Z archiwum X

- Pan tu nie pracuje – Powiedział ochroniarz pilnujący wejścia do biurowca.

- Proszę sobie nie robić żartów. Przecież pracuje tu od ośmiu lat – odpowiedziałem z niedowierzaniem.

Ochroniarz patrzył się na mnie jak na wariata, albo naćpanego.

- Panie Krzyśku, przecież pana też znam – dodałem – pracujesz tu od roku – powiedziałem z uśmiechem.

Teraz ochroniarz spojrzał na mnie, z nie małym zdziwieniem, po czym dodał – Nie wiem skąd pan zna moje imię ale proszę wyjść z biurowca. I nie robić sobie żartów – dodał.

- Żartów? To... jakiś ponury żart. To że zgubiłem przepustkę, nie znaczy, że tu nie pracuje. Proszę zawołać kierownika działu marketingu, pana Roberta, bo serio jak się spóźnię, to ty za to bekniesz.

Stróż poprosił recepcjonistkę żeby wezwała pana Roberta.

Po chwili Robert zjechał windą na dół i podszedł do nas.

- O co chodzi? - spytał.

- No nareszcie Robert, wpuść mnie bo mam dzisiaj ważne spotkanie w konferencyjnej.

- Ten pan tutaj upiera się, że pracuje tu od ośmiu lat i że pana zna - powiedział stróż.

- Przepraszam bardzo, ale proszę wytrzeźwieć – odpowiedział w moim kierunku Robert – albo zadzwonimy po policje – dodał. Po czym wrócił w stronę windy.

Spojrzałem na Krzyska ale jedyne co odpowiedział to:

- Spadaj pan stąd.

Spojrzałem na recepcjonistkę, Agnieszkę, która patrzyła na mnie z politowaniem.

Wyszedłem z biurowca. Padał deszcz i było ponuro.

- To pewnie sen – pomyślałem – tak to na pewno sen wynikający z przemęczenia. Pewnie zaraz się obudzę.

Próbowałem się obudzić lecz na próżno.

 

Uznałem, że najlepiej będzie wrócić do domu i naprawdę się wyspać. Wsiadłem w autobus, którym zawsze wracałem z pracy, numer trzydzieści pięć. Autobus był prawie pusty. Usiadłem na siedzeniu i oparłem głowę o zimną szybę. Przypominałem sobie cały dzień.

Jak zwykle o szóstej obudził mnie budzik. Jak zwykle się umyłem i ogoliłem. Jak zwykle zjadłem jajecznicę. Jak zwykle się ubrałem. Jak zwykle wyszedłem z mieszkania, zjechałem windą. Jak zwykle poszedłem na przystanek i jak zwykle wsiadłem w trzydzieści pięć a potem jak zwykle wszedłem do biurowca w którym pracuję od ośmiu lat. Wszystko robiłem tak samo jak zawsze.

Siedząc tak w zamyśleniu, podszedł do mnie kanar.

Podałem mu mój bilet miesięczny i pokazałem dowód.

- Dziękuje panie Marcinie – powiedział po czym poszedł dalej.

Zdrętwiałem.

Spojrzałem w dokumenty na zdjęciu było moje zdjęcie ale tylko to się zgadzało. Wszystko inne, nazwisko, imię, data urodzenia były mi obce, pozmieniane.

Naprawdę nazywam się Piotr Kowalik i urodziłem się w Jastrzębiu. Jednak na dokumentach nazywałem się Marcin Dęba, urodzony w Będzinie.

Gdy autobus zatrzymał się na moim przystanku. Wybiegłem z niego i pobiegłem do domu, czując że wariuje. Wyjąłem pod blokiem komórkę żeby zadzwonić do mojej narzeczonej, jednak w kontaktach nikogo takiego nie było. Co więcej wszystkie kontakty w telefonie były mi obce. Zadzwoniłem więc pod kontakt „ mama”. Odebrała jakaś kobieta o zupełnie innym głosie niż moja prawdziwa mama.

- Cześć Marcinku, co tam u Ciebie? - Usłyszałem w słuchawce.

Po chwili szoku, spytałem.

- Czy nie wie pani gdzie jest pani Elżbieta Kowalik.

- Nie znam. Ale dlaczego mówisz do mnie pani? Dlaczego pytasz o nią? Wszystko u ciebie w porządku – zapytała.

- Tak ale muszę kończyć. Pa… mamo - po czym się rozłączyłem.

 

Gdy wszedłem do mieszkania, zdjąłem przemoczony płaszcz i rzuciłem na podłogę. Zacząłem nerwowo szukać dokumentów, zdjęć. Ze zgrozą odkrywałem kolejne dowody, że ja to nie… ja. Na zdjęciach ustawionych w różnych miejscach w domu byłem ja, ale nie obejmowałem swojej narzeczonej lecz zupełnie nie znaną mi kobiete. Podobnie zdjęcia w albumie rodzinnym i szkolnym. Na zdjęciach ja lecz koledzy i rodzina… nikogo nie znałem. Nawet na akcie notarialnym nie było mojego nazwiska. Poczułem mdłości po czym zwymiotowałem do zlewozmywaka w kuchni. Potem siadłem na łóżku, z twarzą schowaną w dłoniach. Cały się trząsłem.

 

- Odwala mi. Tak, tak, stanowczo mi odwala. Muszę się uspokoić.

Wyjąłem z barku dużą butelkę Finlandii i zacząłem pic bez opamiętania. Nie minęło pół godziny, a już usypiałem przed telewizorem wsłuchany w rytmy Wardruny.

Gdy się obudziłem z ciężkim kacem była trzecia w nocy.

- Popierdolony sen, serio całkiem popierdolony – powiedziałem zwlekając się z łózka żeby dojść po butelkę życiodajnej koli w lodówce. Wypiłem polowe jednym haustem. Poszedłem do łazienki żeby obmyć twarz zimną wodą. Obmyłem cała głowę łącznie z karkiem, po czym spojrzałem w lustro i odskoczyłem niczym ze sprężyny w tył lądując na przeciwległej ścianie. W lustrze nie było mojego odbicia. Zemdlałem.

 

Obudziłem się z głową na blacie stołu w bibliotece. Rozejrzałem się dookoła. Był ranek, w czytelni nikogo nie było. Obudziły mnie głośne damskie rozmowy. Po chwili do czytelni weszła… dziewczyna, która była na moich zdjęciach, dokładnie ta, która podszywała się pod moją prawdziwą partnerkę.

- Wiedziałam że tak to się skończy. Zamiast iść do domu to ty usnąłeś przy stoliku – powiedziała – przepracowujesz się kochanie. Po czym podeszła do mnie i pocałowała.

Byłem totalnie skołowany. Nie wiedziałem czy to kolejny sen.

- Nie po to dorobiłeś klucz do czytelni, żeby w niej nocować tylko, żeby w nocy móc wyjść do domu – powiedziała z uśmiechem.

- Mamy nowa pracownice, prosto po bibliotekarstwie – dodała - chodź poznasz ją, przywiózł nas jej mąż, on też tu jest. Bardzo mili ludzie. Zapraszają nas w weekend do siebie na imprezę.

Wstałem od stołu, wziąłem książki, żeby oddać i podszedłem do stanowiska. Dwójka naszych nowych znajomych stała w głębi biblioteki w objęciach, całując się. Po chwili dziewczyna podeszła do mnie.

- Miło poznać – powiedziała – ale… czy my się sądź nie znamy? - powiedziała a jej twarz przybrała bardzo zaniepokojoną, zdziwiona minę – Przepraszam, to Deja Vu – dodała zakłopotana.

Moja twarz pewnie nie wyglądała lepiej. To była moja prawdziwa... narzeczona. Nie ta nieznana mi dziewczyna, która pojawiła się na moich zdjęciach, lecz moja prawdziwa narzeczona.

Po chwili podszedł mężczyzna podający się za jej męża, podał mi rękę i się przedstawił:

- Piotr Kowalik – powiedział – z Jastrzębia. Miło mi cię poznać.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Józef Kemilk 3 miesiące temu
    Fabuła naprawdę dobra, niestety dużo, dużo błędów. Skoryguj będzie dobrze👍
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Dziękuje za komentarz. Jak zwykle dużo u mnie błędów interpunkcyjnych. Kiedyś używałem programu online, który poprawiał interpunkcje ale nie pamietam już jak sie nazywał, z tym że on też miał swoje wady, tzn czasem dawał przecinki w nieodpowiednich miejscach, z ogonkami też miał problem.
  • Piotrek P. 1988 3 miesiące temu
    Udane opowiadanie o dziwnej treści. Do tego jeszcze nostalgiczny tytuł. 5, pozdrawiam :-)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Witamy w Bitwie!
    Życzymy dobrej zabawy. Prosimy o prawidłowe oznaczenie tytułu LBnP nr 44 Z archiwum X

    Literkowa
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    A jakie są tematy na LBnP 44 bo nie moge znaleźć ? I chyba zrobilem gafe bo czas juz chyba minał?

    Pozdrawiam :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Zlikwiduj Praca konkursowa... ta kategoria jest zarezerwowana dla konkursów.

    Literkowa pozdrawia
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Ok
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Zlikwidowałem " praca konkursowa" ale link do tego opowiadania jest nadal w miejscu gdzie wkleja się linki do LBnP 44.

    Nie można go jakoś stamtąd usunąć ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania