Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Fake sigma
To był dzień, że czuł się zmęczony. Z drugiej strony umysł był spokojniejszy. Oznacza to, że generował znacznie mniejszą ilość myśli. Chociaż generacja to słowo dość silne, bo najczęściej tym, co umysł robi, jest powtarzanie utartych schematów, który podążają myśli. Tego dnia jednak myśli było niewiele. Ograniczona była także ilość reakcji psychicznych, co mogło oznaczać, że stres był mniejszy, lęk również, chociaż obecny, to głęboko pod skórą i raczej w oddali, niż w bezpośrednim kontakcie z człowiekiem. Wcześniej zwalił sobie konia. Była to jedna z czynności, które robił raczej sporadycznie, ale w ramach usprawiedliwienia, wymówki, znudzenia, fizycznego odruchu albo lekko wypaczonej ciekawości człowieka, czasem się oddawał tego rodzaju aktom. Co prawda odpalił jakąś stronkę, ale raczej siedział na kiblu z narzędziem w ręku, przeglądając propozycje na głównej, z których żadna nie była zbyt interesująca. Zresztą, wydaje się to dziwne, by człowiek realnie interesował się tym, jak dwoje lub więcej osób, kopuluje ze sobą w sposób wyreżyserowany i sztuczny. Natomiast bardziej spontaniczne przejawy spółkowania i tak w ten, czy inny sposób, chcą się wpisać w jakąś pornograficzną konwencję, która przyniesie wyświetlenia. Na głównej albo trójkąty, albo zwyczajnie niesmaczne ceny penetracji. I jak o tym pomyśleć, jest w tym coś, co wydaje się raczej obleśnie, niż podniecające i są chwile, że ciężko jest pozbyć się z głowy myśli, że tylko dwie rzeczy w ogóle umożliwiają ludziom ruchać się ze sobą - miłość i pożądanie, lub jedno, czy drugie. Miłość poprzez akt fizyczny jest próbą ostatecznego zbliżenia się do drugiego człowieka, natomiast akt fizyczny realizowany poprzez pożądanie, to zwyczajowe poszukiwanie ulgi.
Jakkolwiek, gdy już skończył, średnio zadowolony z tego, co oferują pornole, spojrzał tylko na moment w głąb muszli. W wodzie papier i gówno, na obrzeżach - sperma. I nie ma chyba nic najbardziej realnego, ludzkiego, pozbawione jakiejkolwiek narracji i otoczki, niż biała, umazana gównem i nasieniem muszla. W tej obleśności było jednak coś, co go pociąga. Nie jest to ani realizm, ani prawda. Jest to coś z pogranicza. Dowód na to, czym jest człowiek, kiedy nikt nie widzi - takim samym zwierzęciem, jak inne zwierzęta. Ciałem, wydzieliną, sraczką, chęcią, by poruchać, spuścić się, zapomnieć. Dlatego w pewnym momencie wzgardził mitologizacją, romantyzacją, patrząc na tego rodzaju rzeczy jako coś, co stało się próbą tuszowania tego, czym faktycznie jest człowiek. Jednak, jak już spłukał kibel, było to bez znaczenia. Jedynie, delikatne wrażenie, jakie w nim pozostało, to wrażenie możliwości. A możliwości są o tyle dobre, że oznaczają wybór. Okazało się, że w tym momencie posiadał pewien wybór. Z jednej strony mógł się nieco rozpaść osobowo na wyrzuty sumienia, niechęć do siebie, poczucie, że zrobił coś złego lub niewłaściwego, coś, co jest mało męskie lub coś, co jest przejawem słabości. Coś, co jest wstydliwe, a nawet nieco upokarzające i przez pryzmat tego rodzaju odczuć, przez krótszą lub dłuższą chwilę traktować siebie. Przez pryzmat tego rodzaju odczuć oceniać siebie. Mógł też wzruszyć ramionami, nie robić z tego żadnego, wielkiego wydarzenia, żadnej, szczególnej czynności - po prostu wysrać się, spuścić, wziąć kąpiel. Wybrał to drugie i jednocześnie był to wybór, który spowodował, że odczuł pewną, subtelną formę wewnętrznej kontroli.
I ten wybór powoli uzmysłowił temu człowiekowi, że głębsza zmiana nie oznacza zmiany tego, kim się jest, ale oznacza zmianę tego, które odczucia dochodzą do głosu, które reakcje stają się istotne, chodzi raczej o to, jak człowiek reaguje na to, co czuje. I tak, gdy pomyślał o tym, że właściwie zna tylko trzy stany: pierwszy, w którym jego trauma rozkwita, a on czuje się bezwartościowym gównem, stan, w którym dostaje zastrzyk pewności siebie, energii i siły oraz stan zawieszony pomiędzy tymi dwoma, gdy albo zmusza własne myśli do analizy, albo po prostu nie myśli niemal wcale. Będąc w stanie oczywistego zawieszenia pomyślał o tym, że początkiem zmiany jest określenie, że trzeba sobie powiedzieć, iż to, jak człowiek czuje się sam ze sobą, również przez to, jak był kiedyś traktowany, to tylko jedna z interpretacji, której nie trzeba wyjaśniać, rozwiązywać, można traktować tak samo, jak traktuje się abstrakcje, wymysły - odklejkę. To już pozwala na pewną kontrolę. Potem pomyślał również, iż zanim w ogóle może myśleć o tym, żeby dokonać jakiejś zmiany, musi wejść w stan, który go chwilami dołuje, ale wejście to musi spokojne, dobrowolne, a jednocześnie wolne od chęci zmiany, interpretacji, czy jakiegoś nastawienia. Może dlatego, że świadomość nie ma ani celu, ani sensu, bo wtedy przestaje być świadomością, ale jest po prostu czymś, co wyłącznie widzi, ale nie wie, co widzi. Ta wiedza wcale nie jest jej potrzebna.
Skończył nalewać wodę do wanny i z wyczuwalnym bólem w udach, zaczął do niej wchodzić. Pomyślał tylko o tym, że to już cztery dni od treningu, a uda dalej go bolą i ciężko jest się ruszać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania