nie wyglądał) wpuszczani są wszyscy, dla których zwierzęta umarły lub odeszły, a pozostali zdychają, bo dla zdechlaków raj jest wzbroniony.

Po co to wszystko? Ponieważ część z nas jest tu po to, aby opowiedzieć siebie na różne sposoby. Być może przyjdzie wam pracować z trudnym nadwrażliwym, wewnątrz siebie agresywnym materiałem, którego część stanowię. Mniej potrzebuję waszej czułości, bardziej fachowej, pełnej zrozumienia wiedzy.

Kiedy miałem mniej więcej jedenaście lat, połamany po jakiejś bójce, wylądowałem w szpitalu. Chociaż szpital był państwowy, na naszą dziecięcą salę przychodził ksiądz; dopiero po latach zrozumiałem cwaniactwo układu i to, że konflikt między państwem a kościołem był tylko pozorny. Poskarżyłem się jedynie dziadkowi, który sadzał mnie często na swoim brzuchu, brał mandolinę i śpiewał. Po hebrajsku, po rosyjsku, po litewsku. A potem robił coś, co uwielbiałem najbardziej. Z futerału wyjmował piekielnie ostrą brzytwę, przykładał pluszowemu misiowi do szyi i mówił:

— Kiedyś odkryję przed tobą tajemnicę.

Nie mogłem się doczekać.

Kiedy ten czas nadszedł, przeciągnął ostrzem po szyi pluszaka, którego kochałem i, patrząc w moje załzawione oczy, powiedział surowo:

— Nie wierz w misie, laleczki, rzeźby i posągi bo nie ma w nich życia, a jedynie pustka lub trociny.

W dniu mojej bar micwy spakował ostry przyrząd do futerału i wręczył ze słowami:

— Użyj brzytwy, żyj i nie spierdol tego.

Zrozumiałem. Znalazłem księdza i użyłem brzytwy. W podziękowaniu za niezrozumiałą i bolesną dla mnie wtedy rozkosz, którą obdarzał mnie niejednej nocy, zrobiłem to szybko i prawie bezboleśnie. Zdechł.

Poczułem się silny i zdrowy.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (27)

  • Za krótkie.
  • Nachszon rok temu
    Bo to zwarcie, krótkie spięcie
  • kigja rok temu
    O rany, jakie długie 😁
  • Trzy Cztery rok temu
    Całość odbieram jako protest song na temat wykorzystywania seksualnego tych najbardziej bezradnych - dzieci, wykorzystywania przez księży.
    Zanotowałeś pieśń poetycką, wyśpiewaną jak baśń, lecz prawdziwą, wyśpiewaną przez prawdziwego wieloryba, gdzieś w głębi prawdziwego oceanu. I słychać ten śpiew w kosmosie. Usłyszy, kto chce i potrafi się wsłuchiwać.
    Lecz to nie tylko o tym pieśń. Jeszcze o trzech światach: świecie ziemskich spraw, świecie "oderwania" (niebo), i świecie trocin.
    Świat trocin może powstać ze świata ziemskich spraw i ze świata "oderwania". I z dwóch jednocześnie. I może nas przysypać, gdy jesteśmy słabi. Często jesteśmy słabi.
    Nie każdy ksiądz, i nie każdy człowiek może stanąć w szeregu z "misiami, laleczkami, rzeźbami i posągami", lecz są tacy, i oni próbują zamieniać świat w trociny.
  • Nachszon rok temu
    Trzy Cztery, jaki ładny i mądry komentarz. Podoba mi się przeniesienie śpiewu wieloryba aż hen, w kosmos. I podoba mi się wiara w stabilność etyczną świata. I w ogóle podobają mi się i odczyt, i refleksje i styl Twojej komentatorskiej wypowiedzi. Dziękuję.
  • Bajkopisarz rok temu
    Ech, myślałem, że dziadek utnie misiowi głowę i wyjmie z niej flaszeczkę, którą rozpije z wnukiem. Mój dziadunio miał w różnych miejscach skitrane przed babką całe multum flaszeczek, więc pewnie by właśnie tak zrobił, gdyby nie fakt, że alkohol zawsze wlewał w siebie samopas, nie dzieląc się nikim.

    Dziadunio mój opanował w stopniu znakomitym wiarę w przedmioty pełne i go to bardzo zadowalało. Uważał, że skoro flaszka jest pełna to będzie jego bogiem. W puste nie wierzył. Kiedy jednak flaszka była już opróżniona, bogiem dla siebie stawał się sam mój dziadunio, gdyż teraz on był pełen płynu rozweselającego. Proceder trwał lata, a dziadunio dbał, by jedno z dwojga: on albo skitrana gdzieś flaszka byli pełni życiodajnych procentów. Z czasem dziadunio wywyższał siebie, coraz bardziej napełniając się boskimi płynami bez zbędnych przerw.

    Gdy umarł, targały nami wątpliwości, czy wydana zostanie zgoda na pogrzeb, albowiem istnieją dość rygorystyczne przepisy dotyczące składowania w glebie obiektów o wysokiej zawartości etanolu. Na szczęście się udało, choć znamienne jest iż wokół grobu dziadunia nawet chwasty nie rosną.

    Bardzo fajne opowiadanie, jakby tutaj jeszcze było możliwe zredagować tak, żeby wspomnienia dalsze pisane były kursywą, a bliższe normalnie to by ułatwiło przyjemnie czytanie. U Ciebie człowiekiem który zaburzył dzieciństwo bohatera był ksiądz, ale może być to każdy. Dziadunio z mojej historyjki, albo matka, siostra, nauczyciel… Każden jeden ma wpływ na swoje otoczenie i choćby nie miał takiej intencji może jakoś uszkodzić. A jeśli ma intencję to i całkowicie zniszczyć. I o ile bajki – na przykład o Trzech Świnkach – mówią, że da się wilka powstrzymać mając solidny fundament i mur, to w rzeczywistości nie jest tak kolorowo, nawet jeśli w tej historii jest coś na kształt happy endu.
  • Nachszon rok temu
    Bajko, bardzo dobra opowieść o Twoim dziadku, super. Brak chwastów wokół grobu niemal symboliczny. Stworzyłeś komentarzem opowiadanie w opowiadaniu. Być może faktycznie kursywa byłaby dobrym wyróżnikiem. Naprawdę są jakieś przepisy o chowaniu (w sensie grzebaniu - brrr, jakieś straszne to słowo) ludzi z zawartością alkoholu? :)
  • Bajkopisarz rok temu
    Nachszon - są przepisy dotyczące składowania chemikaliów, a etanol można pod owe chemikalia podciągnąć. Reszta to mój pomysł, ale usprawiedliwia mnie nieco nick "Bajkopisarz" :)
    Historia dziadunia może mniej drastyczna od Twojej brzytwy, ale taki koleś potrafi uczynić w życiu innych destrukcję ogromną.
  • kigja rok temu
    Teraz przeczytałam i muszę przetrawić treść.
    Końcówka dziwna, bo bar micwa nie koreluje z księdzem.
  • Nachszon rok temu
    kigja, we wszystkim masz rację
    - tekst jest długi (za długi)
    - bar micwa nie koreluje z księdzem
    - dobrze by było przetrawić tekst jeszcze raz
    Dzięki Tobie zauważyłem jeszcze kilka innych nie korelujących ze sobą elementów:
    - kocica nie koreluje z samochodem
    - kropelki nie korelują z książką
    - kran nie koreluje z ojcem
    - weterynarz nie koreluje z dziecięcym szpitalem
    - Litwa nie koreluje z Polską
    - Polska nie koreluje z Żydem
    - Żyd nie koreluje z polskim portalem
    Kiedyś, jak będę miał trochę więcej wolnego czasu naprawię błędy korelacji w tekście.
  • Garść rok temu
    :))))
    Kigja, nie gniewaj się, ale ten typ humoru mnie rozbraja.
  • kigja rok temu
    Szanowny Panie Gęsiu,
    Mój pierwszy komentarz pojawił się spontanicznie, bez czytania, na zasadzie kontrastu do pierwszego komentarza.

    Możesz śmieszkować, po prostu nie zrozumiałam przesłania, na szczęśnie jest wśród nas geniusz, który ma klepki w garści i teraz kapuję.

    Chyba nie popełniłam strasznej zbrodni?
  • kigja rok temu
    Garść,
    Nie gniewam się! Pan Gęś przejechał mi łapkach, więc teraz będę uważała, co piszę, szczególnie u Niego. Albo już nigdy nic nie napiszę!
    Będę czekała na Twój komentarz, jako drogowskaz w tej plątaninie słów 😁
  • Garść rok temu
    Jako nadwrażliwiec, przynajmniej w wybranych obszarach, serdecznie Ci dziękuję za niegniewankę :D
    Jest dług.
    Muszę odchylić palce w linii nadgarstka, rozewrzeć garść, wypuścić obrazy z "Fabryki dywanów."
    Umówmy się tak, ja pokażę Ci myśl założycielską tekstu i jej wpływ na budowę wątku głównego bohatera. A Ty, jeśli będziesz chciała dopytasz o konkrety. Zarzucano mi niejasność w werbalnym przekazie myśli, więc na pewno to nastąpi. Wiem, biorę to na przysłowiową klatę, nie obrażę się.
    Otóż jest tak.
    Zauważ, tekst opowiadania poprzedza odautorska informacja, informująca o genezie tekstu. Nachszon dużo komentarzy nie pisze, więc łatwo było znaleźć ten, będący założycielskim. Pomógł, nie zaprzeczę. Ale tak to jest w literaturze, poza czasami słusznie minionymi, kiedy próbowano, ze względu na biograficzne konotacje antysystemowe, oderwać utwór od doświadczeń autora.

    Ad rem. Jak najkrócej przedstawić założenie główne?
    Zdaniem rozwierającej się garści jest to obrona przed zarzutem mniejszej wrażliwości dorosłego.
    Jak ten proces przebiegał, czym skutkował, i w końcu jaka jest ocena aktualnego światopoglądu bohatera.
    Normalnie rzucił mnie na glebę obrazek z niezakręconym kurkiem. Wrażliwość po prostu nie do powiększenia. Owszem mnisi w Tybecie chodzą z miękkimi miotełkami, aby czasami na najmniejszego robaczka nie nastąpić, ale tu?! Genialne spektrum empatii. Zazdroszczę autorowi tego pomysłu.
    Nierozdzielania strumienia wody na kropelki. A cięcie kartki papieru?
    Czemu służy pokazanie nietypowych reakcji dziecka?
    Odpowiedź, dla ułatwienia, jest zwerbalizowana. Jego siostra informuje o leczeniu chłopca.
    Spectrum autyzmu. Autyzm ma wiele twarzy. Najczęściej wycofaną, klaustrofobiczną, i/lub agresywną.
    Autor wybrał opcję, która pasuje do założenia głównego. Jak traci się nadwrażliwość.
    Widzimy w chłopczyku przejawy hiperleksji (wpatrywanie się w litery) oraz przypominającą schizofrenię - osobowość schizotypową, a w niej przejawy myślenia magicznego, z którymi walczy dziadek bohatera. Podejrzewam, że wszystkie trupy zawijane przez żonę są tej magii chceń - skutkiem.
    Na osobny akapit zasługuje walka bohatera o przystosowanie się po okresie, tak charakterystycznej dla autyzmu, agresji. Charakter się stabilizuje, dzieci autystyczne czasami dają sobie radę, a poza tym bywają genialne w ogarnianiu problemów, bogaceniu swojej wiedzy, rozwijaniu talentów.
  • Garść rok temu
    Dorosły bohater tłumaczy utratę dziecięcej nadwrażliwości warunkami życia na Ziemi. Wymuszają przystosowanie do zła.
    Nadwrażliwość jest sztuczna, wypływa z taśm fabryki dywanów dla dorosłych, którzy już dawno powinni wyrosnąć z dziecięcych, magicznych spojrzeń na przeciętną rzeczywistość. Ona też jest piękna, dwuwektorowa, fascynująca.
    Pozdrawiam, Kigijo.
  • kigja rok temu
    Garść ❤️

    To by oznaczało, że PL wygrał z chorobą, że w dorosłym życiu nie pozwolił jej nad sobą panować, a pomógł mu Dziadek.

    Chłopacy (nie patrząc na wiek), nie dość, że są strasznymi wrażliwcami, to są bardziej zakręceni niż pokrywki od słoików ;)

    A kobiety?
    Cóż...
    Nie mogą sobie na to pozwolić (większość, bo mniejszość wkłada głowę do piecyka).

    Serdecznie, uprzejmie i z całego serca DZIĘKUJĘ Garściu za przeprowadzenie mnie przez zawiłą rzekę, bez Ciebie na pewno bym utonęła w meandrach przypuszczeń i domysłów.

    Czy mógłbyś zostać Ministrem Oświaty?
    Błagam, zostań Ministrem Oświaty!
    I nie martw sie o Czarnka, znajdziemy temu Panu inne stanowisko :]
  • Garść rok temu
    :)))) nie heszkuj se ze mnie, Autor przyjdzie i rozjedzie rozkminę.
    Ja tam Czarnkowi współczuję, trochę. Na oświacie, z racji chodzenia do szkoły, każdy się zna. Nawet pan prezes. I każdy wie najlepiej, jak powinna edukacja wyglądać. Bidny chłop, w dodatku ma taką piękną żonę. I trza jej pilnować.
    Pewnie mu się marzy Afganistan. Kobiety na ulicach od stóp do głów w czerni.
    :D
  • Nachszon rok temu
    kigja Nie, nie popelniłaś żadnej zbrodni ani na tekście, ani na mnie. Popełniasz przestępstwo na samej sobie. Wrzuciłaś w krótkim odstępie czasu dwa nieznaczące komentarze. Rozumiem, gdybyś napisała: "ale gówno", "długie i nudne". Ok. Ale u Ciebie jest tylko informacja, że przeczytałaś tekst. Wystarczyło raz, a tak naprawdę nie potrzeba w ogóle tej informacji. Nic nie wnosi. Obawiam się, że działanie takie jest aktywnością mającą na celu pozostawanie Twojego nicka na topie aktywnych użytkowników. To Kigja nie jest sukces. Jeżeli na jakimś portalu Twój nick pojawia się wśród najbardziej aktywnych, to należy traktować to jako sygnał ostrzegawczy: czy przypadkiem równowaga między światem realnym a wirtualnym nie została we mnie zaburzona? Z jednej strony każdy robi, co chce, ale z drugiej strony nie widzę powodu, aby nie wyrazić swoich obaw o kogoś, kogo lubię. Pozdrawiam
  • Nachszon rok temu
    Garść, autor przyszedł, ale rozkminy nie rozjedzie, bo nie niszczy rzeczy pięknych, mądrych i dobrych. Chyba, że niechcący przez głupotę lub nieogarnięcie.
  • Garść rok temu
    Wszystko w tym przebogatym opowiadaniu bardzo subtelnie i logicznie powiązałeś, chapeau bas!
    Znakomita konstrukcja i temat bardzo interesujący. Odmienność zawsze działa na plus fabuły. Fikcyjnej, mniemam ze względu na puentę.
    Utwór przestrzega przed rozciąganiem wrażliwości... stąd chyba jego tytuł.
    Fabryka dywanów?
    Naturalnym jest stąpanie po twardej powierzchni życia.
    Miękkość nie sprzyja.

    Ocena jedyna z możliwych, pięć.
    Pozdrawiam.
  • Nachszon rok temu
    Garść, dokładnie. Naturalnym jest stąpanie po twardej powierzchni życia. Mój styl, moja mowa, mój światopogląd. Człowiek nie zniesie ani piekielnego brudu, ani niebiańskiej czystości, dlatego przeznaczony jest ziemskiej przeciętności. Tylko, że ta pozorna przeciętność jest taka bogata, i taka piękna. Chociaż bywa trudna, żmudna i bolesna. Dzięki za komentarz.
  • Garść rok temu
    Nachszon, trudno się nie zgodzić, ale bywa, że dywany potrzebne bardzo wrażliwym, co zresztą pokazałeś, podkreślając tytułową metaforą.
  • Artbook rok temu
    Kawał dobrego tekstu! Świetnie piszesz.
    Niemniej innym jest pisać, a innym napisać coś, nad czym można się zatrzymać.
    Zostałem na dłuższą chwilę.
    Nasunęło mi się sporo refleksji.
    Od tytułu, głównego bohatera i dziadka.
    Naród nie gra roli, ważne kim jesteśmy.
  • Nachszon rok temu
    Dziękuję Art za komplementy i uznanie dla tekstu. Milo Cię czytać. Byłeś, zniknąłeś, potem znowu byłeś i znowu zniknąłeś (zarejestrowałem kiedyś tam jakieś problemy z nickiem). Nie znikaj. Lubię Twoje wiersze.
  • Ja powiem trochę od dupy strony. Mieszkam w Irlandii, ale gdy jeszcze tu nie mieszkałem, wybuchł skandal pedofilski w tutejszym kościele. „Jakież to było okropne i straszne, dobrze, że nasi księża są tacy świeci.” Takie były z grubsza komentarze, dorosłych wtedy w mojej rodzinie. Dziś kiedy rozmawiam z Irlandzkim księdzem, po tornadzie, które przeszło przez to zgromadzenie, widzę skromnego, gotowego nieść pomoc w każdej sytuacji człowieka.
    Obserwując to co się dzieje naszym „Polskim świętym kościele” , mimo oczywistych zbieżności z tutejszą przeszłością, dostrzegam jedną zasadniczą różnicę między obydwoma częściami katolicyzmu.
    Irlandczycy, albo nie byli tak dobrze, wręcz mafijne zorganizowani jak nasi, albo po prostu, sumienia tutejszych hierarchów pękły dużo szybciej, niż naszych „obrońców wiary”.
    Im więcej bagna wypływa tym, tym więcej pytań pląta mi się po głowie odnośnie ilu pedofilów miało ze mną do czynienia, lecz miałem to szczęście, że się nie ujawnili ze swoimi skłonnościami, oraz ilu jeszcze tam jest i czeka na kolejne ofiary, niczym zgłodniałe pająki wyczekujące w swoich sieciach.

    Może ten tekst nie jest do końca o tym, ale właśnie te klapki mi pootwierał w moim umyśle.

    O zaletach artystycznych mówili już inni, z resztą wiesz sam, że piszesz zajebiście :)
  • Nachszon rok temu
    No to mi Maurycy pojechałeś, pisząc o samowiedzy na temat mojego pisania. Owszem, czasem gram nadętego bufona, ale albo służy to jakiemuś celowi, albo jest zgrywą. Tak naprawdę wiem, że piszę raz lepiej raz gorzej, jak chyba każdy.
    Tak, oczywiście słyszałem o irlandzkim skandalu, bo moja córka z mężem mieszkają tam już od lat, w związku z czym (ale nie tylko dlatego) bywam w Irlandii raz na jakiś czas. Z reguły siedzę kilka tygodni, więc może kiedyś napijemy się razem w jakimś pubie:) Pozdrawiam
  • Nachszon to piwo to bardzo zacny pomysł :)
    Daj znać jak będziesz na wyspie!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania