Fantazjujący wikary

Kawa w połączeniu ze stresem sprawiły, że już drugi raz wracał z kawiarnianej toalety. Nie pomogło przyjście pół godziny wcześniej przed spotkaniem, aby wyciszyć się wewnętrznie, nie pomógł sam klimat tego miejsca, które tak często z przyjemnością odwiedzał. Stres zżerał go z nieopisaną mocą i objawiał się sraczką, tak intensywną, że przed każdym wyjściem z kabiny kilka minut poświęcał na doprowadzenie jej z powrotem do używalności. Całe szczęście, że mieli szczotkę. Czuł się

cholernie niezręcznie i niekomfortowo, ale cóż mógł poradzić.

Sekretarz biskupa miał przybyć za ok 12 minut. Modlił się już nie tylko o to by oddalić od siebie stres i nerwy, ale o to by wytrzymać i wysiedzieć podczas spotkania przy stoliku, a przy okazji, za przeproszeniem nie zesrać się w gacie. Zależało mu na tym spotkaniu, wiedział, że dostał szansę jaka się trafia bardzo rzadko, a już w szczególności wyjątkowo rzadko jakiemuś wikaremu z mało znanej parafii. Gdyby nadchodzace spotkanie przebiegło pomyślenie, spełniłyby się jego plany, a wiele lat przygotowań wreszcie znalazły by swoje uzasadnienie.

Otarł pot z czoła, spróbował skupić swoja uwagę na czymś innym niż dyskomfort jaki odczuwał. Rozejrzał się po sali, o tej porze dnia kawiarnia nie była zapełniona. W głębi sali, w odosobnionym miejscu siedział znany artysta, piosenkarz prowadzący rozmowę z jakąś żywo gestykulującą kobietą. Zaś po przeciwnej stronie, przy dużym oknie wystawowym siedziała grupa kilku kobiet, prowadzących wesołą rozmowę. Typowe plotkarskie spotkanie. Zauważył, że co chwilę, któraś z nich spoglądała badawczo w stronę piosenkarza, co bardziej odważna wstawała i szła w kierunku lady, dziwnym trafem naokoło , tak aby przejść jak najbliżej stolika przy którym siedział piosenkarz.

Wikary starał się zwrócić swoją uwagę na tę sytuację. Jedna z kobiet siedząca do niego tyłem pozostawała jakby niewzruszona obecnością piosenkarza, nie spoglądała w tamtą stronę, ani nie krążyła na pokaz po sali jak jej koleżanki.

Widział wyraźnie jej zgrabną, szczupłą sylwetkę, smukłą szyję, pojedynczy kosmyk włosów, który wypiął się od reszty, fragment okularów założonych na głowę. Dwa razy słyszał jej śmiech, mniej krzykliwy od tych jakie wydawały jej koleżanki. Miała tę barwę głosu, która zwracała jego uwagę. Zastanawia się jak wygląda. Jakie ma oczy, Lubił orli nos u kobiet. Miał swój typ urody kobiecej, który sprawiał, że mimo ślubów nie mógł oprzeć się pokusie fantazji na temat kobiety z taką własnie cechą.

Ten szczegół urody sprawiał, że jego wewnętrzny spokój nagle się burzył, wszystkie tłumione myśli nagle budziły się i dawały o sobie znać. Orli nos budził i mnożył jego fetysze.

Już widział jak podchodzi do stolika, przy którym ona siedzi, staje za nią, czuje zapach jej perfum. Po dłuższej chwili gdy ona nie zwraca na niego uwagi podchodzi jeszcze bliżej i staje obok niej, podaje jej dłoń, ona spogląda na niego, podnosi rękę, podaję swoją dłoń, po czym sama podnosi się z krzesła i staje naprzeciwko niego. W jego myślach ubrana jest w czerwoną, wieczorową suknie z odważnym dekoltem, odkrytymi plecami, rozcięciami na obu bokach bioder sięgających od stóp wysoko do pasa. Opięty materiał przylegał do ciała i nie pozostawiał złudzeń co do braku bielizny. Czuł jak narasta w nim pożądanie na samą myśl co mógłby z nią zrobić, tu w tej sali, przy tamtym stole. Na ile sposobów, mógłby zdjąć, ściągnąć, zerwać z niej tę suknię, jak mógłby... W tym momencie nieznajoma podniosła się. Wzięła do ręki torbą, założyła ja sobie na ramię i odeszła w stronę toalety.

Czar prysł. Nie było orlego nosa. Owszem ładna, bardzo atrakcyjna, ale nie było tego czegoś. W pamięci pozostał tylko kolor sukni z długimi rozcięciami po bokach. Plusem był jego fizyczny i mentalny stan. Poczuł, że jest spokojny i opanowany. Brzuch przestał go boleć, pozostało jedynie lekkie ćmienie gdzieś w bliżej nieopisanym miejscu, które już mu nie doskwierało.

Spojrzał w głąb sali, piosenkarz nadal poświęcał swoją uwagę żywo gestykulującej towarzyszce.

Przy stoliku gdzie siedział obiekt jego fantazji nadal słychać było wesołe odgłosy wymienianych plotek i rozmów.

Po pewnym czasie nieznajoma powróciła do stolika. Teraz miała na sobie opięty, skórzany kombinezon. Nagle zdał sobie sprawę, że na ten widok znowu odlatuje. Ona przyjechała motorem, pomyślał. Skórzany kombinezon był perfekcyjnie dopasowany i podkreślał walory jej zgrabnego ciała. Intensywnie pobudził jego wyobraźnię.

Fantazje zaczęły powracać. Naglę jednak, brutalnie je przerwał męski głos:

- Niech będzie pochwalony - powiedział sekretarz biskupa, wyciągając jednocześnie silną, szczupłą dłoń. Miał badające, ale ciepłe spojrzenie i ... orli nos.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Tanaris 08.04.2017
    Dobrze, że na widok biskupa nie dostał kolejnej dawki sraczki :p kilka błędów było, przeczytaj sobie jeszcze raz na spokojnie np. nadchodzace - nadchodzące. 12 zapisujemy słownie. Ale daję 5, pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania