Fatamorgana

Spa­cer po plaży, sa­mot­ność z wy­bo­ru, krzyk mew i za­pach

wczo­raj­szej przy­go­dy. Po­czuj świe­żość po­ran­ka i po­zwól

słoń­cu roz­pa­lić oczy. Je­steś złu­dze­niem, fa­ta­mor­ga­ną,

uwią­za­nym na nitce ko­lo­ro­wym la­taw­cem. Sło­wa­mi, które

nigdy nie padły. Mar­nym poetą.

 

Ry­bac­kie ło­dzie, gwar zdy­sza­nych po­sta­ci, ar­ma­da du­chów

ru­sza­ją­ca na pod­bój świa­ta. Ktoś prze­kli­na, ko­bie­ca dłoń

po­da­je ka­nap­kę, sły­chać płacz dziec­ka. Wcze­pio­ne w spód­ni­cę

nic nie ro­zu­mie. Ze świ­tem od­pły­wa cząst­ka ro­dzin­ne­go domu,

ręce, któ­rych nie za­stą­pi de­li­kat­ność pach­ną­ca mle­kiem.

 

Oce­anu nie na­ma­lu­je mgli­ste wspo­mnie­nie, w któ­rym wiatr

roz­wie­wa włosy, a panna młoda, sa­mot­na, wciąż czeka. I ta

chata na kli­fie. Puste ob­ra­zy od­sta­wio­ne do kąta. W ciszy jest

coś wy­mier­ne­go. Za­pę­tle­nia. Ra­chu­nek wek­to­ro­wy. Czas nie

gra roli, tylko świa­tło wciąż nam ucie­ka.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania